Obchody rocznicy Powstania Warszawskiego? "Bez elementarnej wrażliwości. To żenujące"

- To, co się wyrabia wokół rocznicy Powstania Warszawskiego, przekroczyło granicę dobrego smaku. Dzieci dzisiaj są gotowe myśleć, że to było wielkie zwycięstwo, nie są w ogóle uczone wrażliwości na tragedię śmierci - twierdzi prof. Jan Hartman. Zdaniem etyka dzisiaj nauczanie naszej historii zostało zawłaszczone przez jeden światopogląd.
Dzisiaj mija 68. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. W ramach jej obchodów, jak już niemal co roku, zaplanowano w Warszawie koncert, wystawy, spektakle oraz oficjalne uroczystości państwowe. Zapytaliśmy prof. Jana Hartmana, czy jego zdaniem taki sposób uczczenia tamtych wydarzeń jest odpowiedni oraz czy dzisiejsze rozmowy o naszej przeszłości odpowiednio przypominają o tragicznych wydarzeniach naszej historii.

Piotr Markiewicz: Mija kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Jak co roku czekają nas duże obchody: koncert, wernisaże... Czemu tak hucznie co roku wspominamy tę datę?

Prof. Jan Hartman, etyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego: Każdy naród, zwłaszcza we wczesnym etapie budowania tożsamości narodowej, odwołuje się do zmitologizowanej własnej historii. Kreuje własne legendy i pewną aurę emocjonalną wokół kluczowych jej wydarzeń. Jak to jest naród silny, zwycięski i agresywny, to ma do dyspozycji głównie zwycięstwa. Natomiast jak to jest naród mniejszy, który zwykle wojny z sąsiadami przegrywał, a na niepodległość czekał długo, to w jego historii dominują porażki aspiracji narodowych.

Każdy naród kreuje swoją mitologię narodową z tego, co ma, a akurat Polska i Polacy należą do narodów, które raczej przegrywały wojny, a ich państwo narodowe powstało dopiero w XX wieku. Przez cały XIX wiek elity polskie o takie państwo narodowe walczyły, ale zabiegały o jego powstanie bezskutecznie, dlatego nasza mitologia narodowotwórcza jest osnuta wokół porażek. To jednak nie ma nic wspólnego z wiedzą historyczną - to proces mentalny budowania pierwotnej świadomości narodowej.

Dlaczego więc obchody rocznicy 1 sierpnia są oczywistością, a jakoś chociażby 4 czerwca nie może przebić się do świadomości?

- Budowanie mitologii narodowej i publicznego oraz państwowego rytuału wokół wydarzeń historycznych jest specjalnością prawicy, ruchów politycznych mentalnie zakorzenionych w XIX wieku, a więc w epoce kreowania świadomości narodowej środkami symbolicznymi. Społeczeństwo liberalne nie ma takiej silnej potrzeby budowania aury mitycznej wokół wydarzeń historycznych, a przecież 4 czerwca to data zwycięstwa państwa liberalnego. Taką potrzebę ma natomiast właśnie prawica. Państwa zaś chętnie korzystają z tego zapału prawicy, aby wypełnić deficyt symboliczny, który towarzyszy państwom liberalnym.

Jeśli chodzi o rocznicę 1 sierpnia, to niesmak budzi sposób, w jaki powstanie jest propagandowo opracowywane przez ostatnie kilkanaście lat. Tamto wydarzenie było przede wszystkim straszliwą tragedią, a tymczasem jego potworność, związana ze śmiercią ponad 200 tys. ludzi, jest zupełnie przesłonięta przez retorykę chluby i dumy. Nie ma żadnych wątpliwości, że Powstanie Warszawskie, niezależnie od oceny decyzji o jego wybuchu, było straszliwą tragedią i straszliwą klęską. Rację miał minister Sikorski, gdy o tym napisał Tweet. A ten, kto śmie mówić o ludziach przypominających o tragiczności śmierci tamtych 200 tys. istnień, że mówią rzecz niegodną, że są wrogami Polski i polskości; ten, kto próbuje atakować kogoś, kto mówi prawdę, wystawia sobie świadectwo kłamcy i hipokryty.

Minister Sikorski powiedział rzecz banalną i oczywistą - że tamto wydarzenie było tragedią. A to, że był za to później atakowany, świadczy o tym, że temat 1 sierpnia jest zawłaszczony przez chorą propagandę, która nienawidzi prawdy i nie ma nawet intencji stawiać tę sprawę na gruncie etycznym. A na gruncie etycznym na czoło sprawy Powstania Warszawskiego wybija się właśnie śmierć 200 tys. ludzi. Wszystko inne - dyskusje nt. celowości powstania, jego skutków moralnych - to wszystko jest dalej, to wszystko musi być w tle.

Dla człowieka etycznego, który ma jakąkolwiek wrażliwość, tego rodzaju wydarzenie historyczne jest istotne przez skalę nieszczęścia, które się wydarzyło. Kto sprawę śmierci 200 tys. ludzi stawia gdzieś w tle i opowiada o "duchu narodu", ten wykazuje się chorobliwym brakiem wrażliwości.

Mamy szukać wydarzeń w historii, którymi trzeba się cieszyć?

- Historia nie jest do tego, żeby się nią cieszyć, lecz żeby pamiętać o ludziach, rozumieć swoją przeszłość i siebie w kontekście tej właśnie przeszłości. My się nie mamy cieszyć historią, my mamy ją poznawać. Niestety, w takich miejscach jak szkoły historia jest zawłaszczona przez propagandę państwową - państwo nie umie uczyć historii, i tak się dzieje we wszystkich krajach. Zestawienie i interpretacje wydarzeń historycznych nawet w szkołach krajów ze sobą sąsiadujących jest porażające. To zupełnie inna historia.

Jedyny sposób, który mamy, żeby troszeczkę zneutralizować niebezpieczeństwo brutalnego zakłamywania rzeczywistości i dziejów, to odchylenie nauczania szkolnego z historii wojen, dynastii, traktatów w kierunku historii autentycznego życia: obyczajów, stylu życia. Tylko w ten sposób świat szkolnych nauczycieli historii może się obronić przed presją państwa, żeby używać propagandowo lekcji historii.

Co do 1 sierpnia, to to, co się wyrabia wokół Powstania Warszawskiego, przekroczyło granicę dobrego smaku. Dzieci dzisiaj są gotowe myśleć, że to było wielkie zwycięstwo, nie są uczone wrażliwości na tragedię śmierci. Stawia się pomnik dziecku ubranemu w mundur, w hełm, ze zbroją. A przecież jakże straszliwą tragedią jest sytuacja, w której dzieciom daje się broń, żeby zabijały. Tymczasem przedstawia się to jako przykład wielkiego bohaterstwa i odwagi. W swojej istocie to przecież trauma i tragedia.

Sposób, w jaki przedstawia się Powstanie Warszawskie w dyskursie publicznym, jest całkowicie bałamutny. Straciliśmy w przestrzeni publicznej elementarną wrażliwość - przestaliśmy płakać nad śmiercią 200 tys. ludzi. To doprawdy żenujące.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM