"Mamy ulec szantażowi kiboli i członków partii, którzy gwiżdżąc, nie dają innym prawa głosu?"

- Czy z tego powodu, że jakieś grupki kiboli uważają, że jest jeden określony wzór patriotyzmu, mamy ulec ich szantażowi i przestać dyskutować o powstaniu? - pytał w "Poranku TOK FM" Paweł Fąfara.
Publicysta odnosił się do wczorajszych gorszących wydarzeń z cmentarza wojskowego na warszawskich Powązkach. Tam składający hołd ofiarom Powstania Warszawskiego premier Donald Tusk został "wybuczany" i wygwizdany. Antoni Macierewicz z kolei został powitany przez niektórych oklaskami. Do podobnych wydarzeń doszło też pod kopcem PW.



Janina Paradowska, która potępia wydarzenia z Powązek, zapytała swoich gości - publicystów - o ich opinie na ten temat. Zaczęła od wniosku prof. Normana Daviesa, który stwierdził, że jego zdaniem "zbliżamy się do czasu, kiedy obchody powinny się skończyć".

"Niech się Davies nie wtrąca"

Ostro na ten pomysł zareagował Andrzej Talaga z "Rzeczpospolitej". Jego zdaniem Powstanie Warszawskie to "jeden z tych elementów historii Polski, które kształtują współczesną tożsamość, a nawet współczesne podziały polityczne". - Niech Davies mówi o powstaniach walijskich, a nie wtrąca się do naszych powstań. Przy całym szacunku dla niego - mówił. - Problemem jest to, że część sceny politycznej, i nie tylko jej, próbuje zawłaszczać powstanie. A przecież ono było wielonurtowe.

- I teraz powinno być tak samo - obchody powinny być wspólne: i ludzi o tożsamości lewicowo-patriotycznej, i nacjonalistów, bo ONR ma tak samo prawo do czczenia powstania. Czemu ci twardzi prawicowi nacjonaliści nie mieliby czcić swoich bohaterów z przeszłości? Ale też zgadzam się - nie powinni buczeć i gwizdać na innych. Bohaterstwo było wspólne i obchody powinny być wspólne.

Podobnego zdania jest Paweł Fąfara z dziennika "Polska The Times". - Wydaje mi się, że Davies strzelił kulą w płot, bo kiedy jedziemy do Londynu, to widzimy, że fakt bombardowania tego miasta przez Niemców cały czas jest ważny w brytyjskiej tradycji.

A co z argumentem, że od lat powtarza się buczenie podczas obchodów? - Czy z tego powodu, że jakieś grupki kiboli czy ci, których rozumienie patriotyzmu jest takie, że istnieje jeden określony wzór, odbierają innym prawo głosu, mamy ulegać ich szantażowi? Przestać dyskutować, bo jakiś jeden kibol z drugim członkiem partii biegają i nie dają innym prawa głosu? - mówił Fąfara.

"Przywódcy dzisiaj stanęliby przed sądem"

- Przez lata komunizmu złego słowa o Powstaniu Warszawskim nie powiedziałem - mówił z kolei prof. Radosław Markowski. - Ale w demokratycznym kraju nie chcę czcić wydarzeń, w których mój naród walczy z przeciwnikiem, a rezultat tego to stosunek śmierci 200:1. Naszych pomysłodawców tamtego powstania uratowały komuchy, wbrew pozorom, ponieważ nie można było potem dyskutować o skutkach powstania - dodał.

- Pozostawiam na boku heroizm i bohaterstwo, natomiast w każdym demokratycznym kraju po wojnie przywództwo tej hucpy militarnej stanęłoby przed sądem wojskowym i z wielkim prawdopodobieństwem byłoby skazane na długie lata w więzieniu albo "pod ścianę" - kontynuował profesor SWPS i PAN. I podkreślił: - Takich rzeczy się nie robi - żadna cywilizowana armia nie robi takich zrywów, kiedy jest zero szans na sukces militarny. Niestety, utrwala się w naszej świadomości, że to było coś sensownego. Zginęło kilku poetów - wolałbym przez kolejne 50 lat czytać ich poezję, a nie o tym, jak zginęli w wieku dwudziestu kilku lat - podsumował.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM