Pogotowie lotnicze odmówiło pomocy dziecku: sprawą zajął się minister

Jest kontrola ministra zdrowia w bulwersującej sprawie 5-letniego chłopca z Gostynia , który ponad cztery godziny czekał wczoraj na przewiezienie do szpitala specjalistycznego w Poznaniu - podaje Radio Zet. Jak dodaje radio, Bartosz Arłukowicz już poprosił o wyjaśnienia na piśmie szefa Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
W poniedziałek minister wystąpi do jednostki, której szpital podlega - samorządu czy marszałka województwa - z pytaniem, czy dopełnione zostały wszystkie procedury. Szpital musi mieć podpisaną umowę na tak zwany transport szpitalny. Dopiero po zebraniu tych informacji minister będzie mógł wyciągnąć wnioski.

O godz. 14 w sobotę pogotowie ratunkowe przywiozło do szpitala w Gostyniu rannego w wypadku 5-latka. Chirurdzy stwierdzili u dziecka rozległe obrażenia jamy brzusznej i klatki piersiowej, podejrzewali zmiażdżenia nerki, i stłuczenie płuca. Postanowili, że prześlą dziecko do wielospecjalistycznego szpitala w Poznaniu przy Szpitalnej. - Zadzwoniliśmy, lekarze zgodzili się natychmiast operować - opowiada Maciej Burzyński, chirurg, który w sobotę miał w szpitalu w Gostyniu dyżur.

Pogotowie odmówiło

Ale dziecka nie można było przewieźć do Poznania, bo w szpitalu nie było transportu. A potrzebna była karetka z lekarzem i specjalistycznym sprzętem. Szpital wezwał na pomoc pogotowie lotnicze, bo od ponad roku w Poznaniu stacjonuje nowoczesny helikopter.

Pogotowie odmówiło. - Jako przyczynę dyspozytor podał brak lądowiska przy gostyńskim szpitalu - potwierdza Dariusz Bierła, wojewódzki koordynator ds. ratownictwa medycznego. Dopiero ok. godz. 18.30 pięciolatka zabrała do Poznania karetka z Ostrowa Wielkopolskiego.



DOSTĘP PREMIUM