Dokumenty z procesu zabójców ks. Popiełuszki znalezione na strychu

- To skarbnica wiedzy dla historyków - cieszą się w IPN. Portal Gazeta.pl przekazał instytutowi około pół tysiąca stron dokumentów z toruńskiego procesu oprawców ks. Jerzego Popiełuszki, które przypadkiem odnalazł nasz czytelnik. Jak się okazało, dokumenty były już w kościelnych archiwach, ale IPN ich tam nie szukał.
Jest rok 1984. W Toruniu trwa pokazowy proces esbeków, którzy zamordowali kapłana "Solidarności". Zeznaje siedemnastoletni Mirosław Malanowski "operator sprzętu ciężkiego". To on, chwilę po porwaniu ks. Popiełuszki, zobaczył jego kierowcę - Waldemara Chrostowskiego, który zdołał uciec zabójcom.

- Ja byłem u kolegów i tam właśnie wbiegł pan Chrostowski. Był poobdzierany, marynarkę miał w strzępach, dżinsy też miał porwane, był bez prawego buta, na jednym ręku kajdanki, w drugim ręku miał jakiś sznurek biały z tworzywa sztucznego - zeznawał świadek. - [Chrostowski - red.] był strasznie zdenerwowany, jakiś wstrząśnięty, był na żebrach otarty, ja to widziałem, bo trzymał koszulę, żeby go nie urażała i strasznie kulał. Wpadł gwałtownie i powiedział, że Panowie, pomóżcie, że prowadził jakiś samochód, że wiózł księdza Popiełuszkę i tu w lasach był jakiś człowiek w milicyjnym mundurze, oni go zatrzymali, chcieli sprawdzić, czy jest trzeźwy, założyli mu te kajdanki, wsadzili mu ten knebel i związali go tym sznurkiem. Mówił, żeby jechać i udzielić jakiejś pomocy, że chyba albo porwano księdza albo go porzucono - relacjonował na toruńskim procesie Malinowski. Jak jego relacja znalazła się wśród dokumentów odnalezionych po latach w domku letniskowym?

Kliknij, aby przeczytać dokumenty Dokumenty z procesu księdza Jerzego Popiełuszkifot. Paweł Janus

Ale od początku. Ponad 10 lat temu Paweł Janus kupił działkę pod Poznaniem. Poprzedni właściciel sprzedał mu domek z zawartością m.in. meblami i papierami, które w nich przechowywał, uznając je za nieistotne. Do dziś.

"Czytałem w wolnej chwili, poznając kulisy sprawy"

Janus nie dociekał kim byli poprzedni właściciele działki i jak weszli w posiadanie dokumentów. - Przez ponad 10 lat nie przyszło mi do głowy, że to wartościowe dokumenty. Traktowałem je raczej jako ciekawostkę. Czytałem w wolnej chwili, poznając kulisy sprawy - opowiada Janus. - Byłem tylko zszokowany dokładnością, z jaką autor opisywał proces. Choć pamiętam tamte czasy, to przecież nie sposób było o tym przeczytać w PRL-owskich mediach.

"Prawdopodobnie tych dokumentów nie miał nawet Urban"

Dokumenty od Janusa pokazaliśmy historykom Instytutu Pamięci Narodowej. - Są szalenie ciekawe, nie mamy ich w archiwum IPN - cieszy się Jan Żaryn, który w instytucie zajmuje się kościołem katolickim.

W większości są to Pisma Okólne, czyli depesze tworzone na wewnętrzne potrzeby Episkopatu Polski. Te z procesu ks. Popiełuszki pisane były przez Jacka Ambroziaka. Choć nie mogło w nich być interpretacji faktów, są cenne, bo nie podlegały cenzurze. Jak podkreśla Żaryn, relacja Ambroziaka to jedyne dokumenty z procesu ks. Popiełuszki, które nie powstały przy udziale lub nie były poddane cenzurze aparatu władzy. - Ten punkt widzenia procesu jest szalenie istotny, bo najbardziej wiarygodny. Pisma Okólne nie były cenzurowane, bo nie mogły być nigdzie publikowane, ani nawet wydostać się poza episkopat - zaznacza Żaryn. - Prawdopodobnie tych dokumentów nie miał nawet rządowy zespół, którym kierował Jerzy Urban - dodaje Ambroziak, w przeszłości sędzia, był radcą prawnym sekretariatu Episkopatu Polski. Później uczestnikiem Okrągłego Stołu i następnie szefem Urzędu Rady Ministrów w rządzie Mazowieckiego.

Dokumenty trafią do archiwum IPN

Choć Żaryn sprawą ks. Popiełuszki zajmuje się od lat i wiedział o relacji Ambroziaka, przyznaje, że nie wziął pod uwagę, że może być tak cenna. - Zeznania opisywane w dokumentach nie pojawiły się oczywiście w migawkach telewizyjnych. Ale nie ma też ich w dwutomowej publikacji Petera Rainy, która zbiera dokumenty z toruńskiego procesu.

- Nieznane mi są m.in. dokumenty dotyczące obrażeń i sekcji zwłok ks. Popiełuszki - mówi Żaryn.

- Dokumenty trafią do archiwum IPN. Pracować na nich będą historycy, którzy zajmują się ks. Popiełuszką - dodaje.

Dokumenty dla papieża

Dotarliśmy do autora sprawozdań Jacka Ambroziaka. - O sprawozdania z procesu ks. Popiełuszki prosił mnie episkopat, moi przełożeni, prymas, bardzo zainteresowany procesem był papież - mówi.

- Na początku SB nie wyraziło zgody na mój udział w procesie. Zmienili zdanie po interwencji biskupa Bronisława Dąbrowskiego u Kiszczaka, który przekonał Kościół, że musi mieć swojego przedstawiciela na procesie, który go dotyczy - wspomina.

Ambroziak na toruńskim procesie Popiełuszki był codziennie. - To było wtedy całe moje życie. Mieszkałem wówczas u ojców redemptorystów. Na sali rozpraw robiłem notatki, wracałem do klasztoru, nagrywałem to na magnetofon. Odczytywałem te notatki mając świeżą pamięć tego, co się działo. Po taśmę przyjeżdżała siostra z sekretariatu episkopatu. Przepisywały i drukowały piśmie okólnym. Nagrywać nam nie było wolno. Taką możliwość miała tylko Służba Bezpieczeństwa i Telewizja Polska, ale ci ostatni tylko fragmenty pod nadzorem.

Episkopat dawał to po cichu

Ale Ambroziak był nieco zdziwiony reakcją IPN na jego dokumenty. - Moje sprawozdania były drukowane co tydzień w Pismach Okólnych. Są w archiwum. Sekretariat Episkopatu sprzedawał je też korespondentom zagranicznych mediów i ambasadom. Oczywiście po cichu, bo było to zakazane. Na ich podstawie powstawały publikacje w "Le Monde", "New York Times". Później Amerykanie, Niemcy i Francuzi wydawali też książki o sytuacji w Polsce - opowiada portalowi Gazeta.pl.

Przypomina też, że fragmenty sprawozdań drukował Tygodnik Powszechny i Tygodnik Mazowsze. Ten pierwszy podlegał cenzurze.

- Nie wiem, czemu sprawozdań nie weryfikowali historycy IPN. Te, które ktoś znalazł, być może były własnością jakiegoś księdza, który prenumerował Pisma Okólne - sugeruje Ambroziak.

DOSTĘP PREMIUM