"Piekło wyborów", czyli czego o zachowaniu Polaków podczas Holocaustu dowie się czytelnik zagraniczny

"Inferno of Choices. Poles and the Holocaust" to skierowana do anglojęzycznych odbiorców książka nt. postaw Polaków wobec Holocaustu i ich reakcji na los Żydów w czasie okupacji. Na swoich stronach zamieściło ją MSZ, co wywołało na jej temat dyskusję w mediach. Oto, co zawiera.
Promocja książki przez resort spotkała się z krytyką prawicowych komentatorów, wg których książka przedstawia Polaków jako antysemitów i społeczeństwo patologiczne. Jeden z głównych zarzutów to zaburzenie w książce proporcji między interpretacjami historycznymi o zasługach Polaków wobec Żydów a tekstami o postawach nagannych, np. szmalcownictwie.

Tymczasem, jak podkreślają sami wydawcy i autorzy tekstów, problem dotyczy tej części historii, nt. której ciągle toczy się w Polsce burzliwa debata publiczna i której niektóre aspekty (m.in. te dotyczące współudziału Polaków w zbrodniach na Żydach) są ciągle tematem świeżym. Proporcje między różnymi postawami trudno oddać w liczbie rozdziałów czy stron książki, tym bardziej że - jak podkreślają historycy - nie sposób podać pełnych danych ilościowych nt. przypadków pomocy Żydom czy ich zdradzania. Wiele podawanych tu liczb to szacunki. Wydawcy postawili na analizę jakościową i pokazanie warunków, w jakich funkcjonowali Polacy i Żydzi w czasie okupacji.

"Inferno of Choices" - czytaj całą książkę w formacie PDF

Część pierwsza - wybrane źródła

Publikacja podzielona jest na dwie części. Pierwsza to zbiór dokumentów zawierający m.in. ogłoszenia władz okupacyjnych ws. regulacji dotyczących Żydów, list przedstawiciela okupanta do przełożonych nt. sytuacji i planów ws. Żydów, raporty przedstawicieli państwa podziemnego, donos adresowany do władz hitlerowskich ws. szmuglowania żywności na teren warszawskiego getta i inne.

Razem 30 materiałów źródłowych, które wcześniej nie ukazały się w języku angielskim. Dodatkowo w tej części znalazły się obszerne fragmenty książki Władysława Bartoszewskiego "1859 dni Warszawy", która jest kroniką walczącej i niszczonej stolicy.

Anglojęzycznemu czytelnikowi trudno będzie wyrobić sobie zdanie o relacjach Polaków i Żydów w czasie wojny tylko na podstawie tych dokumentów. Może na pewno stwierdzić, że były one różne - od postawy osoby, która donosi na polskiego policjanta tolerującego przemycanie żywności do getta (s. 28), do dramatycznego apelu Zofii Kossak-Szczuckiej w imieniu Frontu Odrodzenia Polski o sprzeciw wobec zbrodni na Żydach (s. 36). Przeważają materiały pokazujące, że polskie organizacje, partie czy władze podziemne próbowały w różny sposób pomóc obywatelom narodowości żydowskiej - czy to organizując pomoc, czy potępiając współpracę z Niemcami przeciw Żydom.

Część główna - interpretacje historyków

Drugą, szerszą i bardziej opiniotwórczą część książki stanowi wybór analiz historycznych nt. wybranych problemów w relacjach polsko-żydowskich podczas wojny. Wszystkie to prace uznanych ekspertów, którzy od lat zajmują się tą problematyką.

Z ich tekstów wyłania się obraz Polski jako kraju zmasakrowanego przez okupanta nie tylko materialnie, ale i mentalnie. I to - jak podkreślają autorzy - przyczyniło się do reakcji Polaków na dramat Żydów. W książce tej zaledwie muśnięty został temat przedwojennego polskiego antysemityzmu i jego wpływu na reakcje Polaków na położenie Żydów podczas wojny.

1. Opłaty za ukrywanie? "Norma"

W pierwszej analizie dr Grzegorz Berendt opisuje czynniki ekonomiczne, jakie wpłynęły na gotowość Polaków do udzielania Żydom pomocy i to, jak ona wyglądała. Berendt podkreśla, że od początku wojny sytuacja Polaków pogarszała się błyskawicznie, do połowy 1941 r. ceny różnych towarów na terenie GG wzrosły 30-50-krotnie, np. cena bochenka chleba - z 0,3 zł przed wojną do 12 zł przy przykładowej emeryturze 157 zł.

Galopujący wzrost cen, wzrastające bezrobocie, małe racje żywnościowe i różne formy ucisku powodowały, że gdyby ludzie zarabiali i kupowali tylko legalnie, "szybko umarliby z głodu". Przeżycie części zapewniał czarny rynek, w tym m.in. administracja pożydowskim mieniem. Bieda przyczyniała się też do podatności na korumpowanie ze strony okupanta (wydawanie Żydów za nagrody, np. cukier) czy wzrostu niechęci, np. chłopów do żydowskich partyzantek, które kradły im zbiory (s. 126).

Wg historyka podczas wojny większość Polaków nie była w stanie pomagać Żydom za darmo - ukrywać ich i żywić. Opłata za schronienie uznawana była zwykle przez obie strony za normę, o ile przestrzegały one potem warunków, na jakie się umawiały. Berendt opisuje tu przypadki niedotrzymywania umów i wydawania Żydów oraz chciwość Polaków motywowaną chęcią przejęcia "żydowskiego złota", które często, zamiast ratunku, zsyłało na Żydów zgubę (s. 157).

Wg Berendta o chęci pomocy Żydom decydowały głównie dwa czynniki: pieniądze ratowanych i warunki materialne gospodarzy. Jak dodaje to, czy Polacy, przyjmując pieniądze za pomoc, wykorzystywali tragedię Żydów, można ocenić, biorąc pod uwagę: 1. jak traktowali gości po wyczerpaniu się ich zasobów i 2. jakie warunki im oferowali.

Formą rekompensaty za schronienie i jedzenie nie były tylko pieniądze - Berendt opisuje przykłady Żydów wykonujących u gospodarzy różne prace, np. Marcela Reicha-Ranickiego, który wraz z żoną trudnił się u chłopów szyciem.

2. "Szanowny panie gestapo", czyli donosy do okupanta

Drugi tekst to analiza donosów do władz okupacyjnych ws. Żydów sporządzona przez dr Barbarę Engelking. Skupia się na motywach i uczuciach, które kierowały donosicielami. Jak podkreśla, w przypadku osób denuncjujących Żydów czy ich polskich opiekunów głównym motywem był nie sadyzm, a zazdrość, m.in. o zyski, jakie inni Polacy mieli z Żydów. Pojawiały się też przypadki donosów spowodowanych strachem (np. o to, że kara za ukrywanie Żydów spadnie też na sąsiadów), przesłankami osobistymi (zazdrosna żona), politycznymi (mit żydokomuny) czy szczególnie silnym poczuciem lojalności wobec władzy. Często na jeden donos wpływały różne motywacje.

3. "Bestialstwo" - o szmalcownictwie

W analizie nt. szmalcownictwa prof. Andrzej Żbikowski nie waha się pisać o "bestialstwie" i "zezwierzęceniu" kolaborantów, którzy wydawali Żydów. Pod względem danych tekst ten jest słabszy od innych - historyk przyznaje, że sam ma wątpliwości co do szacunków innych autorów, z których korzysta, m.in. dotyczących liczby szantaży na Żydach czy Żydów wydanych Niemcom. Liczbę wydanych na śmierć w samej Warszawie b. ostrożnie szacuje na minimum 2 osoby dziennie - od czasu powstania getta do dnia wybuchu Powstania Warszawskiego (s. 214).

Opisując motywacje zarabiających na Żydach, pisze nie tylko o biedzie, ale i o przekonaniu wielu Polaków, jakoby Żydzi sobie na cierpienie zasłużyli. Powołuje się tu na raport komórki AK we Lwowie z grudnia 1942, w którym mowa jest o "dziejowej karze", jaka - zgodnie z "generalną opinią" - spotkała Żydów: "Społeczeństwo ma odrazę do oprawców, a postawę chłodną wobec Żydów. Współczują nieraz gorąco z jednostkami spośród Żydów i spieszą im z narażeniem życia z pomocą, w stosunku jednak do ogółu żydowskiego żywią podświadome zadowolenie, że nie będzie Żydów w organizmie polskim".

Historyk podkreśla też rolę niemieckiej propagandy, która nakręcała wśród Polaków antyżydowską psychozę. Wspomina o formach zwalczania szmalcownictwa i o pomocy Żydom ze strony państwa podziemnego i AK, ocenia je jednak jako "raczej niewielkie" i "nierobiące wrażenia" w porównaniu do potrzeb.

4. Cena bycia przyzwoitym? Strach. "Ciągle nasłuchiwałam, czy po nas idą"

W swojej analizie nt. pomocy udzielanej Żydom przez Polaków w Rzeszowie i okolicach dr Elżbieta Rączy podkreśla, że dużą rolę odgrywały w tym relacje przedwojenne i że w lepszej sytuacji byli w związku z tym zasymilowani Żydzi, czyli mniejszość wśród ogółu - tacy mieli kontakty wśród Polaków.

Powodem ograniczającym pomoc był - wg ekspertki - nie tyle stan materialny ludności polskiej, co terror okupanta. Jak podkreśla, Polakom śmierć groziła nie tylko za ukrywanie Żydów, ale za najmniejszy gest wobec nich, np. pozdrowienie na ulicy.

Terror, jaki wprowadzili Niemcy na terenie Polski, był silniejszy niż na terenach innych krajów okupowanych, dlatego pomoc dla Żydów była ze strony Polaków szczególnym poświęceniem.

Do tego dochodziły problemy materialne, które szerzej opisywał Berendt. Rączy podkreśla, że część ratujących pobierała za pomoc pieniądze, a "dla większości Polaków priorytetem było wyżywienie własnych rodzin". Przytacza jednak relacje nt. chłopów żywiących i ukrywających Żydów, m.in. jednego, który pożyczał w tym celu pieniądze. Dodaje przy tym, że szczególnie przed żniwami sytuacja chłopów była tak trudna, że niektórzy spali na polach, pilnując zbiorów przed rabunkiem.

Wylicza problemy, jakie mieli ratujący. Oprócz finansowych m.in. obawa przed zdradą ze strony otoczenia, choroby, stan psychiczny nowych mieszkańców, a nade wszystko - poczucie ciągłego zagrożenia i niepewność jutra: "Mój mąż był silniejszy i lepiej radził sobie ze stresem. Ja nie przestawałam nasłuchiwać: czy już po nas idą? Na każde głośniejsze stukanie do drzwi czy stukot obcasów na schodach serce podskakiwało mi do gardła" - wspomina kobieta, u której mieszkali Żydzi.

5. "Sprawiedliwych" powinno być znacznie więcej

Dr Marcin Urynowicz, autor kolejnej analizy nt. pomocy dla Żydów, bada m.in. przypadki pomocy udzielanej przez osoby prywatne - na podst. zbiorów instytutu Yad Vashem dotyczących ok. 30 tys. przypadków Polaków ukrywających Żydów. Tytuł "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" przyznano ok. 6 tys., czyli 2 proc. z tych osób, co - wg autora - nie odpowiada skali zjawiska. Jak ocenia, "wielu bohaterów pozostało bezimiennych".

Co z płaceniem za pomoc? Autor - jak wcześniej Berendt - przyznaje, że zarówno płacący, jak i gospodarze uznawali to zwykle za normę, jednak za główną motywację udzielających pomocy uważa powody humanitarne - powołuje się tu na badania Nechmy Tec.

Podkreśla też, że analizując zachowania Polaków wobec Żydów w czasie okupacji, zbyt rzadko bierze się pod uwagę warunki, w jakich działali Polacy: "Zapomina się bowiem na ogół o różnicach w polityce okupacyjnej Niemców na podbitych terytoriach Europy, czego dobrym przykładem mógł być stosunek Niemców do Skandynawów i Słowian. Zapomina się o skali przedwojennego antysemityzmu, o liczbie ludności żydowskiej w poszczególnych krajach, o stopniu jej zasymilowania. Nie dostrzega się także często, że na różnych obszarach Europy, a nawet poszczególnych krajów antyżydowskie zarządzenia wprowadzane były w różnym czasie. To wszystko miało niezwykle istotne znaczenie dla możliwości niesienia pomocy, ponieważ wysiłek do tego potrzebny był różny w zależności od czasu i miejsca. O ile na ziemiach polskich za sam 'akt pomocy' można było stracić życie, dochodziło do pacyfikacji całych wsi za pomoc Żydom, o tyle np. w Holandii pewien rolnik ukrywający żydowskie dzieci został aresztowany i wysłany do obozu koncentracyjnego dopiero wtedy, kiedy przyłapano go po raz trzeci na tym przestępstwie".

Przyznaje też, że okupacja wywołała u Polaków wykształcenie się "postawy adaptacyjnej" polegającej głównie na obniżeniu standardów moralnych.

6. Pomoc za pieniądze: "przemysł pomocy"

Na początku swojej analizy nt. pomocy Żydom prof. Jan Grabowski przyznaje, że Polacy ukrywali Żydów z wielu powodów, także bezinteresownie. Podkreśla jednak, że to chęć zarobku pchała Polaków do pomocy Żydom, co rozwinęło swoistą gałąź czarnego rynku, a nawet - jak pisze autor - "przemysłu pomocy", karmiącego się nie tylko pieniędzmi, ale i rzeczami Żydów.

Przywołuje też wypowiedź Icchaka Cukiermana z ŻOB-u, wg którego "pewny i godny zaufania biorca był ważnym atutem w walce o przetrwanie" i który poniekąd usprawiedliwiał zarabianie na pomocy Żydom poszukiwaniem "niekonwencjonalnych środków utrzymania". Pomoc za pieniądze, choć dawała Żydom większe możliwości szukania ratunku, była zwykle "gorszej jakości" niż ta udzielana z pobudek altruistycznych: gdy kończyły im się pieniądze i kosztowności bądź gdy ryzyko było zbyt duże, Polacy byli skłonni ich wydawać.

Grabowski opisuje szereg przypadków takiej pomocy - od tych, w których gospodarze dotrzymywali umów, do przypadków skrajnych, np. "warszawskiej biorczyni Kazimiery Swierdzewskiej, która korzystając ze swoich przedwojennych kontaktów, opiekowała się co zamożniejszymi Żydami. Co pewien czas, ogołociwszy ich do cna, wydawała ich w ręce Gestapo. W ten sposób zginęli m.in. członkowie rodziny Lichenbaumów oraz Weinsteinów". "Przemysł pomocy" i traktowanie Żydów tylko jako źródła zarobku, którego można łatwo się pozbyć, wzmagały w nich samych poczucie odtrącenia i - jak pisze Grabowski - wywoływały szok, a nawet nienawiść w stosunku do Polaków.

7. "Latem 1945 r. Polacy żyli szabrem"

Ostatnia analiza dotyczy szczególnego okresu nawet dla czasów okupacji - końca wojny, przełomu 1944/1945 roku. Dr Marcin Zaremba przypomina wcześniejsze fale i przypadki szabru podczas wojny, m.in. po przegranej we wrześniu 1939, po likwidacji gett w 1942 czy podczas katastrof. Poczucie bezkarności wywołane działaniem w tłumie i poczuciem chaosu (teoria "wybitych okien"), przyzwolenie władz, udział "miejscowej ludności" (nie tylko marginesu społecznego) - Zaremba wylicza cechy takich sytuacji. Skupia się jednak na szabrownictwie pod koniec wojny, głównie na własności poniemieckiej i pożydowskiej, których przejmowania nie uważano za nic złego. Pierwsza jego fala objęła miasta, druga - prowincję.

Na czym polegała istota szabru? "Bez przemocy, a także właściciela, którego nieobecność powoduje, że prawo własności jakby się rozmywało. Nasze zobowiązania moralne (w tym 'nie kradnij') obejmują osoby przede wszystkim znane, 'swoje', a gdy tych osób 'nie ma', skokowo słabną. Szaber, zwraca uwagę Dariusz Stola, jest relacją między ludźmi a rzeczami, a nie między ludźmi a ludźmi, dlatego wewnętrzny opór przed nim jest słabszy".

W 1945 szaber przyjął rozmiary zarazy, całe gangi robiły wyprawy w inne regiony kraju po łupy. Poczucie bezkarności zwiększało to, że brali w tym udział przedstawiciele władz, m.in. milicji. Zaremba wyróżnił kilka rodzajów szabru, m.in. grabienie grobów zamordowanych Żydów przez tzw. "poszukiwaczy złota". Gorączka szabru opadła w 1946.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM