O. Dostatni o Rydzyku: Oby się nie zdziwił, kogo spotkamy po tej drugiej stronie...

"Widać, że nauka społeczna Kościoła, teologia i etyka stanowią dla ojca dyrektora dowolne pole poruszania się. I widać, że jest to pole minowe. Dlatego ojciec dyrektor od czasu do czasu wylatuje w powietrze" - pisze w "Gazecie Wyborczej" Tomasz Dostatni, dominikanin.
A chodzi o krytykę wobec Bronisława Komorowskiego, którą przeprowadził na łamach "Naszego Dziennika" Rydzyk. Zdaniem Dostatniego dyrektor Radia Maryja potraktował "najwyższego urzędnika w państwie, katolika próbującego znajdować rozwiązanie legislacyjne zgodne ze swoim sumieniem i wyznawaną wiarą, ojca pięciorga dzieci i dziadka" jak "chłopca do bicia". Czyli? Zarzuca mu, że "rozwadnia" naukę Kościoła.

"Wyższość moralna? Po ich stronie?"

Dostatni broni Komorowskiego, twierdząc, że to Rydzyk manipuluje faktami. "Ojciec dyrektor reprezentuje całkiem dużą formację w Kościele, która zanim zapozna się z argumentacją inaczej uformowanych katolików, najpierw ukaże swoją wyższość moralną, a potem powie, że to zgorszenie i że tylko my jesteśmy prawdziwymi katolikami" - pisze. I podkreśla, że to Rydzyk nie odróżnia rzeczywistych poglądów od kompromisów.

Dominikanin dodaje, że jego zdaniem dyrektor Radia Maryja nie dostrzega, że jego własna formacja "nie daje odpowiedzi młodym ludziom, jak dziś, w świecie zróżnicowanym, liberalnym, laickim, być chrześcijaninem żywej wiary". Duchowny podsumowuje przestrogą dotyczącą siebie, Rydzyka i Komorowskiego: "Ciekawe, jak będzie wyglądało spotkanie nas trzech po tej drugiej stronie. Oby któryś z nas, zwłaszcza ojciec dyrektor, nie był wtedy bardzo zdziwiony, kogo jeszcze tam spotkamy".

Cały komentarz w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM