"Czuję się katolikiem, ale nie mieszczę się w definicji katolika, którego zadaniem jest walka o TV Trwam"

- Stało się coś niedobrego. Religia i polityka spętliły się tak nieprawdopodobnie, że przyjdzie nam za to zapłacić dość słoną cenę - mówił w TOK FM Marek Zając z "Tygodnika Powszechnego". - To będzie rachunek wystawiony przez ludzi młodych. Tych, których do znudzenia nazywaliśmy "wiosną Kościoła" - podkreślił.
Zając mówił w TOK FM o tezie, którą postawił w ostatnim "Tygodniku Powszechnym". A pisał w tygodniku m.in.: "W zbiorowym przeświadczeniu utrwala się równanie, że Kościół to Radio Maryja, Radio Maryja to PiS, PiS to Jarosław Kaczyński. Ergo: Kościół to Jarosław Kaczyński. Wkrótce przyjdzie za to słono zapłacić".

- Śmiem wątpić, czy Jarosław Kaczyński to właściwa ewangelizacyjna twarz Kościoła w Polsce, czy może jednak to taka twarz, która sprawi, że nasze kościoły nie opustoszeją. - przyznał w TOK FM Zając.

"Kościół jako religijne ramię PiS"

- Stało się coś niedobrego - stwierdził publicysta. - Religia i polityka spętliły się tak nieprawdopodobnie, że przyjdzie nam za to zapłacić dość słoną cenę. I to będzie rachunek wystawiony przez ludzi młodych. Tych, których do znudzenia nazywaliśmy "wiosną Kościoła", pokoleniem JP2. Oni nie będą chodzić do Kościoła, który dla nich jest religijnym ramieniem PiS, który dał się wciągnąć w politykę i którego twarzą jest polityk, który króluje w rankingach nieufności i wypada słabo, jeśli o mężów zaufania pytamy młodych ludzi - dodał.

- Coraz częściej w polskim Kościele usłyszeć można dość szczególną definicję tego, kto jest katolikiem - mówił Marek Zając. - Ja czuję się katolikiem, ale nie mieszczę się w definicji katolika, która mówi, że najważniejszym jego zadaniem jest walka o miejsce TV Trwam na cyfrowym multipleksie. Owszem, środowiska związane z tym medium mogą protestować - żyjemy w demokratycznym kraju. Ale w momencie, kiedy to wszystko zaczyna się mieszać z polityką bieżącą, która - w polskich warunkach - wydaje się być szczególnie brudna i skoncentrowana na ciosach wymierzonych dość nisko, wtedy zaczyna to również być twarz Kościoła. Chcę więc powiedzieć: dość - apelował dziennikarz.

Przez lupę widzimy Kościół. Czyli? Rydzyka

Zdaniem Zająca dużo ludzi w Polsce widzi tylko medialny obraz polskiego Kościoła. - Ale wiemy, że ten medialny obraz ma ogromną siłę oddziaływania. My w ogóle patrzymy na instytucje i grupy ludzi jak przez soczewkę - widzimy tylko pewien fragment. I dlatego bardzo ważne jest, co przed tą soczewką się znajdzie. Dzisiaj większość ludzi, "zwykli zjadacze medialnego chleba", widzi przez soczewkę Radio Maryja i przedstawicieli PiS jako ten Kościół - podkreślił.

A może list nie do posłów, lecz do rodziców dzieci in vitro?

Zając dodał, że chciałby, aby Kościół był bardziej koncyliacyjny w wielu kwestiach, np. w sprawie in vitro. - Rozumiem i akceptuję nauczanie Kościoła w sprawie in vitro. Widzę w tym sens moralny - przyznał gość Popołudnia TOK FM. - Ale moim marzeniem byłoby to, żeby episkopat polski, poza listami do posłów, gdzie przypomina się, jaką postawę w głosowaniu powinni zająć, napisał list do rodziców, którzy mają dzieci poczęte metodą in vitro.

- Przedstawiciele episkopatu powinni powiedzieć w tym liście: my mamy swoje nauczanie, tak nakazuje nam sumienie i nie możemy działać wbrew temu nauczaniu. Wy, w waszym sumieniu podjęliście w życiu bardzo ważką decyzję. Tak się stało i tego nie zmienimy. Ale chcemy wam jasno powiedzieć, że - mimo naszego jednoznacznego stanowiska moralnego - wasze dzieci są dla nas święte - chcemy je chrzcić, przyjmować w Kościele i traktować je tak, jak przykazał nam Jezus. A Jezus wyraźnie powiedział apostołom: pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie. Czy Jezus nie usiadłby do jednego stołu z rodziną, która posiada dzieci poczęte metodą in vitro? Nie wiem, ale mam bardzo głębokie przekonanie, że by to zrobił - podsumował Zając.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM