Dylematy śledczych: Jeden skręt to dużo czy niedużo

Ile marihuany to niewiele marihuany? W jakich porcjach sprzedaje się trawkę? - zastanawiają się prokuratorzy. Niektórzy wolą się nie wychylać i nie umarzają spraw osób przyłapanych ze skrętem, choć od grudnia mogą - przypomina "Gazeta Wyborcza".
Skręta zapalili w lesie pod Ostrołęką. - Pojawiła się policja. Kolega skręta wyrzucił, a ja resztę schowałem w bokserkach. Kazali się rozbierać - opowiada Robert (imię zmienione), lat 18, klasa maturalna. W torebce miał schowane 0,87 grama konopi indyjskich. - Torebka wypadła. Zabrali do komisariatu, przykuli kajdankami.

Roberta zatrzymano w lutym. Teraz dwie sprawy - jedna o posiadanie, druga o przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy - wciąż się toczą. Trzy miesiące wcześniej weszła w życie liberalizacja Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Według artykułu 62a dała prokuratorom możliwość umarzania takich przypadków jak ten Roberta - czyli osób przyłapanych z "nieznaczną ilością" - jeszcze przed wszczęciem śledztwa.

Jednak ustawa, według zwolenników liberalizacji prawa narkotykowego, nie zawsze działa, bo nie określa, ile to jest "nieznaczna ilość". Ta decyzja jest w rękach prokuratora.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Serwis informacyjny