Jak sędzia przeczytał 7 tys. stron wniosku o areszt Marcina P. w 24 godziny. To możliwe?

Aż 7 tysięcy stron i tylko 24 godziny na podjęcie decyzji - to sytuacja, przed jaką stanął sędzia prowadzący postępowanie w sprawie aresztu dla Marcina P. Przed podobnym wyzwaniem stają często inni sędziowie. Bo prawo przewiduje dobę na podjęcie decyzji o areszcie - nie wnikając w to, ile akt pojawi się na sędziowskim stole. Czy w ciągu 24 godzin można rzetelnie zapoznać się z tak obszernym materiałem?
- Zadanie na pewno nie jest łatwe - przyznaje wiceprezes gdańskiego sadu Rafał Terlecki. - Sędzia, który ma dyżur aresztowy, od momentu złożenia wniosku może trochę spać, powinien coś zjeść i musi siedzieć nad aktami, do momentu aż uzna, że jest przygotowany. Sędzia nie ma jednak za zadanie określić winy podejrzanego, a tylko znaleźć powód do zastosowania aresztu - dodaje sędzia. Czy mamy prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa i czy zachodzi obawa, że podejrzany będzie utrudniał śledztwo. Te dwa powody wystarczą do zastosowania aresztu tymczasowego.

Nie zdąży? Podejrzany wychodzi jako wolny człowiek

Wniosek o areszt dla Marcina P został podzielony na 35 tomów, teoretycznie wystarczające powody do aresztu sędzia mógł znaleźć już w pierwszym z nich. Sędzia Terlecki przyznaje, że to możliwe: - Sędzia może przeczytać tyle, ile uzna za wystarczające do podjęcia swojej decyzji. Później na piśmie określa na jakich aspektach się oparł, więc zarzut czy czytał wszystko czy nie czytał, jest niezasadny - dodaje.

A co gdyby w czasie 24 godzin nie udało się dotrzeć do wystarczających powodów do zastosowania aresztu? - Przy bardzo obszernych sprawach prezes sadu może wyznaczyć kolejnego sędziego do pełnienia dyżuru aresztowego, jeśli mimo to w ciągu 24 godzin nie uda się znaleźć przesłanek do aresztu, podejrzany wychodzi z sali rozpraw jako wolny człowiek - rozkłada ręce sędzia.

Gdzie tu logika?

Czas na logiczną analizę. Przeczytanie 7 tys. stron akt, linijka po linijce, ze zrozumieniem i wyciągnięciem wniosków - niemożliwe. Na to sędzia potrzebowałby minimum kilkunastu dni. - Ale takie czytanie wcale nie jest konieczne - twierdzi prof. Tomasz Gizberg-Studnicki, logik i kierownik Katedry Teorii Prawa UJ. - Sąd musi mieć tylko uzasadnione przekonanie, że zarzuty stawiane oskarżonemu mają jakąś podstawę, a nie są wymyślone przez prokuraturę - tłumaczy w rozmowie z TOK FM.

Zgodnie z prawem wniosek o tymczasowe aresztowanie musi być złożony w sądzie w ciągu 48 godzin od zatrzymania, w ciągu kolejnej doby sąd musi podjąć decyzję. - W skomplikowanych sprawach, kiedy dowody to kilkaset, a nawet kilka tysięcy stron dokumentów, nigdy nie dochodziłoby do zastosowania tymczasowego aresztu. Rozsądny, doświadczony sędzia po prostu potrafi wyselekcjonować materiał potrzebny do podjęcia decyzji - tłumaczy profesor.

Poza tym ma streszczenie dostaje w samym wniosku. - A cała reszta materiału dowodowego może się mu przydać do zweryfikowania wątpliwości, jeśli takie będzie miał - kwituje profesor.

Czytanie sprintem

Teoretycznie da się nauczyć bardzo szybko czytać. W internecie znajdujemy dziesiątki kursów szybkiego czytania. Dariusz Lisowski ze Szkoły Technik Pamięciowych długo przelicza, czy przeczytanie 7 tys. stron w jeden dzień jest możliwe. - Poziom trenerów to jest jakieś 1000 słów na minutę, poziom kursantów około 700 słów, ale to i tak jest cztery razy szybciej niż tempo przeciętnego czytania. By konkretnie odpowiedzieć na pytanie trzeba byłoby znać rozmiar czcionki i wiele innych zmiennych, ale to jest możliwe. Następnie czytać non stop i tu mógłby się pojawić problem ze zrozumieniem - wyjaśnia Lisowski. Dopytujemy, czy kiedykolwiek spotkał na szkoleniu sędziego. - Sędziego? Nie, nie miałem przyjemności - mówi Lisowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM