W Warszawie powstaje osiedle dla katolików. Bez przypadkowych ludzi

Na warszawskich Bielanach powstaje osiedle dla katolików. To pierwsza taka inicjatywa w Polsce. - Zależy nam na osobach, które są związane z Kościołem. Ale nie zamykamy się na tych, którzy nimi nie są - zapewnia Emilia Sitarczuk z firmy odpowiedzialnej za inwestycję.
"Osiedle Rodzinne" powstaje przy ulicy Encyklopedycznej na Bielanach. Kilometr od stacji metra, blisko przystanków i pętli tramwajowej. Ale według zamysłu inwestora nie to jest najważniejsze. Osiedle będzie położone blisko kościoła św. Zygmunta. W okolicy stoi też Seminarium Misyjne Redemptoris Mater, przygotowujące do święceń kapłańskich alumnów Drogi Neokatechumenalnej.

"Szefa firmy można codziennie spotkać na mszy św. Jego pracownicy wolne mają nie tylko we wszystkie święta kościelne, ale także w czasie rekolekcji. (...) Projektant Jakub Lipski i architekt Wojciech Sitkiewicz są na Drodze Neokatechumenalnej, podobnie informatyk firmy, właściciel drukarni, w której drukują ulotki..." czytamy w reportażu "Gościa Niedzielnego".

Rodziny związane ze wspólnotami neokatechumenalnymi

Inwestycja, za którą odpowiada firma Koneksim, będzie się składać z siedmiu budynków bliźniaczych 3-kondygnacyjnych oraz 5-kondygnacyjnego budynku usługowo-mieszkalnego. W każdej z połówek bliźniaka znajdują się 2-3 samodzielne mieszkania o pow. od 67 do 140 m kw.

Przy wjeździe będzie stała figurka Matki Boskiej.

"Naszą misją jest pomoc polskim rodzinom, zwłaszcza wielodzietnym. Dlatego sprzedajemy mieszkania po preferencyjnych cenach" czytamy na stronie dewelopera.

Jak "preferencyjne" są ceny? Za metr kwadratowy trzeba zapłacić około 6,5 tys. To kilkaset złotych mniej niż średnia cena w innych inwestycjach w tej okolicy.

Część mieszkań na osiedlu jest już sprzedana i to nie przypadkowym osobom. - Nie było reklam. Chcieliśmy zbudować osiedle dla siebie i informacja rozchodziła się głównie wśród znajomych. Teraz 70 proc. przyszłych mieszkańców to rodziny związane ze wspólnotami neokatechumenalnymi z różnych parafii - opowiada Sitarczuk.

I zaznacza. - To nie znaczy, że osiedle jest tylko dla katolików. Jestem tolerancyjna, choć nie jest nam obojętne, kto z nami zamieszka. Jako chrześcijanie mamy prawo chronić swoje wartości.

"W Warszawie nie podoba mi się anonimowość"

Deweloper zapewnia, że nie przeprowadza "castingu" na przyszłych mieszkańców. A do biura dzwonią różni ludzie. Na czym więc polega "ochrona wspólnego systemu wartości"? - Rozmawiamy z klientami, mówimy, kto tu będzie mieszkał, że przy wjeździe będzie kapliczka z figurką Matki Bożej - opowiada Sitarczuk.

Daje też przykład. - Moja znajoma kupiła mieszkanie. Okazało się, że naprzeciwko mieszka pan, który codziennie chodzi nago. Wolno mu. Ale ona musiała sprzedać mieszkanie, bo nie każdy chce tak mieszkać - mówi Sitarczuk, która też zamieszka na "Osiedlu Rodzinnym". - Przeprowadzam się, bo nie do końca podoba mi się anonimowość. Ludzie mieszkają obok siebie, a nie mówią sobie "dzień dobry". Place zabaw są piękne, ale puste. Kiedyś było inaczej i po to też nasza inicjatywa - deklaruje.

Dlatego na "Rodzinnym" powstanie zarówno plac zabaw, jak i boisko dla dzieci. - Na sąsiednim osiedlu plac zabaw został zamknięty. Zapraszamy więc tamte dzieciaki do nas. Nie budujemy u nas muru ani getta, jak niektórzy myślą. Chrześcijanin musi być otwarty. Jestem świadoma, że to osiedle nie ochroni nas do końca przed zagrożeniami. Ktoś przecież może sprzedać mieszkanie komu chce - kwituje Sitarczuk.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM