"Zakazy i restrykcje - tak się myśli o prawie w Polsce"

Prawo w Polsce? - Zawsze spóźnione, zawsze restrykcyjne - komentował w TOK FM Sławomir Sierakowski. Publicyści w Popołudniu dyskutowali, dlaczego Polacy tak często omijają prawo we własnym kraju.
A dyskusję wywołał tekst Juliusza Ćwielucha z najnowszego numeru "Polityki", w którym autor pisze: "Polacy w Europie jadą zgodnie z przepisami, po przekroczeniu granicy, wracając do Polski, łamią przepisy".

Dlaczego tak się dzieje? O to Grzegorz Chlasta zapytał swoich gości w Popołudniu - Sławomira Sierakowskiego z "Krytyki Politycznej", Michała Szułdrzyńskiego z "Rzeczpospolitej" oraz słuchaczy Radia TOK FM.

Prawo, czyli znaki stoją tam, gdzie nie powinny

Wielu słuchaczy na Facebooku odpowiadało, że na przestrzeganie przepisów poza granicami Polski wpływają dwa czynniki: nieuchronność kary oraz jej wysokość. Pan Przemek Czyzyk dodatkowo zauważył: "Na naszych ulicach jest coraz więcej znaków, świateł i innych zmniejszających płynność ruchu utrudnień. Myślę, że spowodowane jest to tym, że 'drogowcy' nie ufają, że kierowcy zachowają się rozsądnie i bezpiecznie, więc muszą dostawić kolejne np. światła. I tak np. jeżeli na pasach bez świateł ktoś zginie, to od razu pojawia się tam ograniczenie prędkości lub kolejne światła. I tym sposobem... w mieście się bardziej STOI niż JEDZIE...".

Krzyś tajne dodawał: "Bo w Polsce kierowca uważa, że znaki są ustawione źle, bez sensu, tam gdzie być nie powinny (szczególnie ograniczenia prędkości), i je łamie".

"Zakazy i restrykcje. Tak myślimy o prawie"

Podobnie komentowali publicyści u Grzegorza Chlasty. Oni jednak zwracali uwagę, że problemy z prawem w Polsce są szersze niż tylko w jednej kategorii - prawa drogowego. - Jest coś w polskim schemacie myślenia, co dotyczy każdej sfery prawa - gospodarczego i obyczajowego - że łatwiej się je stanowi przez zakazy i restrykcje - podkreślał Sławomir Sierakowski.

- Tak łatwiej się stanowi prawo. Trudniej jest je dopasować do życia. Oczywiście - prawo zawsze będzie spóźnione. Natomiast trudniej jest rozwiązać skomplikowany problem, konfrontując się z nim wprost. Łatwiej zakazać. To taki banał, ale banały w Polsce są... za mało banalne, więc może warto je wypowiadać? - dodał. I podał przykłady: tak jest z paleniem marihuany i związkami partnerskimi. - Jedynie wolność gospodarcza jest posunięta u nas do granic często patologicznych. A instytucje, które mają je nadzorować, są nieskuteczne. To jest oczywiście filozoficzna rozmowa o wolności i prawie, ale w Polsce jest to przesunięte w jedną stronę i jest kompletnie niezrównoważone - podkreślił publicysta.

Michał Szułdrzyński z kolei dodał: - Moje doświadczenie pokazuje, że wszystko rozmija się z praktyką życiową i zwykłym poczuciem sprawiedliwości czy wydolności państwa. Państwo, tam gdzie nie trzeba, jest silne i ma wiele instrumentów do działania. A tam, gdzie jest potrzebne, okazuje się słabe.

DOSTĘP PREMIUM