Wydawcy podręczników grożą Uniwersytetowi Wrocławskiemu. "Niedorzeczne"

Wydawnictwa nie chcą, aby Uniwersytet Wrocławski brał udział w projekcie "E-podręczniki" - wynika z pisma, które właśnie otrzymała uczelnia. Kancelaria radców prawnych powołująca się na cztery duże wydawnictwa podręczników szkolnych straszy UW, że uczestniczenie w projekcie będzie stanowiło naruszenie prawa przez uniwersytet.
"W imieniu moich Mocodawców - Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych Sp. z o.o., Wydawnictwa Nowa Era Sp. z o.o., Wydawnictwa Szkolnego PWN Sp. z o.o. oraz Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego M. Dobrowolska Sp. j. (...) wzywam Państwa do niezwłocznego wycofania się z zamiaru realizacji Projektu ("E-podręczniki kształcenia ogólnego") zanim dojdzie do działań, które spełniają znamiona czynu nieuczciwej konkurencji" - pismo o takiej treści od kancelarii radców prawnych otrzymał właśnie Uniwersytet Wrocławski.

Przedstawiciel wydawnictw informuje, że uczestniczenie uczelni w projekcie "E-podręczniki" stanowić będzie naruszenie prawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz grozi pozwem i roszczeniem o odszkodowanie. - To niedorzeczne - komentowała w Radiu TOK FM Helena Rymar, prawniczka Centrum Cyfrowego Projekt Polska.

"Wydawnictwa się boją"

- Wydawcy podręczników papierowych od początku istnienia programu "Cyfrowa szkoła" bardzo ten program atakują - mówiła Rymar. I kontynuowała: - Robią to ze strachu głównie przed nieznanym, ponieważ skutki tego projektu dla rynku podręczników nie są w ogóle znane i zbadane. Nikt nie zastanawia się, jak wpłyną te podręczniki na tradycyjne podręczniki szkolne. Nikt tego rynku nie zbadał, więc wydawcy reagują karkołomnymi argumentami, podnosząc coraz to nowe zarzuty prawne ze strachu i niewiedzy - dodała.

Zdaniem prawniczki pismo wysłane do Uniwersytetu Wrocławskiego zawiera właśnie taką "karkołomną argumentację". - Tak jakby wydawcy starali się na siłę dopasować swoje obawy i swój strach do argumentów prawnych. Naszym zdaniem te argumenty są bezpodstawne, natomiast jeżeli nie jest się prawnikiem, to można oczywiście takiego pisma się przestraszyć, jest w końcu nafaszerowane zdaniami podwójnie złożonymi, cytatami przepisów i konkretnych artykułów - zaznaczyła.

Państwo i wolny rynek?

- Projekt "Cyfrowa szkoła" jest projektem realizowanym przez państwo, a ono realizuje swoje konstytucyjne zadania - zaznaczyła rozmówczyni w Komentarzach TOK FM. - Zadaniem państwa jest zapewnienie obywatelom edukacji i nie można mówić, że państwo jest uczestnikiem rynku, że jest przedsiębiorcą jak inni przedsiębiorcy i ma konkurować z innymi przedsiębiorcami. Zresztą to, że zasoby edukacyjne będą otwarte, będzie działało na korzyść wydawcy - wydawca też będzie mógł z tego czerpać.

- List do uniwersytetu jest bardzo ostro napisany - zauważyła Rymar. - To chilling effect, czyli chłodzenie dobrych i zgodnych z prawem zamiarów i projektów. Jak ktoś dostaje takie pismo, to włosy mu się na głowie jeżą i przestaje robić to, co robił, mimo że miał podstawy prawne do działania. Ze strachu - dodała.

Rymar podsumowała: - Od samego początku, jak państwo zabrało się za e-podręczniki, wydawcy zaczęli atakować ten program. Napisali nawet do Komisji Europejskiej, że państwo polskie monopolizuje rynek i nielegalnie wspiera konsorcjum, które e-podręczniki będzie wydawało. Na to KE odpisała, że nie widzi podstaw, aby uznać, że państwo polskie działało niezgodnie z prawem. Co więcej - bardzo poparła ten projekt - podsumowała prawniczka.

Chodzi o pieniądze

Rynek podręczników to łatwy kąsek dla wydawnictw. Co roku rodzice wydają na książki do szkoły od 800 milionów do 1 miliarda złotych. - Co roku też rząd płaci za dystrybucje podręczników dla tych najuboższych ponad 100 milionów. W tym roku to ok.124 miliony złotych - dodaje dr Ryszard Balicki pełnomocnik rektora Uniwersytetu Wrocławskiego. To pieniądze, które bez większego wysiłku wpadają do kieszeni wydawców. -Projekt e-podręczników - tłumaczy Balicki- będzie kosztował 45 milionów złotych w ciągu 3 lat. Rachunek jest prosty. Więcej pieniędzy zostanie w budżecie, mniej trafi do firm wydawniczych.

Na razie bez pozwu

Prawnicy z Krakowa napisali pismo w imieniu Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych Sp. z o.o., Wydawnictwa Nowa Era Sp. z o.o., Wydawnictwa Szkolnego PWN Sp. z o.o. oraz Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego M. Dobrowolska Sp. j. Według szacunków firmy te posiadają 50 proc. rynku podręczników.

Jak mówi prawnik Maciej Kądziołka jego mocodawcy na razie informują uczelnie o tym, jakie mogą być konsekwencje opracowania e-podręczników. - Wystąpiliśmy w tej sprawie do Komisji Europejskiej. UOKiK, Ministerstwa Cyfryzacji i Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego. Jak mówi dr Balicki, uczelnie które otrzymały pismo, nie wysłały żadnej oficjalnej odpowiedzi. -Taką odpowiedź wystosuje MEN.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM