U Lisa o kobietach: "Według feministek rodzina jest passé" "Nikt nie mówi, by nie rodzić dzieci"

W dzisiejszym programie "Tomasz Lis na żywo" cztery panie dyskutowały o sytuacji kobiet w Polsce. Kazimiera Szczuka musiała dowodzić, że feministki nie walczą o to, by kobiety przestały zakładać rodziny. Polemizowała z nią Barbara Stanisławczyk, która utrzymywała, że feminizm to ideologia "lewicowo-liberalno-libertyńska". Obyczaje próbowała łagodzić Monika Richardson, która przekonywała, że w gruncie rzeczy wszystkie panie mówiły o tym samym.
- Feministki nie mówią kobietom, czy mają mieć dzieci, czy nie. Feministki mówią, by kobiety robiły to, na co mają ochotę. Ale żeby tak było, to państwo ma się wywiązywać ze swoich instytucjonalnych zobowiązań - tłumaczyła Szczuka. - A po co nam zwiększanie reprezentacji kobiet w parlamencie? Właśnie po to, aby takie i inne kwestie były tam reprezentowane - dodała.

Barbara Stanisławczyk przyznała, że o ile same takie hasła są słuszne, nie może się zgodzić z feministkami, bo te mają reprezentować "ideologię lewicowo-liberalno-libertyńską". - I nieprawdą jest to, że kobiety mogą robić to, co chcą. Feministki w każdym programie mówią, że rodzina jest passe - twierdziła dziennikarka, na co Szczuka wtrąciła: "Jakbyś była na kongresie, może byś zmieniła zdanie".

"Przez feminizm świat kobiet się rozpada"

- Świat kobiety, który proponujecie, rozpada się na kawałki. Kobiety nie potrafią określić swojej kobiecości. A każda powinna ją definiować, jak chce. Nie za pomocą wykładni podawanej - tłumaczyła dalej Stanisławczyk.

Zaprotestowały Szczuka i Richardson. - Feminizm to jest po prostu ideologia, która mówi, że każdy bez względu na płeć ma być równy i powinien mieć równe szanse i nie powinien stawać przed żadnym barierami - stwierdziła ta pierwsza. - Feminizm to jest lekcja o samostanowieniu kulturowym, indywidualnym, seksualnym. Samostanowieniu kobiety. Dlaczego więc jest pani przeciwna takim inicjatywom jak kongres czy inne podobne? - pytała prezenterka.

- Bo nie podobają mi się parytety, obrażają mnie jako kobietę - odparła Stanisławczyk.

"W Polsce nie ma żadnej polityki rodzinnej"

O tym, że większa liczba kobiet w polityce nic nie pomaga, przekonywała Karolina Elbanowska z fundacji Rzecz Praw Rodziców, która zarzucała polskim feministkom, że te wolą zajmować się abstraktem zamiast konkretem. Jako przykład podała ustawę żłobkową, którą feministki pochwaliły. - Ustawa żłobkowa nie sprawiła, że za żłobkami poszło więcej pieniędzy. Wręcz przeciwnie, pozwoliła samorządom podnosić opłaty za te żłobki. I drastycznie obniżyła standardy opieki żłobkowej. Ta ustawa to bubel. W Polsce nie ma żadnej polityki prorodzinnej - tłumaczyła.

Elbanowska, która sama jest matką szóstki dzieci, z których najmłodsze ma 3 miesiące i znajdowało się w studiu programu, dodatkowo także pracuje. - Kobieta powinna mieć czas, aby móc się dziecku poświęcić, aby nie być w tej permanentnej gonitwie. W Europie urlop macierzyński trwa rok, a wychowawczy jest płatny i kobieta sama może zdecydować, kiedy chce wrócić do pracy. U nas tak nie jest, bo brakuje woli politycznej. Większa liczba kobiet w parlamencie tego nie zmieni - przytaczała, przypominając, że interwencja u wszystkich kobiecych ministrów poprzedniej kadencji spełzła absolutnie na niczym.

"Kongres promuje dobre praktyki"

Szczuka broniła z kolei idei Kongresu Kobiet, na którym wielokrotnie te problemy były poruszane. - Nikt tam nikomu nie mówił, żeby kobiety rzucały rodziny. Na kongres przyjechało mnóstwo wspaniałych kobiet, które znalazły w sobie wystarczająco dużo woli i siły, by prowadzić przedsiębiorstwa, które zatrudniają kobiety. Jedna pani mówiła, że owszem, ją kosztuje wysłać kobietę na urlop macierzyński, ale jej się to opłaca, bo ta kobieta wróci i potem dalej będą razem pracować. To jest promowanie dobrych praktyk - utrzymywała.

Dyskusja była daleka od rozwiązania, kiedy Lis oznajmił, że trzeba ją zakończyć, bo za kulisami czeka już Tadeusz Cymański, który - wedle słów prowadzącego - jest "gotowy do objęcia funkcji premiera". - No to teraz poseł Cymański zajmie się pana i państwa problemami najwyższej wagi - skwitowała na koniec, ku rozbawieniu reszty pań, Kazimiera Szczuka.

DOSTĘP PREMIUM