"Drodzy rodzice, czy macie świadomość konsekwencji takich zabaw? Mnie one przerażają" [LIST INTERNAUTY]

- Moi Drodzy, zwracam się do Was przez portale Tokfm.pl i Gazeta.pl, aby uświadomić Wam, zarówno konsekwencje głupich pomysłów kadry pedagogicznej oraz to jak bardzo głupie i nieodpowiedzialne jest bronienie szkoły przez samych rodziców - pisze nasz czytelnik Kazimierz Burek w liście do rodziców dzieci z gimnazjum Salezjanów.


"Jestem przekonany, że zależy Wam na przekazywaniu Waszym dzieciom najlepszych wartości i zasad moralnych. Pewien jestem, że nie tylko uczycie tolerancji wobec osób chorych, upośledzonych i kalekich, ale także stanowczo reagujecie na wszelkie formy wyśmiewania tychże. Jestem również przekonany, że jako pierwsi podejmiecie stanowczą reakcję na przemoc wobec jakiegokolwiek dziecka w Waszej szkole. Ufam, że nie pozwolicie na przejawy znęcania się i poniżania dzieci.

Niestety, nie widzę, abyście rozumieli, że niewłaściwość zorganizowanej dzieciom zabawy, wynika z faktu, iż dosłownie bawiliście się bardzo złym i potępienia godnym zjawiskiem, powszechnie zwanym falą lub koceniem. Przypominam, że Wasze dzieci, miały twarze pomalowane na wzór kocich pyszczków, wypisany drukowanymi literami napis KOT na czole oraz brały udział w czynnościach, które może dla nich i dla Was były formą zabawy, ale dla wielu dzieci są codziennym koszmarem oraz emocjonalną i psychiczną tragedią.

Jak już wspomniałem, przekonany jestem, że wpajacie swoim dzieciom szacunek dla kalekich, upośledzonych czy ubogich. Również nie urządzacie zabaw w biedaków, kalekich i upośledzonych. Musicie mieć świadomość, że zabawa w falę, jest równie niestosowna, co te wymienione powyżej. To zabawa tragedią wielu dzieci, których na pewno chcielibyście sami chronić!

Inną kwestią jest zorganizowanie samej zabawy - inną zaś umieszczenie zdjęć z tej zabawy na stronie internetowej Waszej szkoły. Jako osoby dorosłe powinniście mieć świadomość konsekwencji wynikających z takiej decyzji. A te mnie osobiście przerażają i bardzo się martwię o Wasze dzieci. Z jednej strony mój lęk wynika z tego, iż mam świadomość wydźwięku tych zdjęć. Nie ma wcale znaczenia, że Wy wiecie co zdjęcie prezentuje i jaka sytuacja została uwieczniona. Ma znaczenie jednak to, że wyrwanie tych zdjęć z kontekstu, obdziera je z tej wspaniałej nutki zabawy i uśmiechu - a wiecie już, że niewiele osób przejmuje się owym kontekstem. W ten sposób Wasze dzieci stały się ofiarami Waszej głupoty. Być może ich koledzy i koleżanki zaczną powielać te zdjęcia, szydząc z Waszych dzieci i nadając zdjęciom zupełnie nowy charakter - prześmiewczy.

Mój lęk o Wasze dzieci jest jednak spowodowany czymś zupełnie gorszym. Świadomością, że jest wiele osób w Internecie, które zapewne już teraz modyfikują te zdjęcia i wkrótce Wasze dzieci mogą stać się bohaterami aktów seksualnych, fotozmanipulowanych przez innych młodych ludzi, którzy szkodliwość tego typu działań jeszcze nie rozumieją. Z winy Waszej głupoty i ich złej woli. Ale to nie będzie mieć wtedy znaczenia. Ważne wtedy będą tylko Wasze dzieci i to, jaki sposób znajdziecie aby ich wesprzeć i ochronić.

Niestety - naważyliście piwa. Przykro mi tylko, że to Wasze dzieci mogą być zmuszone je wypić.

Życzę Wam, aby sprawa rozeszła się po kościach. Życzę, aby Wasze dzieciaki nie ucierpiały na tym, jak się tego boję. Trzymajcie się ciepło i pomyślcie teraz o dzieciach.

Ja i wielu Internautów jesteśmy z Wami. Kazimierz Burek"

---------------------

Kim jest autor listu? "Jestem korepetytorem, pasjonatem edukacji, z wykonywanego zawodu projektantem oprogramowania komputerowego i programistą. Mam doświadczenie w pracy z dziećmi trudnymi. O sprawie dowiedziałem się najpierw z materiału telewizyjnego (bodajże LTV o ile nazwę dobrze pamiętam) podlinkowanego na portalu Wykop.pl, potem śledziłem sprawę na Gazeta.pl i Tok.fm. Bardzo spodobał mi się post p. Jakuba Śpiewaka na jego tokowym blogu.

Napisałem swój list późnym wieczorem, kiedy jeszcze targały mną emocje. Byłem wściekły i nie mogłem uwierzyć w to, czego się dowiedziałem. Nie mogłem uwierzyć, że pedagog mógł wpaść lub nawet zaakceptować taką zabawę, nie mogłem uwierzyć, że rodzice bronią szkoły. Szokiem wręcz było dla mnie, że ludzie, którzy odpowiedzialni są za dzieci i dawanie im przykładu, nie tylko postąpili głupio, ale i nie rozumieją, jakie mogą być tego wszystkiego konsekwencje. A poniosą je przecież dzieci. Z troski więc o dzieciaki, wysłałem również do Państwa redakcji list." Kazimierz Burek

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM