Hołownia: "Media 'jadą' po niefrasobliwym księdzu, a popełniają ten sam błąd co on"

"To śmieszne, gdy poważni dziennikarze urządzają wokół kolan księdza wielkie debaty, przejęci, jakby zdobywali właśnie (bez tlenu) szczyty śledczego dziennikarstwa" - pisze w najnowszym "Wprost" Szymon Hołownia. I krytykuje kolegów po fachu, którzy - jego zdaniem - "zanieczyszczają swoimi lepkimi skojarzeniami połacie dziecięcej wyobraźni".
Hołownia komentuje incydent z salezjańskiego gimnazjum w Lubinie, gdzie podczas otrzęsin uczniowie, klęcząc, zlizywali z kolan księdza dyrektora placówki białą pianę.

"Prokuratorzy, kuratorzy, ministrowie, wszyscy ganiają teraz wokół lubińskiej sprawy jak kot z pęcherzem, cali drżą, wiedząc, że dziś w kraju poluje się na urzędników nie dość szybko 'ogarniających' oburzające społeczeństwo 'kejsy'" - pisze o sprawie w najnowszym "Wprost" Szymon Hołownia. "Ksiądz zastanawia się pewnie, czy przeprosić (powinien - za brak wyczucia i rozwagi). W tle kwitnie jednak coraz ciekawsza wojna opisywanych z opisującymi. Niektórzy z moich kolegów wydają się szczerze zaskoczeni faktem, że oto ci, którym bohatersko przybyli na odsiecz, wyzywają ich teraz od 'manipulatorów' i usilnie proszą, by spadali z tymi swoimi kamerami tam, skąd przyszli" - dodaje.

"Lepkie skojarzenia"

Zdaniem publicysty w tej ostatniej kwestii osoby odganiające dziennikarzy mają rację. "Nie tylko dlatego, że to śmieszne, gdy poważni dziennikarze urządzają wokół kolan księdza wielkie debaty, przejęci, jakby zdobywali właśnie (bez tlenu) szczyty śledczego dziennikarstwa. Przy okazji zanieczyszczają jednak - co dużo gorsze - swoimi lepkimi skojarzeniami połacie dziecięcej wyobraźni" - podkreśla Hołownia. Dodaje, że przecież uczniom oraz nauczycielom "przez myśl bowiem prawdopodobnie nie przeszło", że zabawę ktoś wpisze w kontekst nadużyć seksualnych.

"Rozgrzani malowniczym tematem koledzy dziennikarze dywanowo zbombardowali młodzież całym syfem świata dorosłych. Kilka tygodni temu dzieciaki miały przecież w pamięci po prostu otrzęsinowe szaleństwo, my teraz 'ubogaciliśmy' ich dusze nie tylko o historię skandali seksualnych w Kościele katolickim, ale przede wszystkim wszczepiliśmy gen nieufności, który każe im się odtąd zastanawiać, czy każdy człowiek, który się do nich po prostu uśmiecha, nie chce ich przypadkiem niecnie wykorzystać" - zauważa Hołownia.

Odpowiedzialność?

Według Hołowni "telewizyjni moraliści" zakończyli uczniom z Lubina dzieciństwo. "Oczywiście wytłumaczą, że powodowani ważnym społecznym interesem" - dodaje. I podsumowuje, że właśnie w ten sposób media popełniają ten sam błąd co salezjanin - nie biorą odpowiedzialności za tych, którym służą.

"Pytanie, rzecz jasna, czy fach, który wykonujemy, to jeszcze wciąż choćby w ułamku procentu służba, czy dziennikarz czymś różni się dziś od stojaka do kamery, która pokazuje świat jak leci" - zastanawia się dziennikarz.

DOSTĘP PREMIUM