Skąd błąd ws. ciał ofiar? Rosyjski ekspert: Wszystko przez pośpiech

Kiedy doszło do katastrofy? - 10 kwietnia. - A kiedy zamknięte w Moskwie trumny poleciały do Polski? - Pięć dni później. - I to jest odpowiedź. Analiza DNA to skomplikowana, delikatna procedura biochemiczna. Wymaga czasu - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" rosyjski ekspert ds. medycyny sadowej Władimir Szczerbakow.
Szczerbakow przez wiele lat kierował 124. Laboratorium Ministerstwa Obrony w Rostowie nad Donem, gdzie identyfikowano ciała ofiar wojen kaukaskich. Uchodzi za jednego z najlepszych w Rosji specjalistów w zakresie medycyny sądowej. W rozmowie z "Gazetą" wyjaśnia, jak mogło dojść do zamiany ciał ofiar katastrofy smoleńskiej Anny Walentynowicz i Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej.

Jak mówi ekspert, wszystko przez pośpiech: ciała mogły zostać zabrane do Polski, zanim ostatecznie zakończono procedury identyfikacyjnie. - To wielce prawdopodobne - mówi i podkreśla, że analiza DNA to delikatna i długotrwała procedura: - Na jej wyniki trzeba czekać co najmniej tydzień. Często trzeba jeszcze wykonywać dodatkowe analizy, a to może trwać nawet miesiącami.

- Zmarłych rozpoznawano w Moskwie, okazując ciała bliskim, znajomym, na podstawie znaków szczególnych na ciele. Dobrze wiem, w jakiej atmosferze się to odbywa. Eksperci mają do czynienia z przerażonymi, oszalałymi z bólu ludźmi, którym trzeba pokazać koszmarnie wyglądające strzępy ciał. Chcieliby jak najszybciej skończyć z tym, nie męczyć więcej ludzi i tak pogrążonych w rozpaczy. W takiej atmosferze, szczególnie po katastrofie o takiej skali, może dojść do zamieszania i błędów - tłumaczy Szczerbakow.

Cała rozmowa w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM