Ojciec: Porwali mi dziecko. Sąd: znikoma szkodliwość społeczna

Pan Jacek od 8 miesięcy nie widział synka Davida. Jego żona, Portugalka, wywiozła chłopca za granicę i słuch o nim zaginął. A wszystko to w czasie, gdy miała zawieszone prawa rodzicielskie, a sąd zakazał wywożenia dziecka z kraju. Prokuratura postępowanie w sprawie umorzyła, a w piątek sąd tą decyzję utrzymał w mocy. Dziecka szuka Fundacja ITAKA.
Wszystko zdarzyło się w lipcu zeszłego roku. - Podjechałem pod swój dom, zdążyłem tylko otworzyć bramę, gdy nagle podszedł do mnie obcy mężczyzna, złapał mnie i przydusił do samochodu. W tym czasie matka Davida z drugim mężczyzną wyciągnęli syna z mojego auta - opowiada pan Jacek. Mężczyźni zaciągnęli dziecko do swojego samochodu i odjechali. - Mój syn krzyczał, wzywał pomocy - mówi ojciec Davida.

Matka Davida nie miała nawet prawa do opieki nad dzieckiem. Sąd, przyznał prawo do opieki ojcu, a jej wyznaczył jedynie dni i godziny spotkań z dzieckiem. Matka Davida postanowiła działać na własną rękę. - Wiedziałem, że ona planuje go zabrać, bo próbowała zrobić to już wcześniej. Nie myślałem, że ucieknie się do stosowania przemocy - mówi pan Jacek. Zwłaszcza że kilka dni wcześniej wszyscy razem byliśmy w kinie - dodaje.

Ojciec Davida: Nie wiem nawet, czy mój syn żyje

Matka Davida odnalazła się w Portugalii. Dzięki organizacji zajmującej się ochroną praw dziecka, pan Jacek miał okazję zobaczyć syna w styczniu 2011 roku. - Widziałem go dwa razy, bawiliśmy się samochodami. Chociaż z trudem mówi po polsku, to cały czas mnie pamięta - mówi z przejęciem ojciec chłopca.

Jednak gdy w lutym portugalski sąd orzekł, że dziecko ma wrócić do ojca do Polski, matka i David zniknęli. Od tamtej pory ojciec nie miał kontaktu z dzieckiem. - Od ośmiu miesięcy nie miałem kontaktu z moim synem ani żadnej wiadomości o nim. Nie wiem nawet, czy on żyje - mówi zrozpaczony ojciec.

"W tej sprawie nie przesłuchano nawet wszystkich świadków"

Pan Jacek zgłosił sprawę na policję. Prokuratura jednak ostatecznie postępowanie umorzyła. W uzasadnieniu postanowienia czytamy o "znikomej szkodliwości społecznej". Śledczy twierdzą, że zawieszenie władzy rodzicielskiej matki było nieprawomocne, podpierając się formalnym przekazaniem sprawy do sądu w Portugalii. - Tyle że przekazano jedynie sprawę o rozwód, a nie o opiekę. Nawet portugalski sąd, orzekając o rozwodzie, zaznacza, że orzeczenie nie dotyczy opieki - twierdzi pan Jacek.

Zdaniem ojca Davida, to postanowienie jest niesprawiedliwe, a zachowanie prokuratorów - opieszałe. - W tej sprawie zaniedbano wszystko, co możliwe. Prokuratura nic nie robi - mówi. - Nie przesłuchano nawet świadków, których wskazałem. Kilkanaście metrów od zdarzenia pracowała ekipa budowlana, przecież oni wszystko widzieli. Prokuratura nawet ich nie przesłuchała - dodaje.

Adwokat: Sąd przyznał prawo do opieki ojcu Davida

Pełnomocnik pana Jacka zarzuca prokuraturze działanie niezgodne z prawem oraz szereg uchybień proceduralnych. W odwołaniu od decyzji kwestionuje zarówno interpretację przepisów przez prokuraturę, jak i uchybienia w postaci nieprzesłuchania świadków zdarzenia.

"Sądy polskie rozpatrywały tę sprawę wielokrotnie. Z ich postanowień wynika, że dziecko ma być pod opieką ojca, a matka ma jedynie prawo do widzeń z dzieckiem" - czytamy w odwołaniu od postanowienia umarzającego postępowanie. "Nie można uzasadniać tej decyzji twierdzeniem, że z przyczyn formalnych teraz postanowienia sądów polskich nie obowiązują". Jednak rozpatrując odwołanie, piaseczyński sąd utrzymał postanowienie prokuratury w mocy.

Porwanie rodzicielskie? W Polsce to nie przestępstwo

Zdaniem ekspertów z Fundacji ITAKA winę za sytuację po części ponoszą przepisy. - Porwanie rodzicielskie to sytuacja, w której jeden rodzic bez zgody i wiedzy drugiego rodzica, zabiera dziecko w nieznane miejsce, w wyniku czego ten pierwszy rodzic traci z nim kontakt - mówi Paulina Gluza, szef zespołu prawnego Fundacji ITAKA. - Nie jest to definicja prawna i nie widnieje w żadnych przepisach, do których można byłoby się odnieść. Natomiast naszym zdaniem takie ujęcie najpełniej pokazuje problem - dodaje.

Zdaniem Fundacji, w Polsce porwania rodzicielskie to problem niedostrzegany i trzeba zacząć o nim głośno mówić. - To jest trochę jak z przemocą domową. Sto lat temu przemocy domowej w ogóle nie było - twierdzi Paulina Gluza. - Pięćdziesiąt lat temu okazało się, że jednak istnieje coś takiego, a dwadzieścia lat temu ktoś pomyślał o uregulowaniu prawnym tej kwestii - mówi.

ITAKA: Świat porwanego dziecka to życie w ciągłym zagrożeniu

- Nie trzeba mieć głębokiej wiedzy psychologicznej, by sobie wyobrazić, co się dzieje z dzieckiem, które musi się ukrywać, kłamać, jest mu wmawiane, że ojciec czy matka, której nie ma go nie kochają lub nie żyją. Ciągłe zmiany miejsca zamieszkania burzą jego poczucie bezpieczeństwa i stabilności - mówi Aleksandra Andruszczak-Zin, psycholog z Fundacji ITAKA: - Świat takiego dziecka to zagrożenie, inni ludzie to wrogowie, można ufać tylko swojemu opiekunowi, ewentualnie rodzicom mamy czy taty, którzy są zaangażowani w ukrywanie dziecka - dodaje. Jej zdaniem, ciągłe napięcie emocjonalne, brak prawidłowych wzorców wychowawczych oraz poczucie zagrożenia, których doświadcza dziecko w takiej sytuacji, mają ogromny wpływ na jego procesy poznawcze. A to wszystko buduje poczucie własnej wartości i osobowość dziecka.

W Sejmie trwają prace w Komisji Sprawiedliwości nad zmianą treści przepisów kodeksu karnego, regulujących materię bezprawnego uprowadzenia zatrzymania dziecka. Prace trwają z inicjatywy Fundacji ITAKA. - Chcemy doprowadzić do sytuacji, w której dziecko jest bezpieczne i ma kontakt z obojgiem rodziców - mówi Paulina Gluza. - Sytuacją idealną byłaby sprawna egzekucja ustaleń sądów cywilnych. Niestety, ta egzekucja nie przebiega sprawnie - dodaje.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM