Lekarz LPR: Przerwałem milczenie, bo mam dość obłudy

?Rzygać mi się chce, gdy pseudoludzie bez zasad, szacunku dla rozpaczy odprawiają upiorny taniec chochoła na grobach? - pisze Dymitr Książek, lekarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który uczestniczył w identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej w Moskwie.
Książek w wywiadzie w ostatnim "Wprost" opowiadał o szczegółach identyfikacji - m.in. o tym, że polskich patomorfologów nie chciano dopuścić do ciał ofiar. Przeciwko tym wypowiedziom zaprotestowali lekarze LPR. - To złamanie tajemnicy zawodowej. Szacunek dla zmarłych i ich rodzin powinien wykluczać takie publikacje - napisali w oświadczeniu.

"Widziałem szczere łzy u p. Kopacz"

"Zgodziłem się na ten wywiad tylko i wyłącznie dlatego, że mogłem pogadać z Magdą, bo nie uprawia politykierki i w jej oczach widziałem szczerość i wiarę w swoją misję" - pisze Książek na facebookowym profilu Magdaleny Rigamonti, która przeprowadziła z nim wywiad.

"Zgodziłem się, bo mam dość tej obłudy jednych i drugich, ludzi, których tam nie było, a powinni być, żeby wspierać i przypilnować (myślę, że cała nasza piątka myśli podobnie); zgodziłem się, bo rzygać mi się chce, gdy pseudoludzie bez zasad, szacunku dla rozpaczy odprawiają upiorny taniec chochoła na grobach, z szacunku dla P. Kopacz - tej, która była tam dla tych ludzi, a została brutalnie wciągnięta w brudne rozgrywki, u której widziałem szczere łzy i słyszałem jej szloch..." - dodaje.

Książek zachęca autorkę wywiadu do "ciągnięcia tematu": "Może wreszcie otrzeźwieją i się zreflektują, i w końcu zmarli zaznają należnego im odpoczynku. Niech będzie - dostanę po dupie, ale powiedziałem to, co powinienem, żebym bez wstydu patrzył w lustro. Dumny z siebie jestem, że się odważyłem" - kończy.

DOSTĘP PREMIUM