Jak "Gazeta Polska" odczarowuje Euro 2012? "Atmosfery nie było. Na pewno to nie jest sukces" [OBEJRZELIŚMY]

"Kto wygra mecz..." - film o takim tytule został w środę dołączony do "Gazety Polskiej". Dokument o mistrzostwach Europy w piłce nożnej jest trochę śmieszny, trochę straszny. Postanowiliśmy go dla was obejrzeć.
Kibice, piosenki, zabawa i wypowiedzi polityków. Tak wygląda pierwsza połowa filmu w reżyserii Tadeusza Śmiarowskiego, twórcy filmów "Kibol" i "Mrożek i Baltazar". Film pokazuje atmosferę w strefach kibica, przed stadionami. Młodzi i starzy bawią się, tańczą, piją. Jednym słowem: zabawa. O co tak naprawdę w filmie chodzi, dowiedzieć się można w drugiej jego połowie.

Zagarnięty patriotyzm

- Wszystkich kibiców, którzy chodzili w biało-czerwonych strojach, propagandowo zagarnęła Platforma - mówi w filmie dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, socjolog. - Na stadionach nie było widać atmosfery, pani podczas meczu grała na laptopie - żali się niewpuszczony na mecz przedstawiciel kibiców.

Wśród ekspertów, którzy komentowali sytuację podczas Euro, był również przedsiębiorca i animator sportowy Bogdan Ludkowski. Jego zdaniem rosyjscy kibice mieli jasne intencje. - Flaga [rozwinięta na stadionie w Warszawie przez Rosjan - red.] mówiła o walce, nie o braterstwie i przyjaźni - mówi. Zgadza się z nim Fedyszak-Radziejowska, która dodaje, że Hanna Gronkiewicz-Waltz i minister sportu Joanna Mucha pomogły stworzyć wrażenie, że są jacyś źli kibole, którzy chcieli się bić.

PO nie chciała poważnego patriotyzmu. Przez Smoleńsk

Według socjolożki patriotyzm, który widać było podczas Euro 2012, był patriotyzmem lekkim, niepoważnym. - On nie miał być poważny. Bo taki może zapytać o poważne sprawy: dopłaty bezpośrednie czy śledztwo smoleńskie.

Jednym z bardziej znanych komentatorów w "Kto wygra mecz..." był Robert Gwiazdowski, ekonomista z Centrum im. Adama Smitha. Mówił on, że sporo pieniędzy na Euro było wydanych w sposób nieprzemyślany. - Najgłupiej wydaliśmy pieniądze w Warszawie, na Stadion Narodowy. Tysiąc metrów dalej jest już jeden stadion - mówi. O marnowanych pieniądzach wspomina też Fedyszak-Radziejowska. - Środki z podatków wyciekły, bo firmy wzięły pieniądze i splajtowały. A tym sympatycznym, życzliwym Polakom, którzy wozili żwir, nie zapłacono.

Mało ludzi, mało kasy

Twórcy filmu przekonują, posiłkując się między innymi sztuczkami montażowymi, że na Euro przyjechała połowa z zakładanych przez polskie władze kibiców z zagranicy. - Nie jest to sukces - mówi Marek Michałowski z "Gazety Polskiej Codziennie".

Media i rząd wmawiają kibicom, że Zachód musi nas lubić

- Polacy pięknie zorganizowali wszystko, jestem z tego dumny - mówi jeden z kibiców. - Cieszę się, że zagranica chwali nasz kraj - dodaje inny. Z kolei według Fedyszak-Radziejowskiej Polakom wmówiono, że są tyle warci, ile im ktoś z Zachodu powie. Podkreśla, że tak samo fajni bylibyśmy bez tego przekonywania. Na potwierdzenie słów socjolożki autorzy filmu pokazują wypowiedzi m.in. premiera Donalda Tuska i Joanny Muchy, która przytacza cytaty z zachodnich mediów.

Oglądając "Kto wygra mecz...", można odnieść wrażenie, że twórcy chcieli pokazać, jak było fajnie na Euro 2012. Odnieśli chyba jednak odwrotny skutek. - Radośnie wykrwawiając się ekonomicznie przy konsumpcji dotacji unijnych, już w bardzo krótkim czasie zbierzemy to żniwo negatywne. Bardzo szybko okaże się, jakie rzeczywiste efekty przyniosło to powszechne sprężenie się na Euro - podsumowuje Ludkowski.

DOSTĘP PREMIUM