"Cezary Gmyz chciał tym tekstem podpalić państwo" [KOMENTARZE]

- Publikacja "Rzeczpospolitej", a później przyznanie, że oparto ją na niepotwierdzonych informacjach, uderzyły w wizerunek dziennika - ocenia w Presserwisie Wiesław Władyka z "Polityki". - Cezary Gmyz chciał tym tekstem podpalić państwo - ostro komentuje publicysta "GW" Seweryn Blumsztajn.
Presserwis zapytał publicystów o ich ocenę wczorajszej publikacji "Rzeczpospolitej". Cezary Gmyz ogłosił, że na wraku prezydenckiego tupolewa odnaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny. Artykuł wywołał polityczną burzę i falę oskarżeń. Gmyz w kolejnych wywiadach mówił, że wiadomość potwierdziły mu cztery niezależne źródła. A w końcu prokuratura zdementowała te informacje.

- Próba (Gmyza - red.) okazała się żałosna, najbardziej dziwi mnie, że tego typu prawicowi publicyści z góry krytykują instytucje polskiego państwa - efekt i jakość pracy nie ma dla nich żadnego znaczenia. (...) Sami skazują się na konfabulację - zaznacza Blumsztajn. - "Rz" zeszła do poziomu "Gazety Polskiej Codziennie" - kończy jeden z założycieli "Gazety Wyborczej".

Publikację "Rzeczpospolitej" krytycznie ocenia także Wiesław Władyka z "Polityki", który twierdzi, że uderzyła ona w wizerunek dziennika.

- Może warto by się zastanowić, gdzie redakcja "Rz" popełniła w tej sprawie błąd - mówi z kolei Sylwester Latkowski z "Wprost". I zauważa, że służby państwowe zdementowały informacje dziennika dopiero o 13.30. To zachowanie władz i prokuratury Latkowski nazywa "skandalicznym".

DOSTĘP PREMIUM