Terlikowski odpowiada "GW": Oddam pieniądze, jeżeli sprawicie, że dziecko "Agaty" odzyska życie

"Tak, jestem gotów oddać te pieniądze (a nawet lokal Frondy i jej dotacje), ale pod jednym warunkiem. (...) Najpierw musicie sprawić, że dziecko Agaty, które zginęło na skutek waszych działań, waszych kłamstw i oszczerstw, odzyska życie" - pisze Tomasz Terlikowski w odpowiedzi na dzisiejszy tekst Wojciecha Maziarskiego "Terlikowski, oddaj kasę!".
Wojciech Maziarski z "Gazety Wyborczej" zaapelował dzisiaj do Tomasza Terlikowskiego, aby oddał pieniądze, które Polska ma zapłacić jako zadośćuczynienie za naruszenie praw dziewczyny, której w 2008 r. naczelny "Frondy" - zdaniem dziennikarza - chciał uniemożliwić przeprowadzenie legalnej aborcji.

"Tomek - mówię do Terlikowskiego - wisisz nam kupę kasy. 30 tys. euro, które zapłaciliśmy jako zadośćuczynienie dla Agaty, 15 tys. euro dla jej mamy i 16 tys. zwrotu kosztów postępowania. Razem 61 tys. euro. Tak orzekł Europejski Trybunał Praw Człowieka" - pisze Maziarski i wyjaśnia, że Terlikowski powinien oddać w sumie "ćwierć bańki", bo to internetowe forum "Frondy" posłużyło jako skrzynka kontaktowa "dla katolickich fanatyków, którzy tu właśnie skrzykiwali się, by nękać i zastraszać biedną nastolatkę".

Terlikowski: Wtedy zrobiono to, co należało zrobić

Na odpowiedź Terlikowskiego nie trzeba było długo czekać. Dzisiaj rano na portalu Fronda.pl zamieścił wpis, w którym nazywa tekst Maziarskiego głupim i skandalicznym atakiem na jego osobę.

"Z tymi słowami można by oczywiście polemizować, choćby dowodząc, że kiedy rozgrywała się akcja wokół "Agaty", nie byłem ani naczelnym kwartalnika, ani portalu Fronda.pl, że zasługi w tej sprawie mają na Frondzie inni" - zauważa i dodaje: "Ale po co, skoro ja uważam, że wtedy zrobiono to, co należało zrobić, i że jestem dumny z tego, że także Fronda przyczyniła się do demaskowania kłamstw, które środowisko "Gazety Wyborczej", a i kierowany przez Maziarskiego "Newsweek" wtedy rozsiewały. Kłamstw, które miały jeden cel, zabić dziecko "Agaty", doprowadzić do jego śmierci i do zmiany prawa, tak by można było zabijać jeszcze trochę więcej dzieci, żeby złożyć je w ofierze bożkowi śmierci" - pisze.

Terlikowski: Wyżebrzę te pieniądze i oddam je, ale...

Terlikowski stwierdza, że jest gotów oddać pieniądze, których oczekuje od niego dziennikarz "Gazety Wyborczej", ale ma żądanie: "Jeśli Ty i Twoi koledzy je spełnią - wyżebrzę te pieniądze i oddam je. Ale najpierw musicie sprawić, że dziecko "Agaty", które zginęło na skutek waszych działań, waszych kłamstw i oszczerstw, odzyska życie. Jeśli Ci się to uda, jeśli ten dzieciaczek, który dziś miałby cztery latka i właśnie wchodził w życie przedszkolne, będzie żył, ja i mam nadzieję całe środowisko Frondy, także ta jego część, która odeszła i w wielu kwestiach się ze mną nie zgadza, zrzucimy się na te ćwierć bańki" - pisze naczelny "Frondy".

Na koniec Terlikowski stwierdza, że Maziarski i jego koledzy działają na rzecz śmierci. "Jedyne, co umiecie, to służyć zabijaniu. I kiedyś poniesiecie za to konsekwencje" - zaznacza.

Odmówili jej aborcji, umiescili w pogotowiu opiekuńczym

W czerwcu 2008 r. 14-letnia wówczas Agata (imię zmienione) z Lublina starała się o legalną aborcję - jej ciąża była wynikiem przestępstwa. Zabiegu odmówiły jej dwa szpitale - w Lublinie i Warszawie. W obu pojawił się ksiądz i działacze organizacji pro-life. W dodatku sąd kazał umieścić dziewczynkę w pogotowiu opiekuńczym, wbrew woli jej matki.

Ostatecznie Agata przeszła aborcję w miejscowości oddalonej 500 km od Lublina. 18-letnia dziewczyna i jej matka złożyły skargę na Polskę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. We wtorek trybunał orzekł jednogłośnie, że Polska naruszyła trzy przepisy Europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności dotyczące zakazu nieludzkiego i poniżającego traktowania, prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, a także prawa do wolności i bezpieczeństwa osobistego. Czytaj więcej >>

DOSTĘP PREMIUM