''Po słowach prof. Lufta wielu ludzi powiedziało sobie: Czyli jednak nie zwariowałem''

- Argumentów prof. Lufta nie można zbić w prosty sposób. Mamy do czynienia z człowiekiem, który zrobił zbyt wiele dla Kościoła i któremu raczej trzeba za to dziękować - mówi o reakcji Kościoła na list prof. Stanisława Lufta Marek Zając, dziennikarz ?Tygodnika Powszechnego?.
Dziennikarz odnosi się do listu skierowanego przez prof. Stanisława Lufta do abp. Józefa Michalika. Wieloletni wykładowca medycyny pastoralnej odnosi się w nim do mediów Tadeusza Rydzyka. Pisze: "Nie chcę nikomu odmawiać prawa do przeżywania swojej wiary w różny sposób, ale trudno się zgodzić na zawłaszczanie Kościoła przez hałaśliwą mniejszość zamieniającą go w partię polityczną. Zarówno doświadczenie historyczne, jak i obserwacja współczesnego świata pokazują, że wszędzie tam, gdzie dochodzi do pomieszania religii z polityką, konflikty polityczne stają się ostrzejsze, a największym przegranym jest religia, która więdnie i traci siłę swego moralnego przesłania".

"Gazeta Wyborcza" poinformowała zaś, że profesor doczeka się odpowiedzi od arcybiskupa. - Stanowisko prof. Lufta jest ważne, ponieważ często krytykę Radia Maryja się odrzuca, mówiąc, że tworzą ją ludzie spoza Kościoła. Odpowiada się tym ludziom, żeby nie mieszali się do nie swojego ogródka - komentuje w rozmowie z TOK FM Marek Zając. - Argumentów prof. Lufta jednak nie można zbić w prosty sposób, ponieważ mamy do czynienia z człowiekiem, który zrobił zbyt wiele dla Kościoła i nie można go łatwo zbyć jako "mąciciela" - podkreśla publicysta "Tygodnika Powszechnego".

"Trzęsienia ziemi nie będzie"

- Docierają do mnie głosy wielu katolików, nie tylko związanych z "Tygodnikiem Powszechnym", którzy byliby gotowi podpisać się pod listem prof. Lufta. Jak wielu jest ich w Polsce? To pytanie otwarte - zaznaczył Zając. - Można się pokusić o stwierdzenie, że ta milcząca część Kościoła, która podziela argumentację prof. Lufta, to w rzeczywistości milcząca większość. Ludzi, którzy w liście Lufta widzą odzwierciedlenie własnych lęków i bólów o Kościół, jest znacznie więcej.

Dziennikarz zauważa, że publikacja profesora to "mocny głos od człowieka, któremu nie można z perspektywy Kościoła nic zarzucić, ale można tylko dziękować za to, co robił przez lata". - Już wiemy, że list nie zostanie przemilczany przez abp. Michalika. To bardzo dużo, że będzie odpowiedź, chociaż nie postawiłbym nawet 10 złotych, że ten list wywoła trzęsienie ziemi - mówi publicysta. - Takie głosy jak prof. Lufta są bardzo istotne, bo wychodzą z wnętrza Kościoła. Zmuszają do odniesienia się do stawianych zarzutów, do przyjrzenia się przedstawianym ostrzeżeniom. Wpływają także na społeczne postrzeganie Kościoła i jego wizerunek w Polsce. Pokazują, że Kościół w Polsce to nie tylko Tadeusz Rydzyk, Radio Maryja i PiS oraz że są ludzie, którzy czują się współodpowiedzialni za Kościół, ale mają inną ocenę rzeczywistości.

"Dobrze, czyli nie jestem wariatem"

- Dzięki słowom prof. Lufta wielu ludzi może sobie powiedzieć: "dobrze, czyli jednak nie zwariowałem, tak też można myśleć o Kościele". Wiedzą, że nie są sami i że ktoś zasłużony, z autorytetem, myśli podobnie jak oni i ma podobne obawy - dodaje nasz rozmówca. - To są ludzie, którzy nie zorganizują dużej demonstracji, a na razie po prostu czują się odszczepieńcami i wariatami. A przecież nie robią nic, co byłoby przeciwne nauczaniu Kościoła.

Zając podsumowuje, że nawet jeżeli kolejne ostrzeżenie płynące od ludzi Kościoła zostanie odtrącone, to oni sami Kościoła nie odtrącą. - Jeżeli nawet nasze słowa zostaną potraktowane "per noga", my nie obrazimy się na Kościół i nie zabierzemy naszych zabawek i nie pójdziemy gdzie indziej. Kościół jest naszym miejscem, naszym domem. Nie będziemy mieli też poczucia, że "a nie mówiliśmy", jeżeli spełnią się nasze ostrzeżenia. Jeżeli ten nasz dom zacznie się sypać, nie będziemy się cieszyć. Tu nie o to chodzi. I to jest siłą listu prof. Lufta.

DOSTĘP PREMIUM