Przez pośrednika warszawska parafia ewangelików straciła miliony. Prokuratura zawiesiła śledztwo

Z 30 mln zł na koncie zostało 8,5 euro, a prokuratura zawiesza śledztwo, bo... nie jest pewna, czy doszło do wyłudzenia. O sprawie utraconych pieniędzy warszawskiej parafii ewangelicko-reformowanej, które były rekompensatą za czasy PRL-u, pisze dziś ?Gazeta Wyborcza?.
Pieniądze, które parafia dostała z Komisji Majątkowej, przeznaczyła na założenie lokat i kupno obligacji jednego z polskich banków. W 2007 r. zaczęła powierzać swoje pieniądze Mirosławowi Gajewskiemu, który obiecał parafii większe zyski. Gajewski był prezesem spółki BGM i zawarł z parafią umowę na doradztwo. W praktyce przejął należące do niej pieniądze (wtedy było to około 7,85 mln euro), by ulokować je w obligacjach spółki Grove Holding z Luksemburga. Przez lata umowa doradztwa z Gajewskim zmieniała się, łącznie dodano do niej 55 aneksów. Ostatecznie biznesmen w pełni kontrolował to, co działo się na rachunku parafii, mógł samodzielnie dokonywać wszelkich operacji.

Parafia nie wiedziała, że Grove Holding jest firmą w całości kontrolowaną przez Gajewskiego. Biznesmen uspokajał kolegium parafii informacjami o rosnących zyskach i korzystnych inwestycjach, ale 14 czerwca 2011 r. na koncie zgromadzenia było już tylko 8 euro i 51 centów.

Próbując dojść do tego, co się stało z ich pieniędzmi, ewangelicy zaangażowali wywiadownię gospodarczą. Z jej raportu wynikało, że sama spółka Grove jest zadłużona u kredytodawców na ponad 29,5 mln euro. Majątek dwóch pozostałych spółek - według tego raportu - pochodził wyłącznie z pieniędzy parafii.

Cały tekst w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM