"Wielka godzina, na którą naród polski czekał z upragnieniem, już wybiła"

Tak swoją odezwę do narodu otwiera Rada Regencyjna. Niedługo przekaże władzę Piłsudskiemu. - Kto tych dni nie przeżył w Warszawie, ten nie wie, co oznacza radosny szał związany ze zwycięstwem i wolnością upojonego narodu - napisze po latach Kajetan Morawski w książce "Tamten brzeg".
Dzień 11 listopada został oficjalnie Świętem Niepodległości dopiero w 1937 roku. Jednak już od 1926 r. decyzją Józefa Piłsudskiego był dniem wolnym od pracy w administracji rządowej i szkolnictwie. - Data 11 listopada pasowała, bo to był dzień zakończenia I wojny światowej, a także dzień przekazania władzy Piłsudskiemu - mówi Hubert Kuberski z magazynu historycznego "Mówią wieki".

Trzeba przypomnieć, że już wcześniej powstawały zalążki niepodległości. Od 31 października w Galicji działała Polska Komisja Likwidacyjna, od 1 listopada rozpoczęły się walki o Lwów, a 7 listopada w Lublinie powstał Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej z Ignacym Daszyńskim na czele. Jednak po przejęciu władzy przez Piłsudskiego Daszyński oddał się do jego dyspozycji i ostatecznie swój rząd rozwiązał.

Pociąg o 7.36

Piłsudski zjawił się w Warszawie 10 listopada 1918 r. rano w miejscu obecnej stacji metra Centrum. Wtedy był tam dworzec Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Komendant przyjechał jednowagonowym pociągiem o 7.36 w towarzystwie szefa sztabu Kazimierza Sosnkowskiego oraz hrabiego Harry'ego Kesslera, przedstawiciela niemieckiego rządu, i rotmistrza Paula von Guelpena z ramienia armii.

Jeszcze w nocy z 10 na 11 listopada o dworzec toczyła się walka. "Około północy rozległy się strzały karabinowe przed dworcem wiedeńskim. Była to próba przejęcia go przez grupę cywilów. Do zebranych dano kilka strzałów rewolwerowych z okien hotelu Polonia, poczem warta niemiecka rozpoczęła strzelaninę. (...) Próba ta nie udała się całkowicie (...)" - donosił 11 listopada "Kurier Polski". W dzień dworzec został jednak przejęty.

Legenda mówi, że na Piłsudskiego czekały tłumy, ale w istocie były to tylko dwie grupki osób. - Przyjechał szef POW na okupację niemiecką Adam Koc. Zrobił potem oszałamiającą karierę w II Rzeczpospolitej. Był z kilkoma współpracownikami, przywieźli ze sobą karoce. Piłsudski wybrał jednak samochód księcia Lubomirskiego, który tam też przyjechał razem z adiutantem Stanisławem Roztworowskim - opowiada Kuberski.

Na herbatce u hrabiego

I tak pojechali w trójkę samochodem do pałacu regenta Lubomirskiego, gdzie przy herbacie rozmawiali do godziny 10.30. Dyskutowali o przekazaniu władzy przez Radę Regencyjną Piłsudskiemu. - Rada miała oficjalny mandat władzy. Pozostałe, jak Polska Komisja Likwidacyjna czy rząd Daszyńskiego, to były w pewnym sensie samozwańcze formuły, które przejęły władzę na bardzo małym terenie - tłumaczy Kuberski.

- Komendant stanowił zaporę przed radykalizmem socjalistów, czego bał się Lubomirski, jak też zakusami prawicy. Piłsudski mówił, w zasadzie każda strona chciała władzy dla siebie, nie myśląc o Polsce, tylko o celach partykularnych, partyjnych. Już wtedy się to zaczynało - opowiada.

"Witam was krótko, bo jestem przeziębiony"

Po tej rozmowie Piłsudski zatrzymał się w pensjonacie panien Romanówien przy ul. Moniuszki 2. Nie był w formie oraz... nie miał ubrań na zmianę. Dopiero adiutant wysłany do sklepu na Nowym Świecie przyniósł mu komplet bielizny.

Przed domem, jak pisał jeszcze tego samego dnia w nadzwyczajnym wydaniu "Kurier Poranny", zebrał się tłum, do którego komendant przemówił, ale niezbyt ogniście: "Obywatele! (...) Witam was krótko, gdyż jestem przeziębiony, bolą mnie gardło i piersi" - powiedział na balkonie przybranym biało-czerwonymi kwiatami i girlandami.

Rozbrajanie

Rozbrajanie niemieckich żołnierzy zaczęło się już wcześniej. "Gazeta poranna" doniosła już 10 listopada: "Wiadomości o przewrocie w Niemczech i o przyjeździe Piłsudskiego wywołały w mieście silne wrażenie i ruch niezwykły, jakiego Warszawa nie pamięta od roku 1905".

- Wywieszano biało-czerwone sztandary, tworzono straż obywatelską, między innymi z działaczy POW, harcerzy, częściowo z żołnierzy z jednostek utworzonych przez Radę Regencyjną. Oni wszyscy przejmowali w miarę stopniowo kontrolę nad miastem, a pierwsze większe walki zaczęły się w nocy z 10 na 11 listopada. To były drobne potyczki podczas prób przejmowania broni, część żołnierzy nie chciała oddawać broni, część bardziej zrewoltowanych oddawała - opowiada Kuberski.

Przejmowanie miasta odbywało się dość spokojnie. - Nie było nastawienia na konfrontację, tak jak 1 sierpnia 1944. Wszystko było takie rozmyte, to nie była armia przesiąknięta narodowym socjalizmem i uwielbieniem dla Hitlera. Nie mieli przed sobą armii bolszewickiej, tylko Polaków, więc wielu myślało, że po prostu chce do domu - mówi.

Czas porachunków

Poza atmosferą podniosłą była też możliwość wyrównywania porachunków. Wielu żołnierzy oddawało broń nawet przypadkowym ludziom. - Zwykłym chłystkom. W ten sposób broń trafiała do tzw. marginesu powiślańsko-praskiego. Znaleziono człowieka z przebitą głową z kartką przypiętą do marynarki "szpicel austriacko-niemiecki". Była fala takich historii, ale szybko się skończyła - opowiada Kuberski.

"Wszyscy się dogadali"

Piłsudski położył się spać po godz. 22, ale dwie godziny później obudzili go Niemcy z rady żołnierskiej. - Piłsudski im obiecał, że włos im z głowy nie spadnie, jeśli oddadzą broń i środki łączności. Za to będą mogli być odwiezieni do swoich rodzin, na czym im zależało. Rano podpisali umowę, oddali całą broń i bez żadnego problemu zostali wywiezieni z białymi opaskami. Podejrzewam, że to wynikało z tego, że żołnierze kojarzyli Piłsudskiego ze współpracy z Niemcami w ramach Legionów. Po prostu wszyscy się bezkrwawo dogadali - dodaje Kuberski.

Widać było, że dokonują się zmiany. Zaczęto zmieniać tablice na urzędach, tak było na biurze kolejowym przy Nowym Świecie 4. W Teatrze Wielkim zagrali "Halkę" Moniuszki, w Filharmonii Narodowej marsz "Orły do lotu" - z dedykacją dla Piłsudskiego.

Post scriptum

7 października 1918 "Monitor Polski" opublikował tekst Rady Regencyjnej. Czytamy między innymi: "POLACY! Obecnie już losy nasze w znacznej mierze spoczywają w naszych rękach. Okażmy się godnymi tych potężnych nadziei, które z górą wiek żywili pośród ucisku i niedoli ojcowie nasi. Niech zamilknie wszystko, co nas wzajemnie dzielić może, a niech zabrzmi jeden wielki głos: Polska zjednoczona niepodległa".

DOSTĘP PREMIUM