"Nie znoszę, gdy mnie walą flagą po głowie", "władza namolnie przymusza do radości" [KOMENTARZE]

W dzisiejszych gazetach publicyści i komentatorzy piszą o wczorajszych zadymach podczas Marszu Niepodległości. Seweryn Blumsztajn stwierdza, że nie chodziło o pokazanie patriotycznych emocji, tylko "dop...". Rafał Ziemkiewicz z kolei określa prezydencki marsz mianem "przymuszania ludzi do radości".
Podczas wczorajszych obchodów Święta Niepodległości doszło do zadym i bijatyk ulicznych. Około 15.30, kilkanaście minut po rozpoczęciu prawicowego marszu, w ruch poszły race, petardy, kamienie, kostka brukowa i kosze na śmieci.

Policjanci wstrzymali przemarsz, użyli broni gładkolufowej i gazu łzawiącego. Ranne zostały 24 osoby, w tym ośmiu funkcjonariuszy, a zatrzymano ponad sto.

Blumsztajn: Nie znoszę, gdy ktoś mnie flagą po głowie wali

Wczorajsze burdy komentują "Gazeta Wyborcza" i "Rzeczpospolita", milczy na ich temat "Dziennik Gazeta Prawna".

W "Gazecie Wyborczej" marsz niepodległości komentuje Seweryn Blumsztajn. Jego zdaniem uczestnikom nie chodziło o pokazanie patriotycznych emocji, tylko o to, by "dop... policji, Tuskowi i krzyczeć o zbrodni, pokazać siłę patrona marszu, ruchu narodowego". "Jakoś to się wszystko patriotycznie złożyło i trochę tylko ci kibole przesadzili. Trzeba ich jednak zrozumieć - 'żyletę' im na Legii zamknęli" - ironizuje.

"Tyle razy już to widzieliśmy - ci, którzy najgłośniej krzyczą 'Polska', gotowi są ojczyznę podpalić" - ocenia Blumsztajn. "Nie jestem miłośnikiem tzw. patriotyzmu celebracyjnego. (...) I nie znoszę też, gdy mnie ktoś biało-czerwoną flagą po głowie wali" - pisze i prosi, by o ojczyźnie mówić "lirycznie i w ciszy": Tak jest prawdziwie".

Siedlecka: Po prostu lubią "dymić"

Wg Ewy Siedleckiej tegoroczne obchody pokazały, że "potrzebny był sprzeciw wobec przejmowania przez nazistów Święta Niepodległości" i "zaostrzenie prawa o zgromadzeniach było niepotrzebne".

"Rok temu prezydent ogłosił, że trzeba ograniczyć wolność zgromadzeń, bo, rzekomo, obecność wrogich ideologicznie manifestacji 'w tym samym miejscu' prowokuje agresję. Tymczasem, choć teraz antyfaszyści i 'tęczowi' manifestowali z dala od 'patriotów', zadymiarze szalikowo-patriotyczni i tak zaatakowali - z braku 'tęczowych' bili policjantów i dziennikarzy" - pisze. "Nie trzeba im było ideologicznej prowokacji. Po prostu lubią 'dymić', nie lubią wszystkiego i wszystkich. Niestety, stali się wygodnym pretekstem do ograniczenia nam wszystkim wolności zgromadzeń" - dodaje.

Według Siedleckiej wielką zasługą Porozumienia 11 Listopada i Kolorowej Niepodległej jest to, że z "marszów patriotycznych" znikło hajlowanie, flagi ze swastyką i hasła "Żydzi (albo pedały) do gazu". Przyznaje też, że to sukces polskiej prawicy, która "odbiła demonstrację patriotyczną neonazistom".

Ziemkiewicz: Władza namolnie przymusza do radości

"Święto Niepodległości władza potraktowała właśnie jako kolejny pretekst do zafundowania narodowi radosnej muzyki. (...) Mojemu pokoleniu obecne zapędzanie obywateli do świątecznego łączenia się z władzą przypomina pochody pierwszomajowe z czasów PRL, zwłaszcza tej schyłkowej" - komentuje z kolei Rafał Ziemkiewicz w "Rzeczpospolitej".

Publicysta przypomina aferę Amber Gold i bezkarność Marcina P. oraz niedawne zatrzymanie samotnej matki przez policję w Opolu. Jego zdaniem ludzie mają "pełne prawo do zamanifestowania radości u boku prezydenta", ale "gdy władza namolnie przymusza do radości tych, którzy sami z siebie nie widzą do niej powodu, staje się groteskową powtórką PZPR".

Głowacki: Bez uroczych rodzinek z dziećmi na marszu ONR

W "Polsce The Times" Witold Głowacki zwraca uwagę, że w marszu z prezydentem poszło aż 10 tys. osób. "Tak więc szerokoprawicowy front obrońców marszu ONR i MW nie będzie mógł tak łatwo jak rok temu pisać i mówić o uroczych rodzinkach z dziećmi, które chciały tylko zamanifestować swój patriotyzm" - pisze. "Z kolei zwolennikom kontrmanifestowania pod sztandarami Porozumienia 11 Listopada trudniej przyjdą frazesy, że (...) czas stawiać tamę faszyzmowi" - dodaje.

Głowacki kontrastuje prezydencki marsz w "słoneczne popołudnie" z "zapadającym mrokiem na Marszałkowskiej", gdzie doszło do zadym. Zauważa też, że w ubiegłym roku zadymiarze ukradli cały dzień, a "w tym roku jedynie wieczór". "Może w przyszłym roku pozostanie im tylko głęboka noc?" - pyta.



DOSTĘP PREMIUM