"Kapitulacja państwa", "przerażające" - kontrowersyjne zmiany w Kodeksie karnym

Publikacja wyroku wraz z danymi osobowymi skazanego, informacjami o jego miejscu zamieszkania i wizerunkiem - to nowy pomysł resortu sprawiedliwości na walkę z najgroźniejszymi przestępcami. I jeden z wielu proponowanych środków zabezpieczających stosowanych wobec szczególnie niebezpiecznych sprawców. Prawnicy są jednak sceptyczni i krytyczni - bo ich zdaniem resort de facto mówi - "drodzy moi, bierzcie sprawy w swoje ręce".
Od kilku miesięcy Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiadało nowelizację przepisów Kodeksu karnego. Teraz gotowy projekt trafia właśnie do konsultacji międzyresortowych. Są w nim i nowe kategorie przestępstw, i zmiany standardów przesłuchań chociażby pokrzywdzonych dzieci, a do tego cała gama środków zabezpieczających, stosowanych wobec szczególnie niebezpiecznych sprawców.

Jednym z wielu jest właśnie podanie wyroku do publicznej wiadomości. I to wzbudza niepokój ekspertów. - Wyrok będzie można wraz z danymi o tej osobie umieścić na specjalnie stworzonej stronie internetowej - tłumaczy wiceminister sprawiedliwości Michał Królikowski. - W ten sposób będzie informacja o miejscu zamieszkania tej osoby oraz jej wizerunek, który pozwoli jakby zlokalizować i zobaczyć osobę skazaną wcześniej za przestępstwo, która może być wciąż groźna dla danej grupy.

"Kapitulacja państwa"

- Mnie się ten pomysł nie podoba, i to bardzo - komentuje karnista z Uniwersytetu Warszawskiego dr Łukasz Chojniak. - To jest dla mnie przykład kompletnej kapitulacji państwa, jeżeli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa obywateli. Bo gdyby de facto zdekodować komunikat, który przekazał nam minister, to znaczy, że minister mówi nam: "drodzy moi, bierzcie sprawy w swoje ręce".

Oczywiście, minister tak nie powiedział, ale w ocenie prawnika, taki przekaz nasuwa się sam przez się. - To jest zupełnie przerażające. Ja rozumiem, że policja gromadzi takie materiały, i to nie budzi wątpliwości. Ale po co to tak naprawdę ludziom, nam wszystkim dookoła - nie wiem - podkreśla nasz rozmówca. Być może patrząc na wszystko z przymrużeniem oka, w zamyśle projektodawców jest to, żeby odciążyć trochę policję. - Obawiam się jednak, że efekt będzie dokładnie przeciwny - mówi dr Chojniak. - Policja będzie bowiem musiała zapewnić bezpieczeństwo temu skazanemu, który już odbył karę pozbawienia wolności. Bo ja naprawdę nie mam żadnych złudzeń, że w mniejszych miejscowościach tego typu komunikat zakończy się, najłagodniej mówiąc, totalną społeczną obstrukcją - mówi.

W ocenie karnisty resort sprawiedliwości chyba nie zdaje sobie także sprawy z faktu, jak w tym wszystkim mają się odnaleźć bliscy tych skazanych. - Przez takie podanie wyroku do publicznej wiadomości będziemy w stanie bowiem zidentyfikować nie tylko samego skazanego, ale także jego bliskich. I teraz pytanie: czy te osoby bliskie też muszą ponosić konsekwencje? Bo przecież nie bądźmy naiwni - społeczne konsekwencje poniosą. To nie jest tak, że społeczeństwo uniesie się szlachetnym odruchem i rozróżni, że dane osoby z tym czynem nie miały nic wspólnego.

To jednak niezależny sąd decyduje...

O opinie zapytaliśmy także Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych. Zdaniem dr. Wojciecha Wiewiórowskiego, jeżeli jest to działanie w związku z wyrokiem sądu, to wydaje się, że z punktu widzenia ochrony praw człowieka poważnego problemu nie ma. - Podstawą do tego typu działania może być jednak tylko przepis, który wynika z ustawy - mówi. - Rozumiem, że w wyjątkowych przypadkach przetwarzanie tego typu danych nawet przez wiele lat może być przydatne dla społeczeństwa. Najważniejsze, żeby tego typu decyzja została podjęta przez ustawodawcę, a potem decyzje w indywidualnych sprawach były podejmowane przez sąd. Gdyby tego typu decyzja miała być podejmowana przez kogoś innego niż niezależna władza sądownicza, miałbym wątpliwości - wyjaśnia dr Wiewiórowski.

Projekt przygotowany przez resort sprawiedliwości jest jednak dość obszerny i - jak przyznaje Chojniak - w wielu miejscach rzeczywiście zasługuje na pozytywne opinie. Chodzi np. o ściganie gwałtu z urzędu, co nie jest złą inicjatywą. - Natomiast bijemy na alarm w przypadku tych rozwiązań, które tu analizujemy, bo są one albo niebezpieczne, albo nietrafione konstytucyjnie - podsumowuje.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM