Prawicowy publicysta dostał zakaz publikacji w "Rzeczpospolitej"?

Łukasz Warzecha znika z "Rzeczpospolitej". - Mam nadzieję, że to nie jest koniec mojej współpracy z "Rz", tylko przerwa, ale faktycznie jest tak, że w tej chwili nie mogę publikować w tej gazecie - mówi prawicowy publicysta.
Informację z krótką rozmową z Warzechą, który jest także publicystą "Faktu", podał prawicowy serwis braci Karnowskich wPolityce.pl. Jego odsunięcie określa jako "zabijanie wolności w dużym konserwatywnym dzienniku".

Z "Rz" zniknąć mają m.in. felietony Warzechy publikowane na drugiej stronie dziennika. - Jeżeli dobrze rozumiem tę sytuację, to tak, moje teksty nie mogą ukazywać się w "Rzeczpospolitej" - mówi sam publicysta. Dopytywany, czy otrzymał oficjalną informację w tej sprawie od redakcji, dodał: - Tak. Otrzymałem oficjalną informację o takiej treści.

Talaga: Warzecha na stałe pracuje dla "Faktu"

Andrzej Talaga, p.o. redaktor naczelny, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" zapewnił, że powód odsunięcia Warzechy nie jest polityczny. - Łukasz jest wspaniałym komentatorem, ale pracującym na stałe dla "Faktu". Presspublika (wydawca "Rzeczpospolitej" - przyp. red.) ma z kolei wielu publicystów zatrudnionych na stałe i to oni w pierwszej kolejności powinni być komentatorami w "Rz" - wyjaśnia.

Kilka dni temu rada nadzorcza Presspubliki ogłosiła konkurs na stanowisko naczelnego. Wicenaczelnym "Rz" został Bartosz Węglarczyk. Zmiany we władzach nastąpiły po tym, jak na pierwszej stronie dziennika ukazał się tekst Cezarego Gmyza pt. "Trotyl na wraku tupolewa". Decyzją władz wydawcy dziennika po tej publikacji odwołano ówczesnego naczelnego "Rz" Tomasza Wróblewskiego, jego zastępcę Bartosza Marczuka i szefa działu krajowego Mariusza Staniszewskiego.

Pracę stracił też autor tekstu. - Tekst był niewiarygodny i nieudokumentowany - uzasadniał swoją decyzję Grzegorz Hajdarowicz, właściciel Presspubliki.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM