"Fura, skóra i komóra". Publicyści w TOK FM o kulisach CBA

- Jeśli kogoś ciągnie do drogich samochodów, markowych garniturów i to jest główny cel jego działalności, to jest to niebezpieczne. Jeśli agent dostaje 20 tys. za sprawę, to jest też pociąg do tego, by te sprawy kreować. Bo to jest zarobek - tak Tomasz Sekielski komentował w TOK FM wywiad portalu Gazeta.pl o kulisach pracy CBA.
- Bardziej niepokoi mnie to, niż fakt zrobienia tych zdjęć - mówił Wojciech Maziarski. - Pamiętam lata 80., gdy część z nas uczestniczyła w konspiracji i ruchu podziemnej "Solidarności". Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że była to absolutnie szlachetna, pełna wyrzeczeń działalność na rzecz Ojczyzny. Ale przy okazji się świetnie bawiliśmy. Konspirowanie łączyliśmy z imprezowaniem - śmiał się Maziarski.

- Mam nadzieję, że jest jakiś wypadek przy pracy, że agenci zajmują się jakimiś poważniejszymi sprawami i że tu się pobawili trochę i nie należy z tego wyciągać wniosków, że służby zajmują się tylko głupimi zabawami za nasze pieniądze. Bo byłoby fatalnie - mówił Jarosław Gugała. Przyznał, że informacje w cyklu wywiadów "brzmią niepokojąco". Ale podkreślał, że to trzeba sprawdzić. - Za tym artykułem powinny iść kolejne. Dziennikarze powinni zażądać wyjaśnień. Ktoś powinien sprawdzić, jak to wyglądało, jak to się zmieniło, czy za wykreowane pseudoakcje można było dostać 20 tysięcy złotych . Tego nie można opierać na zeznaniach jednego człowieka. To musi być praca całego zespołu. (...) Chciałbym wiedzieć, ilu takich agentów mamy - mówił Gugała.

Gorliwość rewolucyjna

Zdaniem publicystów sprawdzić trzeba okoliczności posługiwania się przez CBA podrabianymi legitymacjami dziennikarskimi. - Jeśli agenci zaczynają się posługiwać legitymacjami dziennikarzy, to jest to bardzo niepokojące - mówił Sekielski. Wojciech Maziarski obawiał się, czy był właściwy nadzór nad tym procederem: - Obawiam się, czy nie było to puszczone na żywioł. Cała ta służba za czasów Mariusza Kamińskiego i PiS działała trochę na zasadzie gorliwości rewolucyjnej. Mniej regulacji prawnych, a więcej poczucia słuszności, "że występujemy w słusznej sprawie i wszystko nam wolno" - mówił.

Dziennikarze nie są nietykalni

Dominik Zdort uważa, że wszystko zależy od kontekstu działań służb. - My sobie jako dziennikarze wyobrażamy, że jesteśmy nietykalni, że jesteśmy nadludźmi. Ale nie jesteśmy nietykalni i służby mają prawo nas podsłuchiwać, jeśli kontaktujemy się z przestępcami. Nie powinniśmy też przykładać wagi to tego, że służby podają się za dziennikarzy. Ale tak długo, jak tacy "dziennikarze" nie będą pisać tekstów i kreować rzeczywistości. Tutaj bym widział poważne przekroczenie - podkreślał Zdort.

- Do służb specjalnych idą specyficzni ludzie. Mam nadzieję, że nie tylko tacy, którzy chcą być jak James Bond. Ale też tacy, którzy lubią się pokazywać. Chęć do pracy agenturalnej wynika z ich charakteru. Obserwując agenta Tomka, który mnóstwo pożytecznej roboty wykonał jako agent służb specjalnych, uważam, że to może być tego typu przypadek - bronił obecnego posła PiS Dominik Zdort. - Fura, skóra i komóra - skomentował Tomasz Sekielski.

DOSTĘP PREMIUM