"Wprost": Dręczyciel Kasi Tusk nęka ją ze szpitala. Jest bezkarny

"Prosił o spotkanie, mówił, że ma uważać na swoje życie. Sugerował też, że jeśli się nie odezwie, to on wkrótce zginie. Hurtowo wysyłał SMS-y i e-maile" - "Wprost" opisuje nękanie Kasi Tusk przez Łukasza P. Jak czytamy w tygodniku, prokuratura umorzyła sprawę, ale mężczyzna nadal dręczy córkę premiera. Tym razem ze szpitala.
Łukasz P. to syn jednego z najwybitniejszych światowych kompozytorów muzyki współczesnej. W życiu Kasi Tusk pojawił się w marcu tego roku.

"Właściwie pojawiło się nagranie na skrzynce głosowej jej telefonu komórkowego. Potem drugie i kolejne, wiele kolejnych nagrań, bo nigdy nie odbierała od niego telefonów. Jego wiadomości za każdym razem brzmiały praktycznie tak samo. Prosił o spotkanie, mówił, ze ma uważać na swoje życie. Sugerował też, że jeśli się nie odezwie, to on wkrótce zginie. Hurtowo dostawała tez od niego SMS-y, potem doszły też e-maile. Łukasz P. zaczął się pojawiać w Sopocie, gdzie mieszkała rodzina Tusków" - czytamy we "Wprost".

Dla prokuratury to nie stalking

Córka premiera w końcu zaczęła korzystać z ochrony osobistej, następnie złożyła zawiadomienie na policji o możliwości popełnienia stalkingu wobec jej osoby. Prokuratura nie dostrzegła jednak znamion tego przestępstwa. W zbadanych przez śledczych SMS-ach oraz rozmowach nawiązanych przez P. z córką premiera nie pojawiały się bowiem wulgaryzmy, groźby czy wyrażenia obsceniczne . Do tego, zdaniem prokuratury, mężczyzna naprzykrzał się Katarzynie Tusk tylko przez jeden czy dwa dni. Sprawę umorzono.

Tymczasem według ustaleń "Wprost" córka premiera pojawiała się w prokuraturze przez dwa miesiące, aby zeznawać ws. kolejnych wiadomości i oddawać telefon do ekspertyzy.

"Wprost": Łukasz P. bezkarnie nęka nadal

Decyzja prokuratury o umorzeniu nie zakończyła jednak sprawy. Prokuratorzy uznali, że zachowanie Łukasza P. można zakwalifikować jako złośliwe niepokojenie, czyli za wykroczenie. Sprawą zajęła się więc ponownie policja, która skierowała wniosek o ukaranie mężczyzny do sądu. Ten z kolei, pod koniec października, skierował P. na badania psychiatryczne. Mężczyzna jednak się nie stawił. Wyznaczono kolejny termin, ale wcześniej biegły psychiatra postanowił odwiedzić Łukasza P. na terenie szpitala, w którym przebywał. Ze sporządzonej przez lekarza opinii wynika, że P. jest całkowicie niezdolny do uczestnictwa w sprawie.

To zamyka sprawę od strony prawnej. Wkrótce sąd umorzy postępowanie. Problem jednak w tym, że - według informacji tygodnika - Łukasz P. nadal dręczy córkę premiera. Ze szpitala.

Więcej w najnowszym numerze "Wprost" >>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM