Reżyser filmu o Amwayu szczerze o wyroku: Nikt nic nie rozumie, czyli "Witajcie w życiu" [WYWIAD]

- Gdyby nie solidarność mediów, byłoby ze mną dużo gorzej. W tym czasie skazano przecież kilkudziesięciu dziennikarzy - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl Henryk Dederko, reżyser filmu "Witajcie w życiu", opowiadającym o kulisach pracy firmy Amway. Dokument od kilkunastu lat, na mocy kolejnych wyroków sądu, zamiast do emisji, trafia na półkę.
Sąd, po 15 latach, orzekł: twórcy filmu o Amwayu mieli prawo przedstawić pracowników firmy Amway. - Reżyser jest do tej krytyki uprawniony, miał prawo pokazać nowe, niepokojące zjawisko społeczne - mówiła sędzia Maria Piasecka. Według sądu film można emitować, jednak najpierw trzeba usunąć z niego jedną planszę, która zwiera nieprawdziwe dane o strukturze dochodów korporacji (producent musi także przeprosić za przedstawienie fałszywych danych). Jednak jak mówi producent filmu: usunięcie planszy nie wystarczy. - Emisja tego filmu wciąż jest problemem, bo TVP ma zakaz puszczania go, wynikający z innego procesu, w którym nie złożyła kasacji - powiedział prezes Contra Studio Jacek Gwizdała. Wcześniejszy wyrok ws. Amway kontra TVP zakazywał m.in. pokazywania wizerunków osób z Amwaya przedstawionych w filmie.

Reżyser głośnego filmu Henryk Dederko unika odpowiedzi na pytanie, czy będzie dalej walczył o dystrybucję filmu, czy spróbuje zasłonić twarze bohaterów, wyrzucić planszę i emitować film. Podkreśla jedynie: Nie rozumiem tego wyroku i tego, że trwało to tak długo.

Łukasz Głombicki: W pana głosie słychać głębokie rozczarowanie. Czuje się pan ofiarą tej sprawy?

Henryk Dederko: Gdyby pan przez 15 lat wpadał do różnych sądowych pomieszczeń, pana rozczarowanie byłoby podobne do mojego. Ja czuję najprostszą rzecz na świecie: wyrok mówi, że film można zrobić, ale trzeba za niego przeprosić. Ja się pytam, za co trzeba przepraszać instytucję, która ma fatalną reputację? Mój film jest dowodem, że nie wolno mówić "Amway". Trzeba mówić "Network XXI". Czy instytucja, która ukrywa swoją nazwę, może mieć jakieś pretensje, że jej reputacja została nadwerężona?

A pańska reputacja została nadwerężona? Miał pan jakieś kłopoty w związku z tym filmem?

- Przez 15 lat to pewnie i były kłopoty. Jeżeli chodzi o media, to dziękuję wam za odruch solidarności, szczególnie na początku tych zmagań. Proszę sobie wyobrazić pięć procesów, pomnożyć to razy instancje, przejrzeć orzeczenia tych procesów. Co by było, gdyby media się za mną nie wstawiły? W kluczowym momencie 56 naczelnych wyraziło swoją dezaprobatę w stosunku do cenzury prewencyjnej. Tu jest moja wdzięczność. W ciągu następnych lat sądy skazały chyba kilkudziesięciu dziennikarzy. O tym myślę, gdy wyrażam wdzięczność.

Gdyby media tego nie podchwyciły, nie wstawiłyby się za panem, mógłby pan trafić do więzienia?

- Byłoby ze mną dużo gorzej. To tak jak za komuny - jak media pisały o osobach w trudnej sytuacji, to ich sytuacja stawała się lepsza.

Planuje pan zająć się tą sprawą jeszcze? Może gdyby przemontować film, nie pokazywać wizerunków pracowników Amwaya, można by go wyemitować?

- Jeden z wyroków sądu mówił o tym, że film nadaje się do emisji, tylko trzeba usunąć z niego wszystkie osoby. Gdybyśmy respektowali to, co jest w uzasadnieniach wyroków, bylibyśmy w sytuacji, w której jest pan i są czytelnicy - próbujecie cokolwiek zrozumieć.

Ja się właśnie staram zrozumieć, może gdybyście nie wycinali z filmu tych osób, a "zapikselowali" im twarze, by nie było ich można rozpoznać, zmienili dźwięk, by ich głosy nie były rozpoznane, można by pokazać ludziom ten film?

- To jest tak, jak gdyby z waszego portalu usunąć informacje gospodarcze, a całą resztę możecie publikować.

Rozumiem, że to jest łapanie się brzytwy, ale może dzięki temu ludzie będą mogli ten film obejrzeć?

Dziś zapadł taki wyrok, którego pan nie rozumie. Ja go też nie rozumiem i publiczność też nie. W związku z tym jest tak, jak było przez poprzednich 14 lat. Nikt nic nie rozumie, czyli "Witajcie w życiu". Miłej twórczości w niezależnym świecie mediów.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM