Policja bije w komisariacie w Lidzbarku Warmińskim, prokurator umarza sprawę

Którzy policjanci podczas przesłuchania okładali pałkami po stopach dwóch mężczyzn? Poszkodowani nie widzieli, klęczeli na krzesłach twarzą do ściany. Funkcjonariusze nie chcą się przyznać. Po ośmiu miesiącach prokurator skapitulował i umorzył śledztwo - pisze Marcin Wojciechowski w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".
Wersja Kazimierza Wołkowskiego: 29 lutego wracałem z zakupów. W trawie koło sklepu zobaczyłem dwa pięciokilogramowe żeliwne ciężarki. Wziąłem je, by sprzedać na złom. Zawsze to parę złotych. Ale w skupie ich nie przyjęli, bo właściciel złomowiska już wiedział, że policja ma od kogoś zgłoszenie o włamaniu do piwnicy i kradzieży podobnych ciężarków. Wróciłem więc z nimi do domu i rzuciłem do chlewika. Następnego dnia o godz. 8 rano przyjechali po mnie policjanci i zawieźli do komendy. W pokoju przesłuchań było czterech funkcjonariuszy. Pierwsze pytanie: "Kto dał ci te ciężarki"? Odpowiedziałem, że znalazłem. Jeden z policjantów kazał mi zdjąć gumofilce i skarpety, a potem klęknąć na krześle twarzą do ściany. Dostałem pałką w pięty. Znowu pytanie, odpowiedź. I sześć uderzeń w stopy. Bolało.

33-letniego Krystiana Jacynę policjanci przywieźli do komendy około południa. Opowiada: - Mówiłem, że nie mam z kradzieżą nic wspólnego. Policjanci mnie wyzywali, potem zdjęli mi buty, skarpety i kazali klęknąć na krześle. Jeden policjant mnie trzymał, drugi uderzał pałką po stopach, nogach, nerkach, głowie. Krzyczałem z bólu i przerażenia. W pokoju byli inni policjanci, ale nikt nie reagował.

Nikt nie widział, nikt nie słyszał

Prokurator staje przed murem milczenia. Pod koniec października umarza śledztwo. W uzasadnieniu pisze: "Doszło do pobicia Krystiana Jacyno i Kazimierza Wołkowskiego, jak również do zaniechania udzielenia pomocy przez funkcjonariuszy z KPP w Lidzbarku Warmińskim, ale nie ma możliwości ustalenia, którzy funkcjonariusze dopuścili się wskazanych czynów". - Zrobiliśmy w tej sprawie wszystko, co można było zrobić - przekonuje Mieczysław Orzechowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. - Doszło do przestępstwa, ale prokurator nie mógł ustalić, którzy policjanci je popełnili.

Całość do przeczytania w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

DOSTĘP PREMIUM