"Chytra baba" ofiarą internautów. Dlaczego? "To jak fala, a ona po prostu miała pecha"

- To fala społecznościowa, podobna do fali w wojsku - mówi Anna-Maria Siwińska ekspertka od mediów społecznościowych o reakcjach w sieci na wideo z wigilii miejskiej w Radomiu. Nagranie robi furorę w internecie: widać na nim, jak ludzie łapczywie sięgają po napoje na stole. Dlaczego anonimowa bohaterka filmu została wyszydzona i stała się inspiracją dla twórców memów? - Nieodgadnione są kryteria internautów - mówi prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.
- Wszyscy się tego wstydzą, wszyscy to robią, to się dzieje na wszystkich służbowych imprezach, na których bywają inteligentni, wykształceni ludzie w wielkich korporacjach. Ta kobieta w Radomiu i ten tłum nie zrobili niczego nadzwyczajnego. To by się stało w każdym mieście, tak ludzie reagują na darmówkę - mówi Anna-Maria Siwińska, specjalistka od mediów społecznościowych w firmie Sociall.

W jej ocenie bohaterka filmu "Wigilia w Radomiu" i powstałych później memów po prostu miała pecha. - Dlaczego media społecznościowe się na to rzuciły? Bo postać była charakterystyczna, bo ujęcie było wykonane tak, że potem łatwo było to przerobić na mema pt. "skąpa baba z Radomia w kosmosie z Baumgartnerem" - twierdzi.

To jest jak fala w wojsku

Zdaniem Siwińskiej reakcję internatów można porównać do zjawiska wojskowej fali. - Powstała fala społecznościowa. Tak jak kiedyś była fala w wojsku. Jeden internauta zrobił mema, każdy następny chciał być śmieszniejszy. Nie zastanawiał się ani nad genezą powstania tego mema ani nad tym, czy to ma sens, ani czy krzywdzi tych ludzi - mówi Siwińska.

Dlaczego tego typu filmy i memy, szydzące ze zwykłych ludzi, zyskują tak wielką popularność w sieci? - Nieodgadnione są kryteria, według których pewne treści są upowszechniane w internecie w sposób niebywały - mówi psycholog społeczny profesor Janusz Czapiński.

To samonapędzający się mechanizm

- W ludziach są różne fobie i pragnienia. Prawdopodobnie polega to na tym, że trafia się strzał w dziesiątkę i coś staje się bardzo szybko popularne. Ale nie da się z góry przewidzieć, czy coś będzie strzałem w dziesiątkę, czy przejdzie bokiem - twierdzi profesor.

Nie wiadomo, kiedy i jakie grupy internautów zaczynają odkrywać jakąś ważną dla siebie prawdę, albo też w jakie poczucie humoru trafi klip zamieszczony w sieci. - Istotne jest, czy następuje przekroczenie masy krytycznej, tzn. liczby internautów, którzy zaczynają interesować się jakąś treścią i zaczynają ją komentować. Potem to już samonapędzający się mechanizm - mówi prof. Czapiński. - Jednak odpowiedź na pytanie, co sprawia, że coś przekracza tę masę krytyczną, jest poza zasięgiem mojej wyobraźni - podkreśla Czapiński.

Jednak z jakiego powodu wiele osób w tak agresywny sposób atakowało anonimową bohaterkę filmu i mieszkańców Radomia? Niektóre komentarze były bardzo mocne: "Banda Polaczków dorwała się do darmochy", "nie ma to jak Radom", "wstyd mi. wstyd mi za tych z Radomia". - Każde z nas ma przygotowane jakieś instrumentarium do interpretowania tego, co widzimy. Jedni mogą reagować empatycznie, interpretując to jako wyraz biedy w Radomiu, a inni mogą postrzegać to w zupełnie innych kategoriach, jako typową polską pazerność - mówi psycholog.

Zależy, przez jakie okulary na to spojrzymy

W ocenie prof. Czapińskiego nie można oczekiwać, że u osób, które stosują tę drugą interpretację, nastąpi jakiś emocjonalny odruch empatii. - Oni to widzą w zupełnie innych kategoriach: z pewnością ta kobieta nie była głodna, nie musiała się rzucać, robi to z pazerności. To wynika z naszych wyobrażeń na temat rodaków, obserwacji sąsiadów, przekonań o tym, co kieruje ludźmi w takich sytuacjach. - twierdzi.

A obrońcy? Dzisiaj w internecie zaczęło pojawiać się też sporo komentarzy krytykujących osoby, które atakują bohaterów filmu. Internauci złagodnieli, mają poczucie winy? - Podejrzewam, że to nie jest tak, że ci ludzie zmienili zdanie i biją się w pierś. Po prostu w sprawę włączają się osoby z taką perspektywą i lawina rośnie po jednej albo po drugiej stronie. Wszystko zależy od tego, kto przez jakie okulary na to spojrzy - mówi Janusz Czapiński.

"Chytra baba" to symbol tłumu

- W tym zawsze jest sporo jadu. Taki jest charakter ludzi w internecie. Oni anonimowo mogą komuś dokopać. Pewnie czują się z tego tytułu lepiej - mówi Michał Samojlik, dyrektor kreatywny firmy Autentika, ekspert od marketingu internetowego. - To działa tak samo, jak na ulicy. Część ludzi, gdy zobaczy, że dzieje się komuś krzywda, podejdzie pomóc. Część nie, a część jeszcze kopnie taką osobę, żeby się z niej pośmiać - dodaje. - Niektórzy staną w obronie tej kobiety, nawet jeśli będą uważali, że zachowała się idiotycznie.

Jednak w radomskiej wigilii udział brało mnóstwo osób. Dlaczego akurat ta kobieta pojawiła się na memach? Samojlik, podobnie jak Anna-Maria Siwińska, uważa, że kobieta po prostu miała pecha. Stała się symbolem tłumu. - Internet jest bezlitosny - mówią.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM