Z czego cieszyłby się Zbawiciel? [FELIETON ŚRODY]

Mimo że jestem zupełnie pozbawiona łaski wiary (jest to łaska ?wlana?, nie każdemu dana), podobają mi się pewne religijne idee. Na przykład idea równości, wybaczenia, pokory, troski, sprawiedliwości społecznej.
Podoba mi się też idea Zbawiciela, który przyszedł na świat, by głosić miłość, przez co można rozumieć różne rzeczy, ale przede wszystkim - znoszenie przemocy w stosunkach międzyludzkich (nie podoba mi się to, że Zbawiciel w ogóle nie interesował się stosunkami ludzko-zwierzęcymi, to znaczy, że zasadą miłości objął wyłącznie "bliźniego ludzkiego" a nie "bliźniego nieludzkiego", ale to inna sprawa).

Przemoc można znosić "deklaratywnie" i rutynowo, to znaczy: prosić, apelować, wymieniać znaki pokoju, ale można również robić to skutecznie przez zmianę warunków, w jakich przemoc się rodzi. Dlaczego polscy biskupi - wbrew Zbawicielowi - nie chcą zniesienia przemocy domowej? Trudno powiedzieć. W niedawno wydanym oświadczeniu (przeciw podpisanej przez rząd Konwencji o zwalczaniu przemocy domowej) domagają się właśnie utrzymania warunków, które przemoc rodzą, a własne opinie dotyczące minimalizowania przemocy opierają na ogólnie rozumianej "tradycji". To ciekawe, że w kwestiach przemocy biskupi nie wierzą faktom ani wiedzy tych, którzy fakty te badają i odwołują się wyłącznie do tradycji, a w np. kwestiach majątkowych chętnie tradycji się wyrzekają opierając operacje finansowe na rzetelnej wiedzy ekonomicznej.

Biskupi doskonale rozumieją, że pieniądz mnoży się dzięki inwestycjom i lokatom (nawet jeśli przypominają one lichwę), a nie rozumieją, że przemoc ma zbadane przyczyny systemowe i że bez zmiany systemu (relacji kobieta-mężczyzna) przemoc nie zniknie, tak jak pieniądz nie rozmnoży się pod poduszką.

A przecież biskupi mogliby...

W Polsce przemoc domowa jest zjawiskiem trwałym, częstym, niezależnym od charakteru rodziny, poziomu wykształcenia a nawet ilości spożywanego alkoholu. Księża wiedzą o tym jak mało kto, bo kobiety często mówią o swoich cierpieniach na spowiedzi. Jeszcze z czasów pełnienia przez mnie funkcji pełnomocniczki ds. równego statusu kobiet i mężczyzn mam mnóstwo listów od kobiet, które żalą, się, że księża spokojnie wysłuchują dramatycznych opowieści o domowej przemocy, a potem zalecają modlitwę, posty i cnotę wytrwałości, bo rodzina jest najważniejsza.

A przecież mogliby, korzystając ze swojego autorytetu, podczas kazań - choćby raz na jakiś czas - powiedzieć coś o złu przemocy domowej, przemocy wobec dzieci, zwierząt. Nie łamiąc tajemnicy spowiedzi, mogliby potępić sprawców, domagać się zmiany zachowań. Księża tego nie robią. Nie wiem nawet czy w seminarium duchownym mają jakąkolwiek przedmiot (psychologia, socjologia, wiedza o kulturze) gdzie mogliby się dowiedzieć czym jest przemoc, jakie są jej przyczyny i jak z nią walczyć. Jeśli przedmiot byłby rzetelnie wykładany, to z pewnością dowiedzieliby się, że przemoc ma przyczynę systemową, że jest nią struktura społeczeństwa i rodziny (kobiety mają w niej rolę drugorzędną, pasywną, są najczęściej zależne finansowo i psychicznie od silniejszego małżonka).

Księża nie muszą zmieniać świata, ale powinni przynajmniej wykorzystywać swą rolę niewątpliwych lokalnych autorytetów, by o przemocy mówić, by ja potępiać przy pomocy środków jakie tylko Kościół posiada. A posiada niemałe, bo może straszyć nie tylko więzieniem, ale piekłem, brakiem rozgrzeszenia lub nieodpłatną pracą na rzecz plebanii.

Rozumiem przywiązanie biskupów do tradycji...

Warto też by biskupi dostawali coroczne raporty dotyczące domowej przemocy od proboszczów. Kiedyś spowiednicy dysponowali listą grzechów, z których spowiadać musieli wiernych, dziś mogli by spowiadać mężczyzn pytając jak często stosują przemoc wobec żony, osób starszych, dzieci. Na podstawie kilkuletnich raportów, biskupi mieliby przynajmniej wiedzę o zakresie przemocy i z pewnością uznaliby, że samo prawo nie wystarcza. Że potrzeba skutecznych działań na wielu frontach, przede wszystkim jednak trzeba uczynić małżeństwo bardziej partnerskim. Bo rozumiem przywiązanie biskupów do tradycji, ale dlaczego to obowiązkiem państwa jest - jak piszą w swoim oświadczeniu biskupi - zapewnienie uciekającej od agresora kobiecie mieszkania socjalnego? Dlaczego to ona ma uciekać (najczęściej razem z dziećmi)? To taka tradycja?

Może inaczej. Może kobieta, która jest ofiarą przemocy domowej, powinna zostać w swoim domu, a mężczyzna powinien wylądować w więzieniu lub ośrodku reedukacyjnym? Może Kościół powinien takie ośrodki tworzyć? I reedukować agresorów ucząc ich pokory, pracy i obowiązków domowych? Myślę, że Zbawiciel cieszyłby się z takiego rozwiązania.

DOSTĘP PREMIUM