Bortnowska o Torańskiej: Będę o niej mówić "jest". Na mój rachunek odeszła strasznie wcześnie

- Ubył nam dobry, współczujący człowiek. Bardzo trudno się z tym pogodzić, bo na mój rachunek to strasznie wcześnie - mówiła w TOK FM Halina Bortnowska.- Nikt już tak nie będzie uczył dziennikarstwa - podkreśliła. Teresa Torańska zmarła dzisiaj w Warszawie, po długiej chorobie. Wczoraj skończyła 69 lat.
Teresa Torańska była jedną z najwybitniejszych polskich dziennikarek i pisarek, niezwykłym człowiekiem i wspaniałą rozmówczynią. Jej wywiady, nacechowane wyjątkową uważnością, dociekliwością i ciekawością drugiej osoby, zmieniały naszą wiedzę o świecie. Czytaj więcej >>

- Nie spodziewałam się jej śmierci. Proszę mi wybaczyć, będę mówiła, jaka ona jest. Bo jeszcze nie widzę, że była - zaczęła swoje wspomnienia w TOK FM Halina Bortnowska.

- Jest wspaniałym świadkiem tego wszystkiego, co miała odwagę widzieć, oceniać, analizować. Jest odważnym i dokładnym świadkiem. To w niej widzę, jeśli chodzi o stronę zawodową - wyliczała. Bortnowska uważa, że dziennikarskie środowisko za mało przyjęło wzór myślenia Torańskiej: twardego i precyzyjnego.

W domu, w redakcji. Zdjęcia Teresy Torańskiej >>

Dawała szanse rozmówcom, nie sobie

Jaki był styl pracy Torańskiej? - Ona dopytywała tych ludzi w nieskończoność, a potem potrafiła to zamknąć w prosty, mocny sposób. Bezwzględnie uczciwie - podkreśliła zdecydowanie Bortnowska.

- Była fanatyczką dyskusji wokół autoryzacji tekstów. Starała się nie rezygnować, przekonać, żeby zostawili to, co powiedzieli, ale jednocześnie niezawodnie stosowała się do tego, co zostało uzgodnione. To była jakaś mądrość, doświadczenie, jakaś słowność wobec ludzi. Jeśli obiecała im tę autoryzację, to dawała im wszystkie szanse, zmniejszając tym samym własne. Ale robiła to chętnie, żeby ostateczny produkt był bardzo rzetelny - opowiadała teolożka.

"Czasem bywała drapieżna"

Bortnowska przypominała, że choć Torańska bardzo dużo wiedziała o temacie i rozmówcach, zawsze czujnie słuchała. A to, co usłyszała, nawet jeśli było czymś innym niż jej wizja, znajdowało swoją przestrzeń w rozmowie.

- Była genialnym trenerem w naszym zawodzie. Nikt już tak nie będzie uczył studentów dziennikarstwa i innych osób, które szukały u niej rady - uważa Bortnowska. A uczyła m.in., że lepiej być dobrym rozmówcą niż drapieżcą. - Czasem bywała sama dość drapieżna, ale potem starała się pocieszyć po tym, co zrobiła - wspominała filozofka.

Nie potrafiła udźwignąć ciężaru współczucia

Torańska na serio traktowała stwierdzenie: "jeżeli nie ja, to kto?" - Myślała: jeżeli trzeba pomóc, to ja muszę to zrobić. Nie wykręcała się, jak wielu teraz. W tym też będzie się czuło jej wielki brak - podkreśliła Bortnowska.

Torańska szczególnie pomagała zwierzętom, walczyła o skończenie z praktyką wiązania psów na krótkich łańcuchach. - Ona prawie nie mogła udźwignąć ciężaru swojego współczucia dla tych zwierząt. Ubył nam dobry, współczujący człowiek. Bardzo trudno się z tym pogodzić, bo na mój rachunek to strasznie wcześnie - mówiła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM