Jest eWuś, ale i tak trzeba potwierdzać prawo do leczenia. Codziennie

Każdy szpital, a nawet sanatorium musi codziennie od nowa potwierdzać, że wszyscy pacjenci mają aktualne prawo do leczenia. Oto ciemna strona systemu, który miał usprawnić rejestrację u lekarzy - czytamy w ?Gazecie Wyborczej?.
eWUŚ to system elektronicznej Weryfikacji Uprawnień Świadczeniobiorców. Od 1 stycznia musi z niego korzystać każdy szpital i każda przychodnia - inaczej Narodowy Fundusz Zdrowia nie zapłaci im za leczenie. Kłopot polega na tym, że szpitale, a także zakłady opiekuńcze, w których chorzy przebywają latami, muszą teraz codziennie weryfikować uprawnienia wszystkich pacjentów.

Dotyczy to nawet emerytów i rencistów, którym świadczenia wypłaca ZUS i KRUS, a także tych, którym bezpłatne leczenie należy się z mocy prawa, jak kobiety w ciąży i w czasie połogu oraz dzieci. Tych ostatnich często nie ma w eWUŚ, bo rodzice nie zgłosili w zakładzie pracy, że mają być objęte ubezpieczeniem.

A co na to resort zdrowia? Odesłał dziennikarzy "Gazety" do NFZ. W końcu odpowiedział Artur Koziołek, rzecznik Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, które przygotowało nowe przepisy. - Codzienne sprawdzanie eWUŚ jest konieczne, bo baza ubezpieczonych jest codziennie aktualizowana. Może się zdarzyć, że pacjent w trakcie hospitalizacji utraci prawo do bezpłatnego leczenia, a w takim przypadku za część pobytu w szpitalu będzie musiał zapłacić sam - wyjaśnił rzecznik.

Cały tekst w "Gazecie Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM