Prokuratura odmówiła agentowi Tomkowi. Nie będzie śledztw przeciwko dziennikarzom Gazeta.pl i "GW"

- Poseł jest osobą publiczną i nie powinien się dziwić, że jego zachowanie, w tym jako byłego funkcjonariusza CBA, jest w zainteresowaniu mediów i społeczeństwa - powiedział rzecznik prokuratury, uzasadniając odmowę wszczęcia śledztwa przeciwko dziennikarzom Gazeta.pl i "Gazety Wyborczej". Wnioskował o to poseł Tomasz Kaczmarek po cyklu wywiadów, jakich udzielił nam były funkcjonariusz CBA.
Agent Tomek złożył w sumie pięć zawiadomień do Prokuratury Generalnej. Stołeczna prokuratura, która zajęła się nimi na jej zlecenie, pogrupowała zawiadomienia na trzy części. - Odmowa wszczęcia śledztw dotyczy dwóch z nich: rzekomego zniesławienia Tomasza Kaczmarka oraz próby doprowadzenia do postawienia mu zarzutów karnych poprzez publikację w mediach - poinformował prok. Dariusz Ślepokura, rzecznik stołecznej prokuratury okręgowej.

"Charakter prywatno-skargowy"

Jak wyjaśnił Ślepokura, w sprawie o zniesławienie prokurator uznał, że pomówienie "ma charakter prywatno-skargowy i brak jest interesu publicznego, który by uzasadniał objęcie ściganiem tego czynu z urzędu". - Pan Kaczmarek może wnieść prywatny akt oskarżenia - mówi prok. Ślepokura.

W przypadku doniesienia dotyczącego próby postawienia zarzutów Kaczmarkowi prokuratora odmówiła wszczęcia dochodzenia "wobec braku znamion czynu zabronionego". - Prokurator uznał, że poseł jest osobą publiczną i nie powinien się dziwić, że jego zachowanie, w tym jako byłego funkcjonariusza CBA, jest w zainteresowaniu mediów i społeczeństwa. Publikacje nie stanowią tworzenia fałszywych dowodów wskazujących na popełnienie przez posła Kaczmarka jakiegokolwiek przestępstwa - powiedział prok. Ślepokura

Kamiński wie, ale nie powie

Prokuratorzy badają trzy pozostałe zawiadomienia złożone przez Kaczmarka. Dotyczą one ujawniania tajemnicy państwowej przez agenta CBA, który rozmawiał z dziennikarzami Gazeta.pl i "Gazety Wyborczej". Kaczmarek w swoim piśmie do prokuratury przekonywał, że w sprawę zaangażowani byli dwaj byli pracownicy CBA. Jeden z nich miał być informatorem autorów wywiadu, a drugi autorem zdjęć.

Danych osobowych rozmówcy, który udzielił nam wywiadu, nie ujawniliśmy. Były szef CBA i wiceprezes PiS Mariusz Kamiński twierdzi, że wie, kim jest nasz informator. Próbuje go dezawuować. - Jest to osoba, która została dyscyplinarnie zwolniona z Centralnego Biura Antykorupcyjnego, ma sprawę w prokuraturze i leczy się psychiatrycznie - oświadczył Kamiński zaraz po publikacji. I opisał osobę, którą miał na myśli na tyle szczegółowo, że jest ona bardzo łatwo identyfikowalna przez kolegów z Biura, choć nie ma żadnych dowodów, że właśnie ten człowiek był naszym informatorem.

Nasz cykl ujawnił kulisy pracy agentów CBA

Gazeta.pl opublikowała w grudniu rzyczęściowy wywiad z byłym funkcjonariuszem CBA. Nasz rozmówca anonimowo odsłonił kulisy pracy w biurze pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego, obecnego wiceprezesa PiS. Opowiedział o bajońskich sumach wydawanych przez CBA na stworzenie legendy takich agentów i wyposażenie ich: Biuro ubierało ich od stóp do głów w markowe ubrania, gotówką płaciło 400 tys. zł za służbowe samochody.

Agenci (w tym obecny poseł PiS Tomasz Kaczmarek) niestety często okazywali się lekkomyślni - mimo że musieli działać pod przykryciem, nie mieli oporów przed wspólnym fotografowaniem się w mieszkaniach operacyjnych i rozprowadzaniem zdjęć między sobą za pomocą różnych nośników (co groziło i grozi ich zdemaskowaniem). Na dowód nasz rozmówca pokazał nam takie zdjęcia, których część opublikowaliśmy.

Opowiedział nam też szczegółowo, jak wyglądają szkolenia agentów pod przykryciem (posługujących się fałszywą tożsamością do prowadzenia tajnych operacji), zaopatrywanie ich w dokumenty, sprzęt i inne środki. CBA - jak usłyszeliśmy - hurtowo podrabiało wszelkie dokumenty, w tym legitymacje dziennikarskie, m.in. Radia Zet i PAP, i mogło bez trudu kopiować wszelkie informacje z komórek i laptopów, które zostawiają w depozycie goście CBA. Co więcej, jak powiedział nasz informator, w CBA decyzje Kamińskiego na temat rozpoczęcia nowej operacji i obrania celu prowokacji podejmowano w oparciu o względy polityczne - a nie interes państwa.

Zdecydowaliśmy się na publikację, gdyż niezwykle rzadko zdarza się, by osoba będąca tak blisko tajemnic służby specjalnej ujawniała je. Działania CBA w początkowym okresie istnienia budziły zaś tyle kontrowersji, że każda wiarygodna relacja o ich kulisach jest cenna i powinna być znana opinii publicznej. Pominęliśmy wątki, których nie byliśmy w stanie dostatecznie zweryfikować.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM