Dyscyplinarka za uzasadnienie wyroku? "Skandaliczne to były metody pracy CBA. Sędzia nazwał rzeczy po imieniu"

- Nie można mieć pretensji, że sędzia nazwał rzeczy po imieniu. Działania CBA były skandaliczne - mówi karnistka prof. Monika Płatek. Sędziego Tulei broni też Krajowa Rada Sądownictwa. - Uzasadnienie tego wyroku było potrzebne i pozytywne dla polskiej demokracji - dodaje wiceszef KRS.
O wszczęcie postępowania dyscyplinarnego przeciwko sędziemu Tulei wystąpili dziś i Mariusz Kamiński, obecnie wiceprezes PiS (szef CBA w czasie, gdy Biuro z rozmachem prowadziło akcję wymierzoną w doktora G.), i Zbigniew Ziobro, prezes Solidarnej Polski (minister sprawiedliwości i prokurator generalny za czasów rządów PiS). Obaj dowodzili, że sędzia Tuleya - uzasadniając wyrok w sprawie dr. G, podważył autorytet sądu, a jego wystąpienie było skandaliczne.

- Skandaliczne to były metody pracy CBA. Nie można mieć pretensji do sędziego, że nazwał rzeczy po imieniu - mówi prof. Monika Płatek, karnistka z UW. To jej odpowiedź na zapowiedzi Mariusza Kamińskiego i posłów Solidarnej Polski.

Prof. Monika Płatek: Dyscyplinowanie sędziego to działanie antypaństwowe"

- Niezrozumiałe jest dla mnie robienie jakichkolwiek uwag, że sędzia Tuleya wypowiada się we własnej sprawie. Sądy nie działają same dla siebie, tylko w imieniu Rzeczypospolitej i ich celem, zwłaszcza sądów karnych, jest informacja do społeczeństwa - mówi prof. Płatek. Dodaje, że bardzo ważna jest treść art. 53 paragraf 1 ustawy. "Sąd wymierza karę w celu kształtowania świadomości karnej społeczeństwa".

- Ludzie muszą rozumieć, co i dlaczego robią sądy. Jakiekolwiek dyscyplinowanie sędziego Tulei jest działaniem antypaństwowym, działaniem przeciwko tworzeniu kultury prawnej w społeczeństwie. Nie znam tego sędziego, nigdy w życiu go nie spotkałam, ale jestem pod dużym wrażeniem, bo wreszcie ktoś w Polsce uzasadnia wyrok w sposób, który jest zrozumiały. Sąd jest od oceniania działań służb, które prowadzą postępowanie, jeżeli te działania są niezgodne z prawem - tłumaczy.

Prof. Płatek dodaje też, że o ile posłowie Solidarnej Polski mogą się mylić, o tyle jeśli zarzuty zgłasza były szef CBA, jest to kolejny argument, że obsadzenie tej służby i jej sposób pracy były nieprawidłowe.

Sędzia Barbara Piwnik: Nie wyszedł ze swojej roli. Zrobił, co do niego należało

Sędziego Tulei nie krytykują również sędziowie Sądu Okręgowego w Warszawie. Zdaniem Barbary Piwnik, byłej minister sprawiedliwości, Tuleya nie wyszedł ze swej roli. - Sędzia wykonał obowiązek na nim spoczywający. Jeżeli mówi o pewnych metodach stalinowskich, to proszę zauważyć, że nie chodzi tylko o bicie. Wtedy łamano ludziom, charaktery i kręgosłupy moralny. Przemoc psychiczna była dalej idąca w skutkach - dodaje Piwnik.

Krajowa Rada Sądownictwa: Porównanie do stalinizmu za mocne? A jak CBA nazwało tę akcję?

O opinię w sprawie ewentualnego wniosku o postępowanie dyscyplinarne poprosiliśmy Krajową Radę Sądownictwa. Jej przewodniczący Jarema Sawiński podkreśla, że uzasadnienie wyroku jest po to, by wyjaśnić wszelkie przesłanki, jakie leżały u podstaw decyzji sędziego.

- Orzeczenie podlega nie tylko kontroli społecznej, ale również kontroli sądu odwoławczego, który musi poznać wszystkie przesłanki, jakimi kierował się sąd. Nie widzę niczego nadzwyczajnego w tym, że sędzia zawiadamia prokuraturę, jeśli uważa, że doszło do złamania prawa.

- Słowa o stalinizmie mogą być uznane za mocne, mogą się wydawać słowami na wyrost, ale przypominam, jakim kryptonimem nazwano tę sprawę w postępowaniu przygotowawczym z CBA ["Mengele" - red.]. Nie podejmuję się oceny, czy to porównanie było adekwatne czy nie, ale było potrzebne społecznie, bo wywiązała się dyskusja na temat uprawnień instytucji państwowych do dokonywania konkretnych czynności wobec konkretnych obywateli - mówi Sawiński.

Zdaniem wiceprzewodniczącego KRS każdy ma prawo do swojej oceny słów sędziego Tulei. - Ale skutek tych określeń jest bardzo pozytywny dla dyskusji i dla demokracji - podkreśla.

Wyrok w sprawie dr. G. i jego uzasadnienie

W piątek sąd skazał dr. Mirosława G., b. ordynatora kardiochirurgii stołecznego szpitala MSWiA, na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata i grzywnę za korupcję - przyjęcie ponad 17,5 tys. zł od pacjentów; uniewinnił go od 23 innych zarzutów, m.in. mobbingu wobec podwładnych. Za "wysoce absurdalny" uznał postawiony kardiochirurgowi zarzut rzekomej próby wykorzystania seksualnego kobiety w zamian za przyjęcie do szpitala kogoś z jej rodziny.

Zarazem sąd krytycznie ocenił metody działania CBA i prokuratury w sprawie kardiochirurga. - Nocne przesłuchania, zatrzymania, taktyka organów ścigania w sprawie dr. Mirosława G. może budzić przerażenie - mówił w ustnym uzasadnieniu sędzia Tuleya, dodając, że nie potrafi wytłumaczyć, czemu dr G. "został poddany takiemu atakowi i postawiono mu takie zarzuty bez należytego uzasadnienia".

- Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50., czasów największego stalinizmu - dodał sąd. Jak podkreślił, zatrzymania dr. G., jak i innych oskarżonych w całej sprawie należy uznać za niezasadne i gdyby te osoby wystąpiły do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie z tego tytułu, "to z pewnością sąd by im je zasądził".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM