Świadek A.G. (67 l.) - zabrana na przesłuchanie w noc po śmierci męża. Świadek L.K. (82 l.) - wozili go po mieście, aż stracił orientację [FRAGMENTY ZEZNAŃ]

Protokoły zeznań świadków ws. doktora Mirosława G. dają wyobrażenie, co miał na myśli sędzia Igor Tuleya, mówiąc o metodach CBA z czasów, kiedy Biurem kierował Mariusz Kamiński: ?Taktyka organów ścigania może budzić przerażenie; skojarzenia z przesłuchaniami w czasach stalinowskich?.
- To określenie dotyczyło sposobu prowadzenia przesłuchań. Przesłuchania odbywały się w godzinach nocnych, były wielogodzinne, i to musi budzić skojarzenia z konwejerami, czyli wielogodzinnymi przesłuchaniami, jakie były na porządku dziennym w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych - mówił w niedzielę w TVN24 sędzia Tuleya, który podtrzymał swoją wypowiedź z uzasadnienia wyroku ws. doktora Mirosława G. - Oczywiście, nie dochodziło do tortur fizycznych, ale konwejery polegały właśnie na takiej taktyce przesłuchiwania - dodał.

Sędzia przytoczył też opinię jednego ze świadków, który w czasie okupacji niemieckiej był więziony na alei Szucha [siedziba hitlerowskiego Gestapo - red.]. - Jemu pobyt w siedzibie CBA skojarzył się z działaniem zupełnie innych organów niż UB w latach czterdziestych, to jest w protokole - powiedział sędzia.

W trakcie czterech lat procesu doktora Mirosława G. zeznania świadków były częściowo jawne, każdy mógł przyjść na rozprawę i ich posłuchać - przypomniał dziś w TVN24 Jarosław Kuźniar, który odczytywał na antenie fragmenty zapisków. Sąd nie zezwolił na używanie sprzętu do nagrywania, ale można było notować. Tak zrobiła m.in. znajoma dziennikarka, której notatki cytował Kuźniar.

Świadek L.K., 82 l.: "Nie wiedziałem, czy ja jeszcze wrócę do domu"

"Świadek L.K., 82 lata. To "człowiek przedwojenny" - jak sam siebie nazwał, inżynier, akowiec, uczestnik Powstania Warszawskiego. Na salę sądową nie był w stanie wejść o własnych siłach. Wnosiła go wnuczka i straż sądowa. Nie pamięta, gdzie był przesłuchiwany, wozili go w różne miejsca, stracił orientację we własnym mieście. Agenci pokazywali mu nagrania w laptopie, ale on nic nie widział, bo ma uszkodzony po udarze nerw wzrokowy. Rozpłakał się w sądzie. Jak zeznał, w CBA grozili mu, że jak się nie przyzna, to zostanie zatrzymany na 48 godzin. "Straszyli mnie aresztem wydobywczym". Obiecali, że jak podpisze, że dał łapówkę, to go wypuszczą. "Nie wiedziałem, czy ja jeszcze wrócę do domu" - cytował protokół z zeznań świadka Kuźniar na antenie TVN24.

Świadek Iwona Sz. Agent CBA wszedł z nią do toalety

Kobieta została zabrana na przesłuchanie w ciągu dnia, przyjechali po nią do pracy. Funkcjonariusz, mężczyzna, w trakcie przesłuchania wszedł z nią nawet do toalety, stał pod drzwiami. Słyszała, jak funkcjonariusz krzyczy na kogoś, kto chciał odwołać zeznania. Straszyli ją, że pójdzie siedzieć. Przesłuchujący ją agenci mieli przy sobie wyeksponowaną broń. W CBA była przesłuchiwana od 10 do 15, później została przewieziona do prokuratury, tam identyczne przesłuchanie i identyczne pytania. Nie pozwolono jej zadzwonić do rodziny i powiedzieć, co się dzieje i gdzie jest.

Świadek E.M.: "Wracamy z ferii z dziećmi. Noc, las, za nami dwa auta. To wyglądało jak napad".

Kobieta wyjechała z mężem i dziećmi za granicę. Zadzwonił brat i powiedział, że byli jacyś funkcjonariusze. Poprosiła, żeby przekazał, że wraca z rodziną z ferii 13 lutego. Tuż po północy podjechali z mężem i dziećmi pod dom. "Wracałam z ferii z dziećmi. Mieszkamy w domku pod lasem. Otworzyłam bramę, wjechałam, a zaraz za mną dwa auta. To wyglądało jak napad. Mąż powiedział, że nie wysiadamy. Zadzwonił po policję, ja do ochrony. Od mojej strony podszedł mężczyzna i rzucił: "Jak nie wysiądziesz, to cię wyciągnę przez okno". Przyjechała policja i kazali mi jechać, bo to CBA. W nocy przewozili mnie w dwa, trzy miejsca. Chciałam adwokata. To kazali mi się rozebrać i zamknęli w areszcie do rana".

Świadek Ewa K.: zabrana na przesłuchanie o godz. 23, zwolniona o 2.20 nad ranem

Zabrana na przesłuchanie o 23. Zaczęło się po północy. W trakcie przesłuchania kilka razy pytano ją o kontakty fizyczne z panem G., czy one były? Czy się przytulał? Czuła się upokorzona, bo mimo zaprzeczeń pytanie ponawiano. Mówiła przed sądem, że się bała. Przesłuchanie zakończono o 2.20 nad ranem.

Świadek K., żona pacjenta: CBA przyszło w nocy

Funkcjonariusze przyszli w nocy, kazali jej się ubierać i iść na przesłuchanie. W domu był schorowany mąż i czteroletni wnuczek. Ugięły się pod nią nogi, nie była wstanie iść, wzięli ją pod ręce, spadły jej kapcie, ale nikt się nie zatrzymał. Ciągnęła bosymi stopami po podłodze. Przerażeni sąsiedzi wyszli na klatkę schodową.

Świadek Joanna G., 67 l., szantażowana, że chory mąż zostanie sam w szpitalu

Zeznania Joanny G. (66 lat, technik ekonomista), której zeznania cytowała "Gazeta Wyborcza", opowiadała w sądzie jak 10 lutego 2007 roku została zabrana z domu na przesłuchanie (dwa dni przed zatrzymaniem dr. G.). "Powiedzieli, żebym się przyznała, że daliśmy łapówkę. » Inni się przyznali, musi się pani przyznać, bo jak nie, to zostanie pani zatrzymana «" - cytowała agentów w sądzie Joanna G. Kobietę zatrzymano o godz. 17, przesłuchanie CBA zaczęło o godz. 22.54. Potem było jeszcze jedno - zakończone o 2 w nocy w prokuraturze. "Zrobiono ze mnie przestępcę, czułam się osaczona".

W dniu konferencji szefa CBA Mariusza Kamińskiego 14 lutego 2007 r. na oddziale kardiochirurgii zmarł mąż Joanny G. Trzech agentów CBA przyjechało po nią kilka dni wcześniej, gdy Wiesław G. jeszcze żył i leżał na OIOM-ie.



DOSTĘP PREMIUM