Lis chce walczyć z fotoradarami. "Szczyt głupoty. A w wykonaniu dziennikarza - to karygodne"

Tomasz Lis "wzywa do narodowej akcji walki z fotoradarami". - Szczyt głupoty - komentuje Jacek Balkan, dziennikarz motoryzacyjny Radia TOK FM. I dodaje: - Czy przepisy, które chciałby zaproponować w zamian, miałyby obowiązywać tylko w Konstancinie? Tylko tych, co jeżdżą Audi Q7? Czy mają obowiązywać tylko Tomasza Lisa?
"Może czas, by kierowcy - internauci rozpoczęli masową akcję - narodowy program walki z fotoradarami" - proponuje Tomasz Lis, redaktor naczelny "Newsweeka". Swój pomysł ustawia w kontrze do Narodowego Programu Poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, w którego założeniach znalazło się m.in. zwiększenie liczby fotoradarów na polskich drogach.

- Czy Tomasz Lis próbuje zachęcić ludzi do tego, żeby strzelali kulkami do paintballa do tych fotoradarów? Podejrzewam, że to o coś takiego chodzi - komentuje Jacek Balkan, dziennikarz motoryzacyjny TOK FM. - Nie odniosłem wrażenia, że Lisowi chodzi o to, żeby ludzie w ramach protestu - do czego ja bym chętnie namawiał - jeździli zgodnie z przepisami i ostrożnie. A tak można protestować - to jest słuszne wyjście.

Dokładnie o to - żartem - zaapelowała dziś do użytkowników Facebooka Monika Olejnik:



Z kolei Tomasz Lis promując swój komentarz na Twitterze opisał swoje oczekiwania w stosunku do państwa i prawa tak:



Dla kogo te przepisy?

- Zastanawiam się, czy te przepisy, które pan Tomasz Lis chciałby zaproponować w zamian fotoradarów, czy one miałyby obowiązywać tylko w Konstancinie-Jeziornej [podwarszawska miejscowość, gdzie mieszka Lis - red.]? Czy miałyby obowiązywać tylko tych, co jeżdżą Audi Q7? Czy mają obowiązywać tylko Tomasza Lisa? - kontynuuje Balkan. - Namawianie do walki z czymś, co zobowiązuje nas do jazdy zgodnie z przepisami, to jest szczyt głupoty. A w wykonaniu dziennikarza - to karygodne.

- Fotoradary to nie są pułapki zastawiane na kierowców, którzy jeżdżą tak jak trzeba. To są pułapki na tych, którzy najczęściej znacznie przekraczają prędkość - zauważa dziennikarz. - Nie chcemy widzieć takich osób na polskich drogach, nie chcemy widzieć piratów, nie chcemy widzieć osób, które szaleją i jeżdżą dużo szybciej niż cała kolumna pojazdów. To oczywiste, że nie chcemy, a jednocześnie coś nas w środku kłuje, żeby przeciwko czemuś takiemu protestować. Nie rozumiem tego kompletnie, nie rozumiem takiego podejścia.

- Przeciwko czemu protestować? Trzeba jeździć zgodnie z przepisami. Te fotoradary są oznaczone i ustawione najczęściej tam, gdzie w przeszłości dochodziło do wypadków. Wystarczy się rozejrzeć dookoła miejsc, gdzie te fotoradary są ustawiane: są krzyże? Są. Są znicze? Tak, jeszcze czasem palą się znicze. To oznacza, że doszło tam do wypadku. Śmiertelnego. A skoro tak, to jedynym sposobem, żeby zapobiec kolejnym, jest ograniczenie prędkości. To jest banalne. Nie wiem, z czym tu walczyć? Z czymś, co pozwoli nam przeżyć? - uważa Jacek Balkan.

"Skandaliczne założenie"



- Polskie drogi nie są doskonałe - przyznaje dziennikarz TOK FM. - Ale przez ostatnich kilka lat naprawdę poprawiła się sieć dróg, poprawił się komfort podróżowania. Może jeszcze nie jest tak fajnie, nie jest tak szybko, jak byśmy chcieli, ale można już dużo szybciej przejechać z miasta do miasta. Ta sieć jest oznakowana, może nie w sposób doskonały, ale bardzo rzadko zauważam miejsca, w których widać, że ktoś nie pomyślał, czy że jest bałagan. A robię rocznie ponad 100 tys. kilometrów po polskich drogach. Oznakowanie w Polsce może nie jest dla każdego logiczne, ale wbrew pozorom - ono jest sensowne.

- Skandalem i hańbą jednak jest co innego: założenie rządu, że w tym roku wpłacimy do kasy państwa "tyle i tyle" tytułem mandatów. To jest coś okropnego - podkreśla Balkan. - Same fotoradary i próba zrobienia czegoś, żeby na drogach było bardziej bezpiecznie - to jest OK. Natomiast zakładanie, że statystycznie co któryś z nas straci prawo jazdy, że co któryś z nas zapłaci - to jest chore, to jest głupie.

- Władza ma prawo używać kija czy kagańca w postaci fotoradarów, ale nie można zakładać, że my wszyscy jesteśmy głupi, tego władza robić nie powinna. Moim zdaniem to był strzał w kolano. Ujawnianie takich informacji, zakładanie, że jesteśmy tak beznadziejni, że wszyscy co dwa-trzy miesiące będziemy regularnie zostawiać 200-300 zł tytułem mandatów - to jest skandal - twierdzi dziennikarz. Podsumowuje jednak, że "rozsądek podpowiada, że zwiększenie liczby fotoradarów to jedyne wyjście, aby lepiej wyegzekwować, żebyśmy poruszali się po drogach zgodnie z przepisami".

DOSTĘP PREMIUM