Żulczyk: Dużo, naprawdę dużo ludzi w Polsce pali marihuanę. Ale używki nie są dla wszystkich

- Mnie trawa nigdy nie zrobiła jakiejś szczególnej krzywdy, ale nieskromnie uważam się za człowieka od dawna świadomego. A używki są właśnie dla ludzi dorosłych nie tylko metrykalnie, ale i mentalnie - mówi Jakub Żulczyk. Pisarz i dziennikarz w rozmowie z Gazeta.pl wyjaśnia, dlaczego Polska przed rozmową o legalizacji marihuany powinna przeprowadzić rzeczową dyskusję o jej skutkach. - Marihuana potrafi działać dobrze, pobudzająco... Ale potrafi też wzmagać stany depresyjne, psychotyczne - tłumaczy.
"Wprost" i "Newsweek" opublikowały wczoraj wywiady z pisarką Anną Fryczkowską, której 16-letni syn w Wigilię odebrał sobie życie. Cierpiący na depresję nastolatek miał się powiesić pod wpływem marihuany, którą podobno w ostatnich miesiącach palił codziennie. Za wyznaniami matki poszły komentarze polityków i różnego rodzaju medialnych ekspertów, którzy wypowiadali się o potencjalnej legalizacji marihuany wyłącznie kategorycznie - opowiadając się albo za legalizacją, albo przeciw.

Odpór komentatorom postanowił dać na Facebooku Jakub Żulczyk:

"Słuchałem właśnie na TVN24 Szczuki, która radośnie twierdzi, że marihuana jest fajna, spoko i nie uzależnia, i posła Piechy z PiS, który twierdził, że wsysa jak crack. To jest dyskusja na poziomie lat 40. w USA i filmu "Reefer Madness", rozmowa krzesła z garnkiem. Mam dosyć poważny przebieg, jeśli chodzi o palenie jointów, obecnie robię to dość rzadko, ale miewałem w swoim życiu okresy permanentnego nastukania. Śmiem twierdzić, że wiem, o co chodzi.

Demonizowanie THC i spychanie wszystkich narkotyków do jednego wora, penalizowanie posiadania najmniejszej ilości, byle chwastu, śmieszny mnie na bardzo smutno. Z drugiej strony, nikt mi nie powie, że trawa jest lżejsza od coca-coli, że nie bywa ciężkim depresantem, i że nie można się w nią poważnie wpierdzielić. Znam ludzi, o których mogę powiedzieć z ręką na sercu, że są uzależnieni od jarania.

Oczywiście, nie jest to żaden argument za idiotycznym prawem, które jest w Polsce, prawem, które robi kryminalistę ze mnie i większości ludzi, których w życiu poznałem; i oczywiście, że z której strony nie spojrzeć, alkohol jest dużo twardszym dragiem od kopru. Nie sprzedawajmy jednak dookoła bajki o kompletnej nieszkodliwości jointów. A przede wszystkim, co najważniejsze - wszystkie używki, trawa również, są dla ludzi dorosłych. Przede wszystkim dorosłych mentalnie
".

Anna Pawłowska, Gazeta.pl: Dlaczego postanowiłeś przyłączyć się do medialnej dyskusji o paleniu marihuany?

Jakub Żulczyk: - Prawie nikt nie mówi w Polsce o zażywaniu nielegalnych substancji z jakąkolwiek próbą dotknięcia ambiwalencji zjawiska. To wcale nie jest tak czarno-białe, jak w pamiętnym haśle "zażywasz-przegrywasz". Debata publiczna, o ile tak w ogóle można nazwać ten ciosany łopatą dyskurs, rozdziela się na dwa przekrzykujące się obozy - jeden mówi: "Chrońmy nasze dzieci przed tym potwornym złem", drugi odpowiada: "Ale przecież ja czasami przypalam, i wszystko mi się w życiu zgadza".

Podejrzewam, że ci ludzie nawet nie mówią o tych samych narkotykach. Tak jak napisałem na FB, to jest rozmowa ślepego z głuchym. I stąd, tak naprawdę, ta decyzja. To był impuls. W ogóle mam tendencję do dosyć impulsywnego używania Facebooka, gdy coś lekko podnosi mi temperaturę.

Sam jesteś dziennikarzem i wiesz, jak działają media. Najlepiej sprzedają się skrajne wypowiedzi.

- Rozmawiamy o kwestii, która ma bezpośredni wpływ na życie, zdrowie i status prawny naprawdę wielu osób, z których ludzie uzależnieni od twardych narkotyków, kwalifikujący się do programów odwykowych, to stosunkowo bardzo niewielki procent. Nie możemy przykładać do tego kwestii "sprzedawalności", tego, czy temat żre. W mediach albo bazujemy na mitach - takich jak te lansowane wczoraj w telewizji przez posła Piechę, który wykazywał się popisową indolencją w temacie nielegalnych substancji, ustawiając je praktycznie w tym samym szeregu, jeśli chodzi o ich zły wpływ - albo dopuszczamy do głosu ludzi, którzy powtarzają, że np. z paleniem trawy jest wszystko fajnie.

To też nie jest do końca prawda. Z reguły taki głos zabierają dorośli, inteligentni, ukształtowani ludzie o dobrej kondycji psychicznej i sytuacji osobisto-materialnej, którym narkotyki raczej nie wyświetlają w głowach kiepskich filmów, a nawet jeśli - to oni dosyć szybko i sprawnie sobie z nimi radzą. Z mającym depresyjne skłonności nastolatkiem sprawa może wyglądać jednak trochę inaczej. A cała ta bezsensowna rozmowa toczy się na bardzo nieprzyjemnym tle - z jednej strony posiadanie narkotyków jest totalnie spenalizowane, co fatalnie wpływa na działanie państwa, zatyka przewód sądowy i czyni kryminalistami wielu niewinnych ludzi. Z drugiej, wiedza na ich temat w społeczeństwie jest zerowa. Ludziom można wmówić wszystko.

Może w takim razie dobrze, że media poruszają ten temat

- Parafrazując psychologa uzależnień, z którym bodajże wczoraj był u was wywiad - używka to nie jest pendrive czy karta SIM. Na żadnej używce nie ma zapisanych informacji, typu "Bądź szczęśliwy", "Wszystko jest pięknie, umiesz latać" albo "Popełnij samobójstwo". Używki są tylko wzmacniaczem naszych kondycji psychicznych, wywalają na wierzch, pokazują wyraźniej to, co już w sobie mamy. Reakcja na narkotyki jest nie tylko reakcją fizjologiczną, ale i osobowościową.

I to trzeba powiedzieć, podobnie jak trzeba mówić o niebezpieczeństwach związanych z narkotykami. Ale to powinna być merytoryczna debata. Tu powinni odzywać się tacy ludzie, jak ten psycholog uzależnień - nie Kora i Szczuka z jednej, a Terlikowski z Piechą z drugiej.

Myślisz, że merytoryczna debata na tak kontrowersyjny i budzący emocje temat jest w ogóle możliwa?

- To zależy od nas, dziennikarzy. To my tworzymy media. To my wpływamy na ów mityczny "kontent". Dlaczego miałoby to być niemożliwe? Szczególnie że - jestem przekonany - akurat, jeśli chodzi o wiedzę na temat palenia marihuany, to wśród dziennikarzy nie jest z nią tak źle.

Sam jesteś dziennikarzem i praktykiem, który - jak napisałeś - ma duże doświadczenie z paleniem marihuany. Zabrałbyś głos w takiej debacie?

- Czuję, że już się wypowiedziałem. Mnie nigdy trawa nie zrobiła jakiejś szczególnej krzywdy, ale nieskromnie uważam się za człowieka od dawna świadomego. A używki są właśnie dla ludzi świadomych, dorosłych nie tylko metrykalnie, ale i mentalnie. Również marihuana i haszysz. To nie jest używka, której trzeba się jakoś szczególnie bać. To fakt, że dużo twardszym narkotykiem jest alkohol.

Zadajmy sobie pytanie, ile samobójstw jest popełnianych pod wpływem psychozy alkoholowej, z tego co wiem, najsilniejszego stanu lękowego znanego psychiatrii. Pezet zarapował kiedyś: "Nie ma cienkiej linii między gandzią a krakiem, jeśli jest/to między piwem a denaturatem też". Miejmy to w pamięci, naprawdę.

Uważasz więc, że szkodliwość marihuany jest znikoma?

- Aż tak znikoma wcale nie jest. Marihuana potrafi działać dobrze, pobudzająco, wspomagać kreatywność, zwiększać wrażenia sensualne. Może działać uspokajająco. Wierzę w jej zastosowania medyczne, na przykład w uśmierzaniu bólu przy stwardnieniu rozsianym. Ale wiem też, że potrafi działać źle. Potrafi wzmagać stany depresyjne, stany psychotyczne. Potrafi zamulić, pozbawić witalności, potwornie rozkojarzyć, mówiąc wprost - ogłupić.

Jak już mówiłem, to jest kwestia osobowościowa. Potrafi uzależniać, a na pewno stać się niezdrowym nawykiem. To na pewno nie jest lek na całe zło. Ale tak jak mówiłem, na tle innych legalnych i nielegalnych dragów jest to naprawdę względnie niegroźna zabawa. Zresztą nawet paracetamol ma swoje efekty uboczne, tylko w przypadku paracetamolu one są wypisane na dołączonej ulotce.

Czyli daleko ci do stanowiska radykalnych zwolenników hasła "sadzić, palić, zalegalizować", którzy nie widzą żadnych negatywnych skutków palenia marihuany?

- Jeśli chcesz znać moje stanowisko, to jestem zwolennikiem tzw. wariantu czeskiego. Jeśli chodzi o legalizację, musiałbym się zastanowić. Na pewno nie jestem jej skrajnym przeciwnikiem. Gorącym orędownikiem - też nie.

Nad czym się zastanawiasz? Mówisz, że wszystko jest dla ludzi, więc skąd wątpliwości?

- To nie jest tak, że widzę jakieś minusy. Po prostu nie wiem, czy teraz rozmowa powinna dotyczyć legalizacji. To zbyt odległy temat. Nasze społeczeństwo jest zupełnie na to nieprzygotowane. Legalizacja jest teraz kompletnie nierealna. A rozmawiając o niej, odsuwamy sprawę, która jest bardziej realna i niezbędna, czyli depenalizację posiadania. Moim zdaniem właśnie to jest konieczne, bo obecne prawo kryminalizuje bardzo dużą część społeczeństwa.

Dużo, naprawdę dużo ludzi pali marihuanę. Żyją, normalnie funkcjonują w społeczeństwie, nie popełniają samobójstw. Nikogo nie krzywdzą. Są dorośli.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM