Gargas o filmie NG: Producentem jest firma, która ma kontrakty z Rosją. Krzymowski: To film klasy C

- W tym filmie kłamstwo goni kłamstwo. Producentem jest firma, która zawarła z Rosją szereg kontraktów, które pozwoliły jej zwiększyć obroty o 300 procent w 2010 roku. Moim zdaniem ten film z założenia nie miał być filmem obiektywnym - mówiła w TVP 1 Anita Gargas, oceniając film National Geographic "Śmierć prezydenta". Michał Krzymowski, autor książki "Smoleńsk. Zapis śmierci" także przyznał: To film klasy C. Na poziomie pierwszego wrażenia to było śmieszne.
Anita Gargas, autorka filmu "Anatomia upadku", zaznaczyła, że jej zdaniem film National Geographic został stworzony wyłącznie na podstawie raportu rosyjskiego MAK i nie odpowiada na szereg pytań. - W tej chwili najważniejszą hipotezą, która powinna być brana pod uwagę, jest hipoteza o wybuchach, do których doszło na pokładzie tupolewa. Wybuchach zlokalizowanych jeszcze przed drogą, za którą samolot runął w ziemię, które doprowadziły do rozpadu samolotu - tłumaczyła w programie "Polityka przy kawie" w TVP 1 prawicowa reżyserka i dziennikarka.

Zdaniem Gargas film jest nieobiektywny z powodu powiązań producenta z Rosją. - Przecież jego producentem jest firma, co jest już powszechnie znane, która zawarła z Rosją szereg kontraktów, szereg umów, które pozwoliły jej zwiększyć obroty o 300 procent w 2010 roku. Moim zdaniem jest to przesłanka do tego, żeby twierdzić, iż ten film z założenia nie miał być filmem obiektywnym. I chyba pierwszy raz zdarza się, żeby powstawał film, który przedstawia fakty, zanim śledztwo ws. katastrofy się skończyło - powiedziała Gargas.

Krzymowski: Film NG śmieszny, a Gargas - jednostronny

Film "Śmierć prezydenta" skrytykował także obecny w studiu TVP 1 Michał Krzymowski, autor książki "Smoleńsk. Zapis śmierci". - Ten film, jego poziom i sposób realizacji, przypomina trochę film klasy nawet nie B, tylko C. A co do faktów - myślę, że zrobiono go bez zachowania realiów. Sytuacja, w której pokazuje się wieżę w Smoleńsku jako dobrze zorganizowane centrum dowodzenia i sprowadzania samolotów, a ludzie z MAK przypominają raczej agentów z "Archiwum X"... Na poziomie pierwszego wrażenia to było śmieszne - przyznał.

Krzymowski zaznaczył jednak, że zastrzeżenia ma również do filmu Anity Gargas. - Absolutnie się nie zgadzam [z tezą o wybuchu - red.]. Uważam, że film pani Gargas był jednostronny. Głównym wehikułem w tym filmie jest teza o wybuchach, a jest przecież też wiele faktów, które przemawiają przeciwko temu - chociażby to, że ludziom nie popękały bębenki, to, że nie było nadtopień w środku samolotu, że nie popękały szyby.... Poszlaki, że były wybuchy, są bardzo nikłe w tej chwili - zaznaczył dziennikarz.

Bez spekulacji i hipotez, czyli zmanipulowany?

Film "Śmierć prezydenta" to próba rekonstrukcji przyczyn katastrofy na podstawie polskiego i rosyjskiego raportu. Wiele momentów pominięto. Nie znajdziemy tam spekulacji spod znaku Antoniego Macierewicza (choć kilkakrotnie wspomina się o narastających teoriach spiskowych otaczających katastrofę). Nie ma sporów między prokuratorami Polski i Rosji. Nie są wspomniane też żadne hipotezy dziennikarskie (na przykład ta o rzekomej kłótni gen. Błasika z pilotem na płycie lotniska na Okęciu). Więcej o filmie >>

Wczoraj odbyła się telewizyjna premiera filmu "Śmierć prezydenta", który jest jednym z odcinków serii "Katastrofa w przestworzach". Już po pokazach prasowych w prawicowych mediach pojawiły się głosy, że film jest "zmanipulowany" i "zrobiony tak, jakby redaktorem naczelnym NG był sam rzecznik rządu Paweł Graś". Wczorajsza projekcja tylko utwierdziła prawicowych dziennikarzy w tym przekonaniu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM