"Pierwszy więzień polityczny III RP". Dlaczego "Staruch" nadal siedzi?

Piotr S., pseudonim "Staruch", od ośmiu miesięcy siedzi w więzieniu oskarżony o handel narkotykami. Dowodów na popełnienie przestępstwa brak, wszystko opiera się na niejasnych zeznaniach świadka koronnego - pisze dzisiejszy "Newsweek".
"Staruch" siedzi nie dlatego, że coś na niego jest. Siedzi, bo tak spodobało się dwóm prokuratorom. Dowody są szyte grubymi nićmi - tak dzisiejszy "Newsweek" podsumowuje trwające od kilku miesięcy śledztwo przeciwko nieformalnemu przywódcy kibiców warszawskiej Legii. Piotr S. oskarżony jest o handel narkotykami. Po kilku miesiącach prokuratura wycofała natomiast zarzut udziału w gangu.

Świadkowi koronnemu wraca pamięć

Jesienią 2011 roku prokuratura przesłuchiwała świadka koronnego Marka H., pseudonim "Hanior". Zeznawał w sprawie gangu "Szkatuły" zajmującego się m.in. handlem narkotykami, w co mieli być zaangażowani chuligani z Łazienkowskiej, a przede wszystkim grupa tzw. Teddy Boys, do której należał "Hanior". Świadek koronny twierdził, że w 2010 roku sprzedał Piotrowi S. kilogram amfetaminy. Później miało dojść do jeszcze jednej transakcji, ale nie dogadali się w kwestii ceny.

Informacje na temat interesów ze "Staruchem" są jednymi z najbardziej szczegółowych w zeznaniach "Haniora". W większości przypadków wymieniał tylko dziesiątki nazwisk, miejsc i pseudonimów. Świadek jednak kilka razy zmieniał zdanie co do kluczowych faktów. Nie był na przykład przekonany, czy Piotr S. należał do grupy Teddy Boys. W 2011 roku twierdził, że nie należał do bojówki. Rok później przypomniał sobie: - On był aktywny w grupie Teddy Boys, był ze mną kilkakrotnie na ustawkach, bił się z kibolami z innych klubów. Nie pamiętał też, kto skontaktował go ze "Staruchem" w sprawie sprzedaży amfetaminy. Początkowo twierdził, że był to Marcin S. "Norweg", później wskazywał na Damiana K., kolegę z więzienia.

Mnóstwo niejasności, dowodów brak

Publikacja "Newsweeka" nt. kulis śledztwa wymienia liczne błędy prokuratury. Podstawowym jest opieranie się wyłącznie na zeznaniach świadka koronnego, bez próby konfrontowania go z innymi osobami czy weryfikowania faktów. Wątpliwości budzi na przykład wskazane przez "Haniora" miejsce handlu amfetaminą. Jego zdaniem do przekazania narkotyków miało dojść na stacji BP - świetnie monitorowanej, położonej w ruchliwym miejscu i często patrolowanej przez policję. Wg tygodnika trudno uwierzyć, że ktoś wybrałby ją do przeprowadzania nielegalnych transakcji.

Co więcej, przekazaniem amfetaminy miał - według świadka koronnego - zająć się Rafał Sz., "Hrabia". Nie wiadomo jednak, czy w ogóle był w tamtym czasie w Polsce. Jego ciotka twierdzi, że już wcześniej wyjechał za granicę. Nie ma jej jednak na liście świadków, a sam "Hrabia" nie jest ścigany międzynarodowym listem gończym - nikt go nie szuka.

W sprawie "Starucha" brak też twardych dowodów. W jego mieszkaniu, samochodzie ani na ubraniach prokuratura nie znalazła śladów narkotyków. Przeszukanie komputera także nie naprowadziło na żaden ślad.

Cały tekst w dzisiejszym "Newsweeku"

DOSTĘP PREMIUM