Holenderski dziennikarz: "Kościół troszczy się bardziej o własny wizerunek niż o los ofiar"

Problem Kościoła nie polega na tym, że bywają przestępcy seksualni w jego szeregach, bo tacy zdarzają się w różnych instytucjach. Problem w tym, że Kościół troszczy się bardziej o własny wizerunek niż o los ofiar - pisze Ekke Overbeek, autor książki o pedofilii w polskim Kościele. To jego odpowiedź na krytykę książki ze strony Episkopatu.
Książka "Lękajcie się. Ofiary pedofilii w polskim Kościele mówią" została opublikowana w Polsce przed kilkoma dniami. Holenderski dziennikarz przeprowadził rozmowy z ludźmi, którzy byli molestowani przez osoby duchowne - to opowieści bardzo intymne, niekiedy skrywane latami. CZYTAJ FRAGMENTY>>

Do Episkopatu wysłaliśmy sześć pytań o to, jak Kościół w Polsce radzi sobie z problemem pedofilii. W odpowiedzi dostaliśmy oficjalne oświadczenie, w którym Episkopat odnosi się do książki i samego autora. "Opinie, jakoby w Polsce - w tym w Kościele w Polsce - nie było problemu pedofilii, tworzy w książce sam autor - podkreśla rzecznik Episkopatu". Zdaniem Episkopatu "autor książki próbuje pokazać także inne zjawisko, pytając: Gdzie media?, sugeruje, że w Polsce środki przekazu podtrzymują swego rodzaju zmowę milczenia wobec tematu pedofilii". - Taka opinia zdumiała nawet świeckie media w Polsce - zauważa rzecznik w oświadczeniu. Kościół pisze również, że autor książki "Lękajcie się" od 2011 r. nie kontaktował się z rzecznikiem, choć Konferencja Episkopatu Polski zabierała głos w tej kwestii, zwłaszcza w marcu 2012 r., kiedy ksiądz rzecznik mówił, że w Kościele jest "zero tolerancji dla pedofilii, pełna ochrona dla ofiar i ich najbliższych". W oświadczeniu rzecznik ubolewa też, że autor książki nie wspomniał o tym, że Kościół próbuje się z problemem mierzyć. 

Według opinii rzecznika Episkopatu w książce "Lękajcie się" dość łatwo odnaleźć techniki zastosowanej manipulacji, m.in. pomijanie faktów, symulowanie obiektywizmu i neutralności, manipulację emocjami. - Każdy student dziennikarstwa po przeczytaniu książki dość szybko znajdzie fragmenty posługujące się tymi metodami, a wprowadzające w błąd czytelnika - czytamy. Pełna treść listu rzecznika Episkopatu>>.

"W żaden sposób episkopat nie odnosi się do argumentacji"

Dziś Ekke Overbeek przysłał do naszej redakcji swoją odpowiedź na zarzuty Episkopatu:

"Reakcję episkopatu na moją książkę można streścić następująco: 1 Ani słowa empatii dla ofiar. 2 Ani jednego kontrargumentu. 3 Oskarżenie, że działam w złej wierze.

1. Episkopat nie odnosi się w żaden sposób do najważniejszej części książki: świadectwa dwunastu osób, które opowiadają, jak w dzieciństwie były seksualnie wykorzystywane przez księży, jak zostały potraktowane przez Kościół i jak to zaważyło na ich życiu. Ta reakcja - albo raczej ten brak reakcji - jest symptomatyczna. Problem Kościoła nie polega na tym, że bywają przestępcy seksualni w jego szeregach, bo tacy zdarzają się w różnych instytucjach. Problem w tym, że Kościół troszczy się bardziej o własny wizerunek niż o los ofiar. Rezultatem tego jest tolerowanie w stanie kapłańskim ludzi, którzy nie powinni nosić sutanny.

2. W żaden sposób episkopat nie odnosi się do argumentacji na której książka się opiera. Nie wiem, czego uczą się studenci dziennikarstwa w Polsce na temat "technik manipulacji", za to wiem, czego mnie uczono jako studenta filozofii w Holandii: na argumenty odpowiada się argumentami. W uczciwej debacie należy unikać pseudoargumentów (angielski: fallacy), na przykład tak zwanego argumentu ad hominem: dyskwalifikującego rozmówcę przez przypisanie mu cech, które mają się nijak do dyskusji. Najprostszym wariantem jest oskarżenie o to, że działa on w złej wierze. Tak właśnie robi episkopat.

3. Zamiast przedstawić argumenty, insynuuje, że działam na czyjeś zlecenie, stosuję "techniki manipulacji" i cenzuruję źródła. W czwartek ksiądz rzecznik wypytywał mnie drogą SMS-ową kim jestem i na czyje zlecenie działam, nie wspominając przy tym, że przygotowuje oświadczenie w sprawie książki. Głównym jego zmartwieniem zdawało się być pytanie, na czyje zlecenie powstał film o pedofilii w polskim Kościele, który nakręciłem z holenderską dziennikarką i operatorem i który był "początkiem" książki. Zapewniam, że nikt mi nie zlecał zrobienia tego materiału, chyba że uznamy sumienie za zleceniodawcę. Każda telewizja w Polsce, która wyrazi chęć, może nasz film wyświetlić. Link na trailer można znaleźć na stronie facebookowej książki.

Bardzo chciałbym, aby rozmowa toczyła się bez teorii spiskowych w tle. Kościół nie jest oblężoną twierdzą, tylko instytucją, która, jak każda inna w społeczeństwie demokratycznym, podlega ocenie. Molestowanie seksualne w Kościele jest tematem zbyt ważnym, by go zostawić na wyłączność mediom antyklerykalnym. Szkoda, że zamiast zajmować się pytaniem, co można robić, aby pomóc ofiarom i zapobiec dalszym nieszczęściom, episkopat kieruje cały swój wysiłek na udowodnienie, że moja książka powstała by szkodzić Kościołowi.

a. Według episkopatu stawiam tezę, jakoby Kościół zaprzeczył istnieniu problemu pedofilii we własnych szeregach. Jest to zadziwiające, skoro cytuję na początku książki samego księdza rzecznika, który powtarzał wielokrotnie w rozmowie przed kamerą, że w Polsce jest znane "kilka przypadków". Nie chciał precyzować, co znaczy "kilka" i zapewniał, że problem w polskim Kościele jest dużo mniejszy niż gdzie indziej i że Kościół nie może zbadać skali tego zjawiska. W pierwszej części książki próbuję więc sprecyzować, co to "kilka" może oznaczać.

b. Ksiądz rzecznik twierdzi, że zgłosili się do niego holenderscy dziennikarze, "którzy chcieli zrobić reportaż, prezentujący Kościół w Polsce". To nie jest prawda. Temat rozmowy był jasno określony: molestowanie seksualne w polskim Kościele.

c. Ksiądz rzecznik twierdzi że występowałem tam jako "tłumacz". Nie przedstawiłem się jako "tłumacz" ani nie zostałem mu przedstawiony jako "tłumacz". Byłem w naszej ekipie jedyną osobą mówiącą po polsku. Zresztą, nawet gdybym faktycznie był "tylko" tłumaczem, nie bardzo rozumiem, w jaki sposób to zmienia ocenę treści książki.

d. Episkopat zarzuca mi, że nie kontaktowałem się w 2012 roku. Rozmawialiśmy z księdzem rzecznikiem pod koniec listopada 2011. Odpowiedział wtedy na nasze pytania. Nie kontaktowałem się potem, bo uznałem, że najważniejsze jest odnaleźć więcej ofiar i wysłuchać tego, co one mają do powiedzenia. W maju i czerwcu 2012 napisałem książkę. Kilka osób recenzowało ją podczas wakacji, po czym czekała przez pół roku na swoją kolej w wydawnictwie.

e. Episkopat zarzuca mi, że pomijam fakt, iż polscy biskupi w zeszłym roku zajmowali się tematem molestowania seksualnego. Jest to nieprawda. Wspominam o tym, że polscy biskupi się tym zajęli. Nie uczynili tego jednak z własnej inicjatywy, tylko dlatego, że Watykan się tego domagał. To, co uderzyło mnie w oświadczeniach, które pojawiały się w tym kontekście, to nie stwierdzenia typu "Zero tolerancji dla pedofilii, pełna ochrona dla ofiar i ich najbliższych" (trudno sobie wyobrazić inne stanowisko), tylko że episkopat z całą siłą wykluczył jakąkolwiek odpowiedzialność materialną za przestępstwa dokonane przez księży.

f. Według episkopatu zaprzeczam samemu sobie, zarzucając polskim mediom "swego rodzaju zmowę milczenia wobec tematu pedofilii", a równocześnie obszernie z nich cytując. Nie ma tu żadnej sprzeczności. Cytuję obszernie tak zwane "prawicowe" media, aby pokazać, w jakich momentach przyjmują służalczą postawę wobec Kościoła. Cytuję również tak zwane "liberalne" media, które wprawdzie boją się, że ktoś im zarzuca antyklerykalność, ale piszą o molestowaniu seksualnym w Kościele. Ich nadostrożność przejawia się w tym, że rzadko albo wcale stawiają kluczowe pytania (Na przykład: "Jaka była i jest odpowiedzialność biskupów?").

g. Głównym zmartwieniem episkopatu nie są jednak media, które są powszechnie czytane i oglądane, tylko te, które są uznane za 'katolickie'. I tu episkopat wyciąga najcięższe zarzuty: "Pomijanie jest główną techniką manipulacyjną stosowaną przez autora". Po pierwsze, nieprawdą jest, że pomijam katolickie media. Cytuję obszernie 'Więź', 'Tygodnik Powszechny' i pismo KIK-u 'Kontakt', które wyrażają troskę o los ofiar, a tym samym pokazują, że Kościół wcale nie musi być tą bezduszną instytucją, która pojawia się w świadectwach ofiar. Po drugie, książka nie jest rozprawą na temat wewnątrzkościelnych rozważań w sprawie molestowania seksualnego. To, co Kościół mówi, jest ważne, ale ważniejsze jest to, co czyni.

Cieszę się, że Kościół dostrzega problem molestowania seksualnego w swoich szeregach. Chętnie jednak bym się dowiedział, jak te "setki" i "tysiące" publikacji wewnątrzkościelnych przełożyły się na zadośćuczynienie wobec ofiar. Jest to tym ważniejsze, że wykorzystywanie seksualne dzieci jest poważnym problemem w dobie internetowej. Póki Kościół nie daje przykładu, jak postępować z problemem, trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób - zgodnie ze słowami Jana Pawła II - może pomagać społeczeństwu w jego zrozumieniu i rozwiązaniu".

DOSTĘP PREMIUM