Red. Gmyz na tropie spisku: Szef Muzeum Powstania Warszawskiego popiera związki partnerskie!

Cezary Gmyz ogłosił na Twitterze i Facebooku, że Jan Ołdakowski wsparł zdjęciem swojej rodziny akcję małżeństw, które popierają związki partnerskie. Ołdakowski to b. poseł PiS. - A co się robi, jeśli ktoś napisze, że to ja, a to nie ja? - zastanawiał się po chwili szef Muzeum Powstania.
Gmyz zainteresował się naszym tekstem o małżeństwach, które nie czują się zagrożone związkami partnerskimi i popierają wprowadzenie tej instytucji do polskiego prawa. Na jednym ze zdjęć Cezary Gmyz rozpoznał... Jana Ołdakowskiego.

- Na fb nie znalazłem tego zdjęcia jako żywo przypominającego szefa Muzeum Powstania Warszawskiego, ale na wyborcza.pl (Red. Gmyz się myli. Zdjęcie pochodzi z portalu Gazeta.pl - red.) wciąż wisi -napisał na Facebooku Gmyz.

- Sam żyłem parę lat w związku partnerskim, ale nigdy nie miałem poczucia, że jest on nielegalny. Nikt nigdy mnie nie wezwał z tego powodu ani na policję, ani do prokuratury. O co więc chodzi z tą legalizacją związków partnerskich? Czy są one nielegalne, tak jak np. marihuana. Czy organy wzywają tych zbrodniarzy żyjących na kocią łapę przed oblicze sprawiedliwości. Jeśli tak, to mam nadzieję, że moje czyny się już przedawniły. W innym wypadku moje dzieci, które były na naszym ślubie, będą odpowiadały za pomocnictwo lub co najmniej za niepowiadomienie o przestępstwie - ironizował Gmyz.

Redaktor się jednak pomylił. To nie było zdjęcie Jana Ołdakowskiego. W komentarzach pod postem i na Twitterze od razu zakwestionowano wybór dziennikarza. Ale Gmyz obawiał się chyba, że doszło do prowokacji. - To jest zdjęcie Ołdakowskiego. Inna sprawa, czy bierze on udział w tej kampanii - zastanawiał sięw wymianie tweetów ze znaną blogerką Kataryną. Po chwili błąd sprostował na Twetterze sam Ołdakowski. W końcu Gmyz dał się przekonać. - Ok. Moja lepsza połowa twierdzi, że czas na okulary, a Ołdakowski jest starszy. Poddaję się pod naporem kobiet - napisał.

DOSTĘP PREMIUM