Trybunał odtajnia akta al-Nashiriego. Co to oznacza dla bezpieczeństwa Polski? Pytamy prof. Kuźniara

Europejski Trybunał Praw Człowieka zdecydował o odtajnieniu materiałów związanych ze śledztwem w sprawie tajnych więzień CIA na terenie naszego kraju. Co to oznacza dla Polski? O sprawie rozmawiamy z profesorem Romanem Kuźniarem, doradcą prezydenta ds. międzynarodowych.
Europejski Trybunał Praw Człowieka zdecydował, że materiały dotyczące Abd al-Rahima al-Nashiriego, Saudyjczyka twierdzącego, że był przetrzymywany w więzieniu CIA na terenie Polski, będą jawne. Komentując decyzję, wiceszef MSZ Maciej Szpunar powiedział, że w aktach znajdują się informacje dotyczące "kluczowych aspektów bezpieczeństwa państwa polskiego". Zaniepokojenie decyzją Trybunału wyraził też minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. - Nie mam żadnych podstaw do tego, żeby twierdzić, że w Polsce istniały jakiekolwiek więzienia CIA - stwierdził. Jego zdaniem doniesienia o torturowanych i przetrzymywanych w Polsce terrorystach sa słabo ugruntowane.

Przypomnijmy, że pierwsze informacje na temat tajnych więzień CIA w Europie pojawiły się w 2005 roku. Sprawę jako pierwsi poruszyli amerykańscy dziennikarze. Według ich informacji w latach 2003-2005 w Polsce i Rumunii mieli być nielegalnie przetrzymywani więźniowie podejrzewani o działalność terrorystyczną. Jako lokalizację domniemanego więzienia wskazywano stare Kiejkuty na Mazurach. Samoloty z zatrzymanymi miały lądować na lotnisku wojskowym w Szymanach.

Anna Pawłowska, Gazeta.pl: Jakie konsekwencje dla Polski ma decyzja Trybunału o odtajnieniu dokumentów związanych ze sprawą tajnych więzień CIA na terenie Polski?

Profesor Roman Kuźniar: - Nie potrafię tego ocenić. Nie znam zawartości tych materiałów. Nie potrafię powiedzieć, czy zawierają takie informacje, których ujawnienie mogłoby narazić na szwank nasze bezpieczeństwo.

Wiadomo, że w przeszłości ujawnianie informacji związanych z istnieniem więzienia CIA na terenie Polski takich zagrożeń ze sobą nie niosło. Wbrew wątpliwościom, jakie formułowali niektórzy politycy czy dziennikarze. Ale - podkreślam - na obecnym etapie nie wiem, co było w dokumentach, nie wiem, co ujawniono. Jak się tego dowiemy, to będziemy mogli ocenić zagrożenie.

Jeżeli jest tak, jak twierdzą niektórzy, że tam są informacje, które mogłyby szkodzić naszemu bezpieczeństwu, to bardzo niedobrze. To oznacza, że Trybunał podjął niedobrą decyzję. W takiej sytuacji Polska będzie musiała przemyśleć zakres współpracy z Trybunałem po to, by nie narażać przyszłości kraju, obywateli, naszych służb, na możliwe zagrożenia ze strony tych, przeciwko którym w przeszłości prowadziliśmy jakieś operacje. 

Na czym miałoby polegać ograniczenie współpracy z Trybunałem?

- Po prostu nie moglibyśmy Trybunałowi ufać, więc materiały o wyższym stopniu niejawności nie mogłyby być mu przekazywane. Oczywiście na razie to są spekulacje, bo nie znam zwartości ujawnionych materiałów.

Jakie byłyby konsekwencje odmowy przekazywania takich materiałów?

- Nie może to mieć żadnych konsekwencji, dlatego że każde państwo ma prawo bronić swojego bezpieczeństwa, a w związku z tym również dokumentów, które zawierają klauzulę tajności. Tak robią wszystkie państwa. Żaden trybunał międzynarodowy nie może domagać się, by państwo ujawniało swoje tajemnice w sytuacji, gdy nie ma pewności, czy trybunał jednostronną decyzją tych tajemnic nie ujawni. Ale to oczywiście wszystko jest warunkowe, bo - znów podkreślę - nie mamy na razie wystarczającej wiedzy.

A co wiemy na pewno? Możemy już jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy na terenie Polski znajdowały się tajne więzienia CIA?

- Z uzyskanych do tej pory informacji, ponad wszelką wątpliwość możemy powiedzieć, że były. Czy nazwiemy je więzieniami, czy miejscami odosobnienia, czy aresztami, to kwestia terminologii. Ale na pewno możemy potwierdzić, że takie miejsca były. I to były niepotrzebnie - ówczesny polski rząd niepotrzebnie zgodził się na ich utworzenie. Nasza współpraca z USA, jeśli chodzi o wojnę w Afganistanie czy w Iraku, nie wymagała takich działań i udostępniania naszego terytorium dla takich miejsc.

Poza tym wciąż nie wiemy, co dokładnie tam się działo. Jeśli dochodziłoby tam do praktyk niezgodnych z polskimi zobowiązaniami międzynarodowymi, to absolutnie nie powinno tak być. Nie miało to żadnego uzasadnienia. Skuteczna walka z terroryzmem tego nie wymagała. To jest nie do obrony. 

Gdyby się okazało, że rzeczywiście w tych więzieniach miały miejsce praktyki zakazane przez prawo międzynarodowe, gdyby stosowano tam tortury, jakie miałoby to konsekwencje dla Polski?

- To oznaczałoby przede wszystkim, że nie wiedzieliśmy, co się na naszym terytorium działo! Nie może tak być, że są jakieś fragmenty kraju, które stają się jakby eksterytorialne. Trudno powiedzieć, czy wywołałoby to kolejne działania ze strony Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Jak wiemy, jeśli tego typu praktyki miały miejsce, to nie były prowadzone przez polskich śledczych, oficerów, agentów, tylko przez amerykańskich. Dlatego tym bardziej, jeśli Amerykanie chcieli działać niezgodnie z prawem międzynarodowym, to nie musieli tego robić na naszym terytorium i nasze władze nie powinny wyrazić na to zgody. 

Czy możemy spodziewać się jakichś konsekwencji prawnych, gdyby okazało się, że zarzuty są prawdziwe?

- Jeżeli zostałyby dowiedzione, to tak. Europejska Konwencja Praw Człowieka zakazuje tortur i chroni wszystkich ludzi przebywających na terytorium państw, które podpisały konwencję. Gdyby zakaz został złamany, Polska musiałaby ponieść konsekwencje prawne, bo takie jest orzecznictwo Trybunału. W przeszłości Trybunał wielokrotnie podejmował decyzje skazujące. I dotyczy to także państw, które nie wiedziały, że na ich terytoriach miały miejsce takie praktyki. 

Jakich konkretnie konsekwencji możemy się spodziewać?

- W grę wchodziłyby wyłącznie odszkodowania, wypłata pewnych sum pieniędzy dla ewentualnych ofiar tych praktyk. Oczywiście, gdyby rzeczywiście Trybunał dowiódł, że miały miejsce. 

DOSTĘP PREMIUM