Nawet wierni czytelnicy Ziemkiewicza nie kupują jego tłumaczeń: Jest pewien niesmak...

Czołowy niepokorny dziennikarz III RP tłumaczy się z powrotu do "Rzeczpospolitej". W skrócie: Rafał A. Ziemkiewicz pisze u Hajdarowicza (którego dopiero co nazywał słupem Tuska), bo jest po prostu niezastąpiony. Czytelnicy chyba tego nie kupili. - Produkt "niepokorność" odbije się Wam czkawką - napisał jeden z czytelników.
Ziemkiewicz był w gronie autorów, którzy w listopadzie zrezygnowali ze współpracy z "Uważam Rze" po tym, jak z funkcji naczelnego został zwolniony Paweł Lisicki. Niepokorny Ziemkiewicz poszedł jeszcze dalej. "Nigdy z Hajdarowiczem nie będę w aliansach. Facet jest albo zwyczajnym słupem Tuska, a w takim razie zadawanie się z nim nie ma sensu, albo kompletnym idiotą, co wiedzie do wniosku tego samego" - napisał w Salonie24. "Współczuję dziennikarzom, którzy wzięli i nadal biorą na swe sumienia propagandową służbę tej szajce. Ja na pewno nigdy do nich należeć nie będę" - deklarował we wpisie na Facebooku.

Cichy powrót do "Rzeczpospolitej"

Po dwóch miesiącach Ziemkiewicz (podobnie jak Łukasz Warzecha, Robert Mazurek i Piotr Semka) po cichu zmienił zdanie na temat współpracy z Grzegorzem Hajdarowiczem Napisaliśmy o tym. Ziemkiewicz (z niejasnych powodów nazywając nas "tropicielami", "misiami" i "chłopcami" z "Wyborczej", choć tekst pojawił się w portalu Gazeta.pl) zarzucił nam, że "wściekle plotkujemy" i że "nie potwierdziliśmy" tej informacji (choć przecież tekst Ziemkiewicza jest dostępny na stronie dziennika...).

Ziemkiewicz tłumaczy, że napisał do "Rzeczpospolitej", bo jest po prostu najlepszy i niezastąpiony. - Nawet po pacyfikacji nie udało się znaleźć dla "Rzeczpospolitej" innego naczelnego i innego zespołu niż taki, który jeśli chce napisać na przykład o ruchu narodowym, to zamówią tekst nie u nich, ale u kogoś, kto ma nazwisko i własny pogląd na sprawę. Okazuje się, że bez Semki, Mazurka, Warzechy czy Ziemkiewicza wciąż ani rusz - cieszy się autor niepokorny.

Komentarze: To nie Agora ma do pana pretensje

Ziemkiewicz napisał swoje wyjaśnienia na stronach "Do Rzeczy", nowego tygodnika Lisickiego. Co na to jego czytelnicy? Do wtorkowego popołudnia w większości nie podzielali zdania pana Bogdana (uznał, że swoim tekstem Ziemkiewicz "Dał godny odpór").
- To nie Agora, nie "Wyborcza", nie "Newsweek" czy "Wprost" mają do pana pretensje, lecz tacy wierni czytelnicy jak ja. Jeśli się tak jak pan powiedziało, że nie chce się mieć z kimś już nigdy do czynienia i dwa miesiące później się zmienia zdanie, to ja np. po prostu czuję się oszukana - napisała Ewa.
- "Wyborcza" plotkuje, czy to Pan zdecydował się napisać do "Rzepy", co jest faktem niepodważalnym? Po słowach zamieszczonych na salonie24 nie potrafi Pan już spojrzeć czytelnikom w oczy, co? Można zmienić zdanie i powiedzieć, że tam wciąż zostali przyjaciele (ewentualnie ludzie, do których ma Pan zaufanie), ale prawda jest taka, że teraz ta Wasza ogłaszana jako, nie bójmy się tego słowa - produkt - niepokorność odbije się Wam czkawką. Bo Pan Bóg, jak się ktoś przechwala, dopuszcza takie sytuacje, w których może się sprawdzić. No i żeś się Pan "sprawdził", a miast się pokajać, piszesz Pan farmazony - to fragment opinii Macieja.
- Podobno nie chciał Pan mieć już nic wspólnego z Hajdarowiczem? Szkoda, że jest Pan niekonsekwentny. Nadal cenię sobie pańskie teksty, ale mimo wszystko jest pewien niesmak - napisał Rafał. - Jako pański wierny czytelnik czuję się po ludzku oszukany. Od lat wytykał pan nierzetelność, brak konsekwencji i kręgosłupa moralnego różnym dziennikarzynom, a tu nagle taka wolta - napisał Karol.
- Jest jednak coś takiego jak przyzwoitość, coś jednak, czego znaczenia Pan nie rozumie, chociażby napisał Pan jeszcze tysiąc takich pokrętnych wytłumaczeń jak to powyższe badziewie, to moje zdanie o Panu, przykro mi to mówić, uległo smutnej korekcie - to cytat z wpisu Stanisława pod tekstem.
- Oczywiście rozumiem, że człowiek może zmienić zdanie (bo duża część redakcji "Rzepy" pozostała konserwatywna, bo warto wszędzie głosić swoje poglądy), ale wtedy trzeba umieć się przyznać do pochopnie rzuconych słów, a nie iść w zaparte - napisał Marcin.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM