Czy prawnicy Kurskiego mieli prawo straszyć kolporterów konsekwencjami? [OPINIA PRAWNIKA]

Kancelaria prawna reprezentująca europosła Jacka Kurskiego wysłała do drukarni oraz firmy Kolporter pismo, w który żądała wstrzymania druku oraz dystrybucji tygodnika "NIE". Prawnicy zagrozili konsekwencjami prawnymi w przypadku niezastosowania się do ich żądań. Czy mieli do tego prawo? Ocenia Tomasz Ejtminowicz z Meritum Kancelaria Radców Prawnych w Gdyni, radca prawny i prawnik Gazeta.pl specjalizujący się w prawie mediów.
Żądanie wstrzymania druku czy dystrybucji jest absurdalne. Ani drukarnia, ani kolporterzy nie byli adresatami postanowienia sądowego i nie wywołuje ono wobec nich żadnych skutków. Poza tym na podstawie "prywatnego" pisma czy maila z kancelarii nie sposób zweryfikować wiarygodności dokumentu sądowego, a tym bardziej nie ma podstaw, by takie pismo było w stanie zablokować druk lub kolportaż.

Art. 3 prawa prasowego wyraźnie i wprost zabrania drukarniom i kolporterom odmawiania druku i dystrybucji gazet, z których wydawcami te podmioty mają podpisane umowy. Taka blokada mogłaby nastąpić jedynie wówczas, gdyby sąd wprost do nich zaadresował konkretne swoje postanowienie o zakazie. A postanowienia takiego sąd wydać nie może - zgodnie z art. 38 prawa prasowego. Sądy wielokrotnie wskazywały, że podmiotami odpowiedzialnymi za publikację prasową są wyłącznie: autor, redaktor, wydawca bądź inna osoba, która decyduje o treści artykułu - ale wyłącznie do etapu przed skierowaniem go do druku. Dlatego w żadnym wypadku takim podmiotem nie jest ani drukarnia, ani kolporter.

Moim zdaniem kancelaria w swoich pismach do drukarni i kolporterów, które opatruje alarmistycznymi wykrzyknikami i budzącymi strach i grozę klauzulami, ociera się o działania - najdelikatniej mówiąc - bezprawne.

Odrębną sprawą jest, czy prasa ma prawo pisać o szczegółach życia osobistego posła. Art. 14 ust. 6 prawa prasowego dopuszcza publikowanie informacji o prywatnych sferach życia, jeśli wiążą się one z działalnością publiczną danej osoby. Moim zdaniem opisywanie domniemanych romansów posła, który swoją działalność publiczną opiera na wartościach chrześcijańskich, etyce, ochronie rodziny itp., nie przekracza granic intymności, ponieważ ukazuje hipokryzję polityka. Wyborcy mają prawo wiedzieć, czy poseł, szermując hasłami i wartościami, mówi prawdę. Prasa może piętnować polityka, jeśli udowodni, że publicznie głoszone przez niego poglądy stoją w sprzeczności z wartościami realizowanymi w życiu prywatnym. W tym przypadku wkroczeniem w intymność mogłoby być szczegółowe opisywanie detali współżycia, natomiast nie jest nim sam fakt poinformowania o romansie.

DOSTĘP PREMIUM