Prawnicy Kurskiego wysłali pismo do drukarni i Kolportera. Grozili: "Będą konsekwencje za rozprowadzanie "NIE""

Prawnicy europosła Jacka Kurskiego nie tylko zadbali o sądowy zakaz publikacji artykułu o rzekomym romansie polityka w tygodniku "NIE". Poszli dalej, do drukarni i Kolportera wysłali pisma, w których grozili konsekwencjami prawnymi w przypadku wprowadzenia gazety do obrotu. Reakcje? - To działanie, najdelikatniej mówiąc, bezprawne - komentuje prawnik. A Kolporter twierdzi, że ugięcie się przed żądaniami kancelarii byłoby "wprowadzeniem cenzury".
W ostatnim - piątkowym - numerze tygodnik "NIE" opublikował wymianę listów z europosłem Jackiem Kurskim. Korespondencja dotyczyła życia prywatnego polityka.

Z materiału można było wywnioskować, że dziennikarze zamierzali napisać o domniemanym romansie Kurskiego. W tekście napisano, że w czwartek 24 stycznia redakcja wysłała do Kurskiego pytania m.in. o to, czy ma romans i czy rozważa rozwód bądź separację. Dziennikarze zainteresowanie prywatnym życiem polityka motywowali wypowiedziami Kurskiego, który publicznie deklarował, że ceni sobie uczciwość i jest "staroświecki, jeśli chodzi o podejście do małżeństwa".

"Nie pochwalamy hipokryzji"

- Redakcja tygodnika "NIE" nigdy nie publikowała tekstów na temat pewnej sfery życia - której w tej chwili nie mogę nazwać, ponieważ obowiązuje mnie zakaz sądowy do nazywania tej sfery - ale której w redakcji "NIE" zawsze byliśmy wielkimi admiratorami. Natomiast nie pochwalamy hipokryzji. Gdyby redakcja otrzymała informacje na temat tej sfery życia polityka, który nie jest zakłamany, tak jak poseł Kurski, to nie opublikowałaby takiego tekstu - mówi nam Waldemar Kuchanny, wicenaczelny "NIE".

W czwartek więc o "tę sferę życia" redakcja zapytała samego zainteresowanego. Z cytowanego przez "NIE" maila wynika, że europoseł został też poinformowany, że numer, w którym znajdzie się artykuł na jego temat, zostanie oddany do druku 30 stycznia. Redakcja prosiła polityka o odpowiedź do tego czasu.

W dniu, w którym numer był wysyłany do druku, czyli 30 stycznia, w środę, redakcja tygodnika miała otrzymać dwa listy: od samego Kurskiego oraz jego prawnika z kancelarii Gotkowicz Kosmus Kuczyński i Partnerzy. Z pisma przytoczonego przez "NIE" wynika, że europoseł zaznaczył, iż nie miał zamiaru odpowiadać na pytania przesłane przez dziennikarzy, i zagroził podjęciem "wszelkich przewidzianych prawem środków" w przypadku opublikowania artykułu. Adwokat z kolei, powołując się na przepisy prawa prasowego, miał zaznaczyć, iż nie wyraża zgody na publikację jakichkolwiek informacji na temat życia prywatnego oraz spraw intymnych europosła.

Zamiast artykułu o romansie - wymiana korespondencji

- Poseł Kurski miał odpowiedzieć na nasze pytania i nie zrobił tego. Po otrzymaniu korespondencji od niego i od jego prawników podjęliśmy decyzję, że nie tyle będziemy publikowali tekst o tej sferze życia pana posła, której nie mogę nazwać w wyniku zakazu, ale pokażemy czytelnikom właśnie tę korespondencję. Aby obnażyć hipokryzję pana posła - mówi nam Waldemar Kuchanny. Artykuł z korespondencją został więc przygotowany i poszedł do druku.

Jak się jednak okazuje, jeszcze tego samego dnia (30 stycznia, w dniu oddania numeru do druku) Kurskiemu udało się uzyskać sądowy zakaz publikacji artykułu w "NIE". Pismo z decyzją Sądu Okręgowego w Gdańsku nie trafiło jednak do redakcji na czas. Dziennikarze twierdzą, że otrzymali je dopiero 4 lutego, w poniedziałek. A numer od piątku był już w kioskach.

- Oczywiście, gdyby to pismo z zakazem zostało nam dostarczone wcześniej, nie opublikowalibyśmy artykułu z wymianą korespondencji, ponieważ my wyroki sądów respektujemy - zaznacza Kuchanny. Jak twierdzi, nikt z redakcji nie miał wcześniej pojęcia, że taki zakaz został wydany, bo nikogo sąd nie wezwał na posiedzenie w tej sprawie. - Możemy się tylko dziwić, dlaczego pan Kurski wynajął kancelarię prawną, która nie dopilnowała jego interesów, ale to nie nasza w końcu sprawa - kwituje wicenaczelny "NIE".

"UWAGA - Bardzo PILNE!! Sądowy Zakaz Publikacji!!!"

Kancelaria prawna Kurskiego nie poprzestała jednak na zakazie publikacji. Dzień po jego wydaniu, w czwartek po południu, gdy numer był już wydrukowany i trafił w ręce dystrybutorów, firma Kolporter dostała od prawników polityka faks.

Dotarliśmy do jego treści. Pismo jest opatrzone nagłówkiem "UWAGA - Bardzo PILNE!! Sądowy Zakaz Publikacji!!!". Czytamy w nim: "Pomimo że zakaz dotyczy wprost konkretnych podmiotów - wydawcy i dziennikarzy Tygodnika "NIE" - to postąpienie przez inne osoby wbrew jego treści, pomimo świadomości istnienia zakazu - będzie bezprawne i będzie rodziło odpowiedzialność prawną także tych innych podmiotów (drukarni, kolporterów)".

I jeszcze dalej: "żądam zablokowania przez Państwa publikacji czy wprowadzenia do obrotu Tygodnika "NIE" w całości lub przynajmniej w części obejmującej materiał prasowy pt. "Związek partnerski posła Jacka Kurskiego" (zaczynający się na str. 1 tygodnika "NIE") lub pod innym tytułem, ale o cechach określonych w załączonym postanowieniu sądowym; ostrzegam, że niezastosowanie się do powyższego wezwania spowoduje uruchomienie wszelkich przewidzianych prawem cywilnym środków prawnych w stosunku do Państwa firm". Zobacz cały dokument >>

Kolporter: To byłaby próba wprowadzenia cenzury

Przedstawiciel Kolportera potwierdził nam, że pismo od prawników Kurskiego dostał, ale się go nie wystraszył. - O tym, czy treści zawarte w którymś z tytułów prasowych są szkodliwe społecznie lub naruszają przepisy prawa, orzeka niezawisły sąd, który może zakazać dystrybucji lub nakazać wycofanie takich czasopism ze sprzedaży. W tym przypadku taka sytuacja nie miała miejsca. Owszem dotarł do nas faks, wysłany przez prawników europosła Jacka Kurskiego, z którego wynikało, że tygodnik "NIE" otrzymał sądowy zakaz publikowania informacji na temat prywatnego życia europosła. Wyrok ten absolutnie nie dotyczył zakazu dystrybucji bądź wycofania tygodnika "NIE" ze sprzedaży - wyjaśnia nam Grzegorz Maciągowski, rzecznik prasowy Kolportera.

Maciągowski zaznacza, że podobne sytuacje zdarzają się bardzo rzadko. - Zawsze kierujemy się literą prawa i respektujemy wyłącznie postanowienia stosownych organów. Inne postępowanie ze strony firmy kolportażowej jednoznacznie kojarzyłoby się z próbą wprowadzenia cenzury - sprzeczną z Konstytucją i zasadami wolnego rynku - zaznacza rzecznik Kolportera.

Według tygodnika "NIE" podobne pismo od prawników Kurskiego otrzymała też drukarnia. Tego nie udało nam się na razie potwierdzić. O sprawę zapytaliśmy samą kancelarię prawną, która reprezentuje europosła. Adwokat dr Bogusław Kosmus zaznaczył jednak, że nie został upoważniony przez klienta do udzielania informacji na temat swoich działań.

Mieli prawo straszyć konsekwencjami? "To absurdalne"

Czy prawnicy Jacka Kurskiego mieli prawo straszyć drukarnię i kolporterów konsekwencjami prawnymi?

- Żądanie wstrzymania druku czy dystrybucji jest absurdalne. Ani drukarnia, ani kolporterzy nie byli adresatami postanowienia sądowego i nie wywołuje ono wobec nich żadnych skutków. Poza tym na podstawie "prywatnego" pisma czy maila z kancelarii nie sposób zweryfikować wiarygodności dokumentu sądowego, a tym bardziej nie ma podstaw, by takie pismo było w stanie zablokować druk lub kolportaż - zaznacza Tomasz Ejtminowicz, radca prawny Gazeta.pl i prawnik specjalizujący się w prawie mediów.

- Moim zdaniem kancelaria w swoich pismach do drukarni i kolporterów, które opatruje alarmistycznymi wykrzyknikami i budzącymi strach i grozę klauzulami, ociera się o działania - najdelikatniej mówiąc - bezprawne - dodaje Ejtminowicz. Przeczytaj całą opinię >>

Odmiennego zdania jest dr Michał Zaremba, adiunkt w Zakładzie Prawa Prasowego Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. - Zgodnie z Kodeksem cywilnym odpowiedzialność za szkodę ponosi także podmiot, który jest pomocnikiem albo skorzystał na szkodzie. Przepisy są ogólne i mówią, że mogę chronić swoje dobra osobiste w każdym przypadku, kiedy ktoś może je naruszyć, nawet jeżeli to się jeszcze nie stało. Firma zajmująca się kolportażem też może być podmiotem, który narusza lub pomaga w naruszeniu - tłumaczy dr Zaremba.

Waldemar Kuchanny zapowiada już, że tygodnik złoży zawiadomienie do prokuratury dotyczące postępowania prawników Kurskiego.

DOSTĘP PREMIUM