Jakub Śpiewak: "Jak idiota dałem się skusić. Wyłączył mi się bezpiecznik przyzwoitości"

- Woda sodowa uderzyła mi do głowy. Całe życie miałem gdzieś luksusy. I dałem się skusić. W jakimś momencie wyłączył mi się bezpiecznik przyzwoitości - mówi portalowi Gazeta.pl Jakub Śpiewak. Szef fundacji Kidprotect.pl, pomagającej ofiarom pedofilii, wycofał się z życia publicznego po tym, jak tygodnik Wprost odkrył, że wykorzystywał pieniądze fundacji na wyjazdy na wakacje i drogie prywatne zakupy.
Michał Gostkiewicz, Gazeta.pl: Dlaczego, tak po ludzku pytając, pan to zrobił? Dlaczego użył pan pieniędzy fundacji do prywatnych celów?

Jakub Śpiewak, szef fundacji KidProtect.pl:- Tak po ludzku, to woda sodowa uderzyła mi do głowy. Nie wiem, dlaczego, i mam świadomość tego, że postępowałem źle. Całe życie byłem gościem, który chodził w byle czym, jeździł tramwajem i luksusy miał gdzieś. I po prostu jak idiota dałem się skusić przez blichtr, obecność w mediach. Nie chcę się usprawiedliwiać. W jakimś momencie wyłączył mi się bezpiecznik przyzwoitości.

Jak pan skomentuje zarzuty "Wprost"?

- "Wprost" co najwyżej opisał niektóre rzeczy bardziej szczegółowo. Do tego wszystkiego, co opisali, przyznałem się w moim oświadczeniu. Nie zamierzam nic ukrywać, ale nie chcę więcej komentować tego w mediach, mam wrażenie, że im więcej będę mówił, tym gorzej.

Co pan zamierza zrobić teraz, gdy wszystko wyszło na jaw?

- Mógłbym wycofać się, palnąć sobie w łeb albo wyjechać. Ale ja tak nie mogę. Muszę znaleźć sposób na to, jak zdobyć pieniądze na to, żeby naprawić te szkody, które wyrządziłem.



Na co Śpiewak wydawał pieniądze fundacji?

Jak wyśledził tygodnik "Wprost" na podstawie wyciągów z kont fundacji, wpłacane przez prywatnych sponsorów i instytucji państwowych na pomoc dzieciom i kampanie przeciw pedofilii pieniądze poszły, przynajmniej te z 2011 r., na wygodne, dostatnie życie Śpiewaka. Szef Kidprotect kupował m.in.: ubrania dobrych firm (m.in. Peek & Clopenburg, Van Graaf, Timberland) za ok. 30 tys. zł, biżuterię (685 zł), perfumy, zegarki, lekarstwa i książki (ok. 13 tys. zł), pojechał też na wakacje do Turcji (ok. 6 tys. zł).

Poza tym z konta fundacji od stycznia 2011 do marca 2012 kilkadziesiąt razy podejmowano też gotówkę z bankomatów - łącznie ok. 170 tys. Konto fundacji - niemal puste - zajął na poczet długów ZUS, a śledztwo w tej sprawie od listopada prowadzi prokuratura.

Szef KidProtect.pl bije się w piersi

W opublikowanym dzień po kontakcie z "Wprost" oświadczeniu Śpiewak napisał: "Zawiniłem. Ja ponoszę odpowiedzialność. Przepraszam. (...) Źle gospodarowałem tym, czym fundacja do tej pory dysponowała. (...) Wierzę, że jestem człowiekiem uczciwym. Staram się nim być. Nie umiałem jednak pilnować wszystkiego tak, jak powinienem to robić". W facebookowej dyskusji, która rozpętała się pod tekstem jego oświadczenia w portalu NaTemat.pl, podziękował internautom, zarówno krytykom, jak i tym, którzy go bronili.

"Bardzo dziękuję tym, którzy publikują słowa wsparcia. Całkowicie rozumiem też tych, którzy krytykują, bo na tę krytykę zasługuję. Jak by bowiem nie ubrać tego w słowa, to płacenie, i to nie raz, ani nie dwa, za prywatne rzeczy fundacyjnymi pieniędzmi to nic innego jak po prostu kradzież. Być może tego słowa zabrakło w moim tekście" - dodał.

''Szkodnik" - komentarz blogera

DOSTĘP PREMIUM