Hypki: Płk Stroiński zasłania się niepamięcią. To wygodne

- Pułkownik Stroiński jest stroną w tej sprawie, więc może mówić rzeczy niemające wiele wspólnego z rzeczywistością. Dodaje, że właściwie niewiele pamięta. To wygodna postawa - ocenia w rozmowie z portalem Gazeta.pl Tomasz Hypki, wydawca ?Skrzydlatej Polski?.
Hypki, który jako ekspert w dziedzinie lotnictwa zabiera głos w dyskusji związanymi m.in. z katastrofami polskich samolotów, w dość ostrych słowach wypowiedział się na temat wywiadu jaki tygodnikowi "Wprost" udzielił płk Bartosz Stroiński, były szef 36. specpułku. To piloci tej rozwiązanej już jednostki siedzieli za sterami prezydenckiego tupolewa 10 kwietnia 2010 r. Według Stroińskiego "z raportu komisji Millera wynika, że załoga zrobiła wszystko, żeby się zabić". - Tam jest wiele rzeczy nieprawdziwych. Choćby stwierdzenie, że piloci byli źle wyszkoleni - powiedział m.in. płk Stroiński.

"Pułkownik może usłyszeć zarzuty"

- Pułkownik Stroiński jest stroną w tej sprawie, więc może mówić rzeczy niemające wiele wspólnego z rzeczywistością - uważa Hypki. Jego zdaniem "nie byłoby dziwne, gdyby usłyszał zarzuty związane z sytuacją w 36. pułku, z przygotowaniem załogi do lotu, z jej wyszkoleniem". - Wiadomo, że będzie się bronił, tak jak postępuje wiele innych osób, które wypowiadają się w sprawie katastrofy smoleńskiej, jak gen. Anatol Czaban czy płk Mirosław Grochowski - dodaje.

- Jakby tego było mało, mówi, że właściwie niewiele pamięta. To wygodna postawa, bo jeśli coś świadczy przeciwko płk. Stroińskiemu, zawsze może on zasłonić się brakiem pamięci ze względu na przeżyty wstrząs - dodaje Hypki.

"Przeczy faktom zupełnie oczywistym"

Stroiński we "Wprost" przekonywał również, że "załoga samolotu nie popełniła też błędów, które sugeruje raport komisji Millera". Zdaniem Hypkiego "polemizowanie z tym, co płk Stroiński mówi w wywiadzie, nie ma sensu. Tym bardziej że zwykle bardziej merytoryczne są wypowiedzi zadających pytania dziennikarzy".

- Płk Stroński mówi bez specjalnej odpowiedzialności rzeczy, na które nie ma żadnych dowodów, albo wręcz przeczy faktom zupełnie oczywistym, stwierdzonym przez komisje badające przyczyny katastrofy. Tak jest choćby ze sprawą użycia automatu przy lądowaniu czy użycia radiowysokościomierza, a także obecności gen. Błasika w kabinie pilotów w ostatniej fazie lotu - uważa Hypki.

"Chcą stworzyć zamieszanie"

Jego zdaniem w Polsce jest kilka kategorii ludzi, którym zależy na stworzeniu maksymalnego zamieszania wokół tej sprawy: - To politycy, wydawcy mediów żyjących z pisania bzdur o katastrofie i ci, którzy mogą usłyszeć zarzuty za przyczynienie się do jej spowodowania. Do ostatniej należy płk Stroiński. W końcu był w dowództwie 36. pułku.

Hypki dodaje, że "trudno się dziwić, że 36. pułk rozwiązano". - Przecież szkolono w nim pilotów w sposób urągający elementarnym zasadom. Nie było odpowiedniej liczby samolotów, brakowało symulatorów, a lotnicy nie znali elementarnych procedur. Nie było doświadczonych instruktorów. Królowała zasada Uczył Marcin Marcina - kończy Hypki.

DOSTĘP PREMIUM